Reklamy

Jak będzie wyglądać transport po Rewolucji?

Zmiana z napędu parowego w transporcie na silniki wewnętrznego spalania spowodowała sporą rewolucję w dominujących formach transportu. Silniki parowe były praktyczne dopiero powyżej pewnej wielkości i transport został zdominowany przez koleje i statki. Parowe pojazdy drogowe zawsze stanowiły margines i nigdy silnik parowy z drogą nie stanowiły udanego związku.

Koleje utraciły swoje znaczenie dzięki silnikom wewnętrznego spalania i możliwości zapewnienia rozsądnych kosztów działania w mniejszej niż kolej skali, co też zapewniło elastyczność dostaw i organizacji biznesu. Z tego prostego spostrzeżenia nasuwa się pytanie- co może dać elektryfikacja? Jakie przewagi skali? Przyznam, że sam nie znałem na to pytanie żadnej sensownej odpowiedzi, aż do czasu kiedy zacząłem zastanawiać się nad zupełnie konkretnie przypadkiem biznesowym, gdzie sytuacja aż się prosiła o jakieś poprawienie ekstremalnie nieefektywnego transportu spalinowego.

(więcej…)

Reklamy

Tapiatpia, Rewolucja Energetyczna na końcu świata

Pisałem już kilkukrotnie, że obecna rewolucja technologiczna, czyli to co tu opisuję drastycznie zmienia życie nie w pierwszym świecie, gdzie odbywa się większość postępu technologicznego i większość inwestycji. Potrafi znacznie bardziej zmienić życie na dalekich peryferiach współczesnego świata.  Jak fotowoltaika, baterie i LEDy, które chronią bydło przed lwami na dalekiej prowincji Kenii. To, i jeszcze silniki bezszczotkowe prądu stałego to są fantastyczne gadżety. Można z tego zbudować świetne samochody i zastąpić nimi współczesne samochody spalinowe. Ale w miejscach na końcu naszej cywilizacji, gdzieś w środku dżungli czy na odległych wyspach te nowe technologie pozwalają na bezpośredni przeskok z 18-ego do 21-go wieku.

(więcej…)

Ostatni w swoim gatunku

Chiny są pierwszym wielkim krajem przemysłowym w którym będzie działać nowy schemat energetyczny, ale jednocześnie ostatnim, gdzie działa ten, który rozpoczął rewolucję przemysłową. Przynajmniej tę brytyjską, uznawaną za oficjalny początek. Ja uważam, że palmę pierwszeństwa jednak należy oddać Holendrom, ale to temat na inną dyskusję.

(więcej…)

Co zamiast obniżki akcyzy na prąd?

W Polsce rośnie kryzys energetyczny, już w tym roku miał okazję wybuchnąć falą podwyżek cen elektryczności, ale zostało to zamortyzowane przez obniżkę akcyzy. Drobna dyskusja się już odbyła w komentarzach pod poprzednim wpisem, a to jest odpowiedź na jeden z nich. Czytający komentarze wiedza, a nie czytającym polecam to zajęcie. Komentarze bywają lepsze niż wpisy.

(więcej…)

Czego byśmy sobie tak naprawdę życzyli?

Ja chciałbym jak najszybszego sukcesu Rewolucji Energetycznej. To nastąpi,  sukces będzie, to pewne, ale dziś trwa wyścig z czasem o zachowanie klimatu naszej planety z jak najmniejszymi stratami. I walka z wszystkimi, którzy dla paru groszy mają to wszystko gdzieś. A poza tym śpieszy mi się do lepszego komfortu życia.

Pozostańmy w odświętnej atmosferze i spróbujmy sobie wyobrazić świat po rewolucji.

(więcej…)

Wreszcie ktoś robi rzeczy jak należy

W tym tygodniu odbyła się prezentacja dla dziennikarzy samochodu o nazwie Rivian R1T Electric Truck. Było słuchać o tym produkcie i firmie od pewnego czasu, ale nawet o tym nie wspominałem. Również sam specjalnie nie śledziłem sprawy, bo z góry założyłem, że to kolejny startup typu startup, założony przez garść facetów, którzy biorą się za to co akurat modne z nadzieją, że zanim rynek zweryfikuje realną wartość, to zdążą być wykupieni przez jakiś koncern, albo wejść na giełdę. W optymalnej wersji będą wykupieni przez koncern, który nie ma pojęcia jak dalej sprzedawać oferowany przez nich produkt. Albo zamiaru, bo po prostu chce usunąć konkurencję. A jeden i drugi przypadek jest na tyle częsty, ze można zarobić pomimo realnego braku jakiegokolwiek sensownego produktu. Sensowny produkt też się zdarza. Zdarzają się nawet wybitne i przełomowe. Ale to na tyle znikoma mniejszość, że ja raczej nie wierzę w żadne zapowiedzi bez pokazania czegoś sensownego. Choćby naprawdę dobrego prototypu.

(więcej…)

Ile czasu zostało nafciarzom?

Zasadnicze pytanie o przyszłość Rewolucji Energetycznej jest też pytaniem o przyszłość światowej ekonomii z jednej strony, a w ogóle o przyszłość naszej planety z drugiej… Właściwie to samo pytanie, ale inaczej zadane brzmi „jaka będzie przyszłość wydobycia i zużycia paliw kopalnych”. A na to pytanie już mamy odpowiedź. I to względnie precyzyjną.

Otóż odpowiedź ta brzmi: paliwa kopalne nie mają przyszłości. I to nie z powodu tego, że się wyczerpią, staną zbyt drogie i spowodują ogólnoświatowe załamanie gospodarcze. To jest teoria peak oil, która jest, można to dziś stwierdzić w 100% nieprawdziwa.

Otóż paliwa kopalne nie mają przyszłości, ponieważ są zastępowane przez energię odnawialną z taką prędkościową, że popyt na nie będzie spadać szybciej niż odbywa się naturalne wyczerpywanie złóż. Co oznacza nie tylko zaprzestanie inwestycji w nowe wydobycie, ale ciągłą presję cenową wyrzucającą kolejnych najdroższych producentów z rynku. Ze skokami i odbiciami, ale to jest po prostu trwała i stabilna spirala śmierci.

To się już dzieje z węglem kamiennym. Tu przejście ze stanu normalnego rynku do depresyjne spierali śmierci było bardzo gwałtowne. Otóż był sobie czas, kiedy Chiny były istotnym importerem węgla. Potem, po 2009 rozpoczęto tam rozbudowę energetyki odnawialnej na potężną skalę. Która, w ich sytuacji po prostu eliminowała spalanie węgla. Pomimo gwałtownego wzrostu zużycia energii i budowy kolejnych bloków węglowych. I nagle kierunek przepływu się odwrócił. Wielkie zakupy się skończyły, rozpoczęła się sprzedaż. Światowe wydobycie węgla rozpoczęło spadek, znacznie szybszy niż tempo wyczerpywania się złóż w kopalniach. Co oznaczało nadmiar towaru na rynku. Pierwszą odpowiedzią ze strony kopalń były pomysły szukania nowych rynków. Na przykład kopalnie z Wisconsin i Montany wpadły na pomysł, że teraz będą eksportować węgiel do Azji, bo mogą go w ogóle sprzedać, a mają dużo niższe koszty niż azjatyckie kopalnie. I tak w końcu to nie wyszło, ale było symptomatyczne. A teraz, kiedy Indie zdecydowały o jak najszybszej rezygnacji z używania węgla i są na drodze do zaprzestania importu (a może to już?) z rynku węgla nie ma co zbierać.

Dziś już nikt o zdrowych zmysłach nie traktuje wydobycia węgla poważnie (ministra Tchórzewskiego nie zaliczam do takiej kategorii ludzi). Węgiel jest, wiadomo, że trochę go jeszcze będzie potrzeba i w miarę wiadomo, że praktycznie nigdzie nie powstaną nowe bloki węglowe ani kopalnie. Ten biznes jest skończony. Nie z powodu ceny węgla. Ona jest i będzie niska. Z powodu niższych kosztów energetyki wiatrowej, z która węgiel nie może konkurować. I oczywiście polityki, w tym celów ochrony klimatu.

To samo wkrótce czeka ropę naftową. I co najlepsze, można już pokusić się o pewne przybliżenie daty.

Otóż spirala śmierci dla przemysłu naftowego będzie trwać, kiedy światowe zużycie zacznie spadać w tempie ok 1,5 – 2% rocznie. Skąd ta liczba? Otóż wydobycie ze złóż w naturalny sposób spada w tempie ok 3% rocznie. Do tego zawsze pozostanie jakaś ilość rozgrzebanych inwestycji, firmy wydobywcze mają presję na utrzymanie produkcji, są liczne inwestycje państwowe nie liczące się z sytuacja rynkową, etc. W końcu jest nawet w całkiem sporym europejskim kraju minister co chce budować głębinowe kopalnie węgla, więc od ropy się znajdą na pewno.

Spadek zużycia ropy widać. Na każdym kroku. Najpierw ropa naftowa zniknęła z energetyki, ale równocześnie trwa eliminacja z ogrzewania, ograniczenia w używaniu samochodów spalinowy i elektryfikacja transportu. To ciągle nie są wielkie ilości, ale zauważmy jak mało potrzeba, aby system się przewrócił. Punkt początkowy też jest znany. Prognozy ciągłego wzrostu zużycia przestaną się sprawdzać i będzie się regularnie zdarzać magazynowanie wielkich ilości ropy. Której magazynowanie kosztuje więcej niż np. węgla. I w pewnym momencie trzeba ciąć straty i opróżniać magazyny. Co powoduje zawały cenowe. Po których cena oczywiście wraca, ale w międzyczasie ktoś mógł wylecieć z rynku. Wygląda na to że jesteśmy właśnie w tych dniach świadkami pierwszego takiego cyklu. Raczej jeszcze bez spadku ogólnoświatowej konsumpcji, ale już z przepełnieniem magazynów przez błędne prognozy. I gwałtowną wyprzedażą skutkującą spadkiem cen.

2% rocznego spadku to jest ilość mało zauważalna i dużo za mało w stosunku do potrzeb zdrowia, środowiska i klimatu. Ale wystarczająco dla złamania potęgi nafciarzy, którzy z potęgi trzęsącej światem w krótkim czasie zmienią się w dziadów i seryjnych bankrutów. Choć na koniec pewnie rozpoczną jakieś szalone inwestycje dla nowych rynków, ale też lobbingu i przejęcia co słabszych i głupszych rządów.

Mechanizm jest jasny. Teraz trzeba odpowiedzieć na pytanie: kiedy nastąpi ten permanentny spadek?

Otóż przybliżona odpowiedź jest też prosta. Wtedy, kiedy światowy roczny przebieg pojazdów spalinowych zacznie systematycznie spadać o 2% rocznie. W tym celu można jeździć mniej, można używać rowerów, można wreszcie używać samochodów elektrycznych. Ale najważniejszym elementem jest rozbudowa i elektryfikacja transportu miejskiego. Bo to można zrobić szybko i wydajnie. Te same ogniwa baterii w miejskim autobusie elektrycznym zmniejszają zużycie ropy kilkukrotnie bardziej niż będące w elektrycznym samochodzie osobowym.

Dzienne zużycie ropy wynosi około 100 mln baryłek, czyli w pewnym przybliżeniu 18 mln ton. 2% z tej liczby to jest 360 tys ton. I jeśli przeliczamy to na coś konkretnego, to będzie to 3,6 mln autobusów miejskich zużywających po 100 litrów dziennie zastąpiony przez elektryki. Co roku. Albo 36 mln samochodów już nie spalających 10 litrów dziennie. Albo, co w sumie lepsze, zmiany w urbanizacji pozwalające korzystać z samochodu średnio o 2% mniej. Każdego roku, średnio na świecie.

Każda z tych rzeczy oddzielnie wydaje się absurdalnie wielka i jeszcze odległa. Ale nie musimy osiągnąć żadnego z tych celów. Wystarczy, że ich łączny efekt będzie wystarczający. I wygląda na to, że w UE, Chinach, chyba też Japonii wkrótce to będzie rzeczywistością, może nawet już jest.

W USA transport publiczny zasadniczo nie istnieje, a miasta są zbudowane w antyludzki sposób. Więc samochodów jest absolutną koniecznością praktycznie dla każdego, a przejeżdżanie większych ilości kilometrów niż dziś jest niemożliwe z powodu… struktury miast i braku alternatyw co powoduje permanentne korki.  I tu sytuacja jest prosta.  Wymiana 2% samochodów powoduje spadek zużycia paliw o 2 % (a tak naprawdę to 1,5% bo mamy jeszcze transport  towarowy). Zauważmy, że nie chodzi o 2% udział w sprzedaży. Chodzi o 2% elektryfikację całej floty co roku. Roczna sprzedaż samochodów w USA to ok 17 mln sztuk, ale łączna ich liczba to około 260 mln sztuk (niekoniecznie wszystkie używane i w stanie do użytku). Czyli potrzeba sprzedaży około 5 mln samochodów elektrycznych rocznie w USA. I ten moment można by było określić jako faktyczny koniec potęgi nafciarzy i powiązanych z nimi finansistów. Punkt bez powrotu już nastąpił. Odwrotu od elektryfikacji nie ma i nie będzie, powrotu do spalania wszędzie i zawsze też nie.

Zauważmy, że ten punkt nastąpi daleko przed tym zanim sprzedaż elektryków będzie stanowić większość. Ciągle większość sprzedaży będzie przypadać na samochody spalinowe.

Na dziś sytuacja wygląda tak, że produkcja samochodów elektrycznych w USA= produkcja Tesla Motors, więc pytanie brzmi: kiedy Tesla będzie sprzedawać powiedzmy około 3,5-4 mln samochodów w USA? Resztę może dostarczą inni.

Odpowiedź też jest w miarę jasna, na podstawie publicznych planów ogłoszonych przez Muska. Ta skala produkcji będzie możliwa dopiero razem z Modelem Y. Którego podobno już jest działający prototyp, ale nie ma go gdzie produkować. Fabryka we Freemont nie zwiększy produkcji w żadnym poważnym stopniu, a na pewno nie takim o jakim tu mówimy. Gigafactory raczej zostanie przy bateriach i ewentualnie zespołach napędowych, więc po prostu będzie potrzebna nowa fabryka, o skali produkcji przynajmniej 1 mln rocznie. I potem jeszcze dwie takie. Nawet w tempie Muska to nie nastąpi szybko. Prezencja Modelu Y ma być w 2020 roku, produkcja pewnie w 21, jak bardzo dobrze pójdzie. Jeśli zwiększanie skali produkcji będzie szybkie i sprawne, a pewnie będzie, bo czegoś się przy wdrażaniu Modelu 3 nauczyli. Albo od razu będzie na ambitną skalę, typu zbudowanie fabryki od razu na 5- 10 tys sztuk dziennie (co by było w stylu Muska i zupełnie rozsądne). W takiej sytuacji możemy się spodziewać potrzebnej skali już w 2022-3 roku.

Istnieje realna szansa, że w tym samym czasie w Chinach nastąpi to samo. Nie wzrost Tesli (pewnie też..), ale zatrzymanie wzrostu spalinowej motoryzacji i rozpoczęcie spadku zużycia. Elektryfikacja transportu ma się tam znakomicie, wręcz wzorcowo, ale spalinowy też jeszcze rośnie (choć już nie w głównych miastach).

Więc to jest najwcześniejsza data. O ile nie zabraknie baterii… Co do najpóźniejszej? Nie sądzę, abyśmy mówili o późniejszej niż 2030 rok. Ale jeśli ktoś się spodziewał tu bardzo optymistycznej daty, to się pomylił. To będzie dopiero dzień, kiedy nafciarze stracą środki do dominacji w światowej polityce. Nadal mogą dominować i bez tych środków, siłą rozpędu. Ale siłą rozpędu nie utrzyma się wpływu na politykę, który jest praktycznie rzecz biorąc znienawidzony dookoła świata. Zapytajcie się na Ukrainie, w Jemenie, czy wcześniej w jakimkolwiek kraju Ameryki Łacińskiej co sądzą o polityce prowadzonej za pieniądze z ropy naftowej…

Jak tych pieniędzy nie będzie to i dotychczasowa polityka się nie utrzyma. Ale zanim już skorumpowane pokolenie odejdzie, zanim odspawa się się polityków od stołków, zanim upadną dyktatorzy i  „autorytety”, minie więcej czasu.

I jedyny problem polega na tym, że już go nie mamy. Przy szczytach klimatycznych prowadzonych przez Kreml* i Europie kręcącej się bez sensu nie ma żadnych szans na ogólnoświatową zmianę w ciągu najbliższych lat.

Co oznacza, że czas zacząć naprawdę się przygotowywać do ocieplenia o 3-4 C. I to nie jest śmieszne.

*Tak, wiem, ze teoretycznie gospodarzem COP w Katowicach jest polski rząd. Ale oficjalna polityka polskiego rządu się nie trzyma kupy, za to Moskwa prezentuje spójną i logiczną linę i tak się składa że praktyczne aspekty polskiej polityki dość dobrze się w tę linię wpisują, więc pominąłem w tym opisie pośrednika.