Reklamy

Ile czasu zostało nafciarzom?

Zasadnicze pytanie o przyszłość Rewolucji Energetycznej jest też pytaniem o przyszłość światowej ekonomii z jednej strony, a w ogóle o przyszłość naszej planety z drugiej… Właściwie to samo pytanie, ale inaczej zadane brzmi „jaka będzie przyszłość wydobycia i zużycia paliw kopalnych”. A na to pytanie już mamy odpowiedź. I to względnie precyzyjną.

Otóż odpowiedź ta brzmi: paliwa kopalne nie mają przyszłości. I to nie z powodu tego, że się wyczerpią, staną zbyt drogie i spowodują ogólnoświatowe załamanie gospodarcze. To jest teoria peak oil, która jest, można to dziś stwierdzić w 100% nieprawdziwa.

Otóż paliwa kopalne nie mają przyszłości, ponieważ są zastępowane przez energię odnawialną z taką prędkościową, że popyt na nie będzie spadać szybciej niż odbywa się naturalne wyczerpywanie złóż. Co oznacza nie tylko zaprzestanie inwestycji w nowe wydobycie, ale ciągłą presję cenową wyrzucającą kolejnych najdroższych producentów z rynku. Ze skokami i odbiciami, ale to jest po prostu trwała i stabilna spirala śmierci.

To się już dzieje z węglem kamiennym. Tu przejście ze stanu normalnego rynku do depresyjne spierali śmierci było bardzo gwałtowne. Otóż był sobie czas, kiedy Chiny były istotnym importerem węgla. Potem, po 2009 rozpoczęto tam rozbudowę energetyki odnawialnej na potężną skalę. Która, w ich sytuacji po prostu eliminowała spalanie węgla. Pomimo gwałtownego wzrostu zużycia energii i budowy kolejnych bloków węglowych. I nagle kierunek przepływu się odwrócił. Wielkie zakupy się skończyły, rozpoczęła się sprzedaż. Światowe wydobycie węgla rozpoczęło spadek, znacznie szybszy niż tempo wyczerpywania się złóż w kopalniach. Co oznaczało nadmiar towaru na rynku. Pierwszą odpowiedzią ze strony kopalń były pomysły szukania nowych rynków. Na przykład kopalnie z Wisconsin i Montany wpadły na pomysł, że teraz będą eksportować węgiel do Azji, bo mogą go w ogóle sprzedać, a mają dużo niższe koszty niż azjatyckie kopalnie. I tak w końcu to nie wyszło, ale było symptomatyczne. A teraz, kiedy Indie zdecydowały o jak najszybszej rezygnacji z używania węgla i są na drodze do zaprzestania importu (a może to już?) z rynku węgla nie ma co zbierać.

Dziś już nikt o zdrowych zmysłach nie traktuje wydobycia węgla poważnie (ministra Tchórzewskiego nie zaliczam do takiej kategorii ludzi). Węgiel jest, wiadomo, że trochę go jeszcze będzie potrzeba i w miarę wiadomo, że praktycznie nigdzie nie powstaną nowe bloki węglowe ani kopalnie. Ten biznes jest skończony. Nie z powodu ceny węgla. Ona jest i będzie niska. Z powodu niższych kosztów energetyki wiatrowej, z która węgiel nie może konkurować. I oczywiście polityki, w tym celów ochrony klimatu.

To samo wkrótce czeka ropę naftową. I co najlepsze, można już pokusić się o pewne przybliżenie daty.

Otóż spirala śmierci dla przemysłu naftowego będzie trwać, kiedy światowe zużycie zacznie spadać w tempie ok 1,5 – 2% rocznie. Skąd ta liczba? Otóż wydobycie ze złóż w naturalny sposób spada w tempie ok 3% rocznie. Do tego zawsze pozostanie jakaś ilość rozgrzebanych inwestycji, firmy wydobywcze mają presję na utrzymanie produkcji, są liczne inwestycje państwowe nie liczące się z sytuacja rynkową, etc. W końcu jest nawet w całkiem sporym europejskim kraju minister co chce budować głębinowe kopalnie węgla, więc od ropy się znajdą na pewno.

Spadek zużycia ropy widać. Na każdym kroku. Najpierw ropa naftowa zniknęła z energetyki, ale równocześnie trwa eliminacja z ogrzewania, ograniczenia w używaniu samochodów spalinowy i elektryfikacja transportu. To ciągle nie są wielkie ilości, ale zauważmy jak mało potrzeba, aby system się przewrócił. Punkt początkowy też jest znany. Prognozy ciągłego wzrostu zużycia przestaną się sprawdzać i będzie się regularnie zdarzać magazynowanie wielkich ilości ropy. Której magazynowanie kosztuje więcej niż np. węgla. I w pewnym momencie trzeba ciąć straty i opróżniać magazyny. Co powoduje zawały cenowe. Po których cena oczywiście wraca, ale w międzyczasie ktoś mógł wylecieć z rynku. Wygląda na to że jesteśmy właśnie w tych dniach świadkami pierwszego takiego cyklu. Raczej jeszcze bez spadku ogólnoświatowej konsumpcji, ale już z przepełnieniem magazynów przez błędne prognozy. I gwałtowną wyprzedażą skutkującą spadkiem cen.

2% rocznego spadku to jest ilość mało zauważalna i dużo za mało w stosunku do potrzeb zdrowia, środowiska i klimatu. Ale wystarczająco dla złamania potęgi nafciarzy, którzy z potęgi trzęsącej światem w krótkim czasie zmienią się w dziadów i seryjnych bankrutów. Choć na koniec pewnie rozpoczną jakieś szalone inwestycje dla nowych rynków, ale też lobbingu i przejęcia co słabszych i głupszych rządów.

Mechanizm jest jasny. Teraz trzeba odpowiedzieć na pytanie: kiedy nastąpi ten permanentny spadek?

Otóż przybliżona odpowiedź jest też prosta. Wtedy, kiedy światowy roczny przebieg pojazdów spalinowych zacznie systematycznie spadać o 2% rocznie. W tym celu można jeździć mniej, można używać rowerów, można wreszcie używać samochodów elektrycznych. Ale najważniejszym elementem jest rozbudowa i elektryfikacja transportu miejskiego. Bo to można zrobić szybko i wydajnie. Te same ogniwa baterii w miejskim autobusie elektrycznym zmniejszają zużycie ropy kilkukrotnie bardziej niż będące w elektrycznym samochodzie osobowym.

Dzienne zużycie ropy wynosi około 100 mln baryłek, czyli w pewnym przybliżeniu 18 mln ton. 2% z tej liczby to jest 360 tys ton. I jeśli przeliczamy to na coś konkretnego, to będzie to 3,6 mln autobusów miejskich zużywających po 100 litrów dziennie zastąpiony przez elektryki. Co roku. Albo 36 mln samochodów już nie spalających 10 litrów dziennie. Albo, co w sumie lepsze, zmiany w urbanizacji pozwalające korzystać z samochodu średnio o 2% mniej. Każdego roku, średnio na świecie.

Każda z tych rzeczy oddzielnie wydaje się absurdalnie wielka i jeszcze odległa. Ale nie musimy osiągnąć żadnego z tych celów. Wystarczy, że ich łączny efekt będzie wystarczający. I wygląda na to, że w UE, Chinach, chyba też Japonii wkrótce to będzie rzeczywistością, może nawet już jest.

W USA transport publiczny zasadniczo nie istnieje, a miasta są zbudowane w antyludzki sposób. Więc samochodów jest absolutną koniecznością praktycznie dla każdego, a przejeżdżanie większych ilości kilometrów niż dziś jest niemożliwe z powodu… struktury miast i braku alternatyw co powoduje permanentne korki.  I tu sytuacja jest prosta.  Wymiana 2% samochodów powoduje spadek zużycia paliw o 2 % (a tak naprawdę to 1,5% bo mamy jeszcze transport  towarowy). Zauważmy, że nie chodzi o 2% udział w sprzedaży. Chodzi o 2% elektryfikację całej floty co roku. Roczna sprzedaż samochodów w USA to ok 17 mln sztuk, ale łączna ich liczba to około 260 mln sztuk (niekoniecznie wszystkie używane i w stanie do użytku). Czyli potrzeba sprzedaży około 5 mln samochodów elektrycznych rocznie w USA. I ten moment można by było określić jako faktyczny koniec potęgi nafciarzy i powiązanych z nimi finansistów. Punkt bez powrotu już nastąpił. Odwrotu od elektryfikacji nie ma i nie będzie, powrotu do spalania wszędzie i zawsze też nie.

Zauważmy, że ten punkt nastąpi daleko przed tym zanim sprzedaż elektryków będzie stanowić większość. Ciągle większość sprzedaży będzie przypadać na samochody spalinowe.

Na dziś sytuacja wygląda tak, że produkcja samochodów elektrycznych w USA= produkcja Tesla Motors, więc pytanie brzmi: kiedy Tesla będzie sprzedawać powiedzmy około 3,5-4 mln samochodów w USA? Resztę może dostarczą inni.

Odpowiedź też jest w miarę jasna, na podstawie publicznych planów ogłoszonych przez Muska. Ta skala produkcji będzie możliwa dopiero razem z Modelem Y. Którego podobno już jest działający prototyp, ale nie ma go gdzie produkować. Fabryka we Freemont nie zwiększy produkcji w żadnym poważnym stopniu, a na pewno nie takim o jakim tu mówimy. Gigafactory raczej zostanie przy bateriach i ewentualnie zespołach napędowych, więc po prostu będzie potrzebna nowa fabryka, o skali produkcji przynajmniej 1 mln rocznie. I potem jeszcze dwie takie. Nawet w tempie Muska to nie nastąpi szybko. Prezencja Modelu Y ma być w 2020 roku, produkcja pewnie w 21, jak bardzo dobrze pójdzie. Jeśli zwiększanie skali produkcji będzie szybkie i sprawne, a pewnie będzie, bo czegoś się przy wdrażaniu Modelu 3 nauczyli. Albo od razu będzie na ambitną skalę, typu zbudowanie fabryki od razu na 5- 10 tys sztuk dziennie (co by było w stylu Muska i zupełnie rozsądne). W takiej sytuacji możemy się spodziewać potrzebnej skali już w 2022-3 roku.

Istnieje realna szansa, że w tym samym czasie w Chinach nastąpi to samo. Nie wzrost Tesli (pewnie też..), ale zatrzymanie wzrostu spalinowej motoryzacji i rozpoczęcie spadku zużycia. Elektryfikacja transportu ma się tam znakomicie, wręcz wzorcowo, ale spalinowy też jeszcze rośnie (choć już nie w głównych miastach).

Więc to jest najwcześniejsza data. O ile nie zabraknie baterii… Co do najpóźniejszej? Nie sądzę, abyśmy mówili o późniejszej niż 2030 rok. Ale jeśli ktoś się spodziewał tu bardzo optymistycznej daty, to się pomylił. To będzie dopiero dzień, kiedy nafciarze stracą środki do dominacji w światowej polityce. Nadal mogą dominować i bez tych środków, siłą rozpędu. Ale siłą rozpędu nie utrzyma się wpływu na politykę, który jest praktycznie rzecz biorąc znienawidzony dookoła świata. Zapytajcie się na Ukrainie, w Jemenie, czy wcześniej w jakimkolwiek kraju Ameryki Łacińskiej co sądzą o polityce prowadzonej za pieniądze z ropy naftowej…

Jak tych pieniędzy nie będzie to i dotychczasowa polityka się nie utrzyma. Ale zanim już skorumpowane pokolenie odejdzie, zanim odspawa się się polityków od stołków, zanim upadną dyktatorzy i  „autorytety”, minie więcej czasu.

I jedyny problem polega na tym, że już go nie mamy. Przy szczytach klimatycznych prowadzonych przez Kreml* i Europie kręcącej się bez sensu nie ma żadnych szans na ogólnoświatową zmianę w ciągu najbliższych lat.

Co oznacza, że czas zacząć naprawdę się przygotowywać do ocieplenia o 3-4 C. I to nie jest śmieszne.

*Tak, wiem, ze teoretycznie gospodarzem COP w Katowicach jest polski rząd. Ale oficjalna polityka polskiego rządu się nie trzyma kupy, za to Moskwa prezentuje spójną i logiczną linę i tak się składa że praktyczne aspekty polskiej polityki dość dobrze się w tę linię wpisują, więc pominąłem w tym opisie pośrednika.

Reklamy

Oni chyba wszyscy oszaleli

Polski rząd ogłosił „strategię energetyczną do roku 2040”. Mój komentarz jest zawarty w tytule i własciwie nie mam nic do dodania. Ale nieco rozwinę opis, aby nie być posądzonym o jakieś nastawienie polityczne. Bo na tym blogu generalnie staram się chować poglądy polityczne do kieszeni, pomimo ich posiadania.

Dlatego bardzo proszę nie przystawiać tu etykietek partyjnych, bo oceniam sam pomysł. I tak ocena brzmi: nie bardzo jest o czym dyskutować lub co krytykować, to wygląda jak projekt przygotowany przez ludzi niespełna rozumu. I jest to najlepsza z możliwych interpretacja zdarzeń.

(więcej…)

Minimalnie rozsądne działania jako wzory do naśladowania, czyli idziemy, ale dużo za wolno.

Musze przyznać, że sytuacja zaczyna wyglądać zupełnie ciekawie. Przybywa miejsc, gdzie nie tylko trwa dążenie, czy nawet jest plan eliminacji paliw kopalnych z energetyki, ale też podano konkretne daty zakazu używania paliw kopalnych w transporcie. OK, z tym ostatnim przesadziłem. Ale przynajmniej podano datę rezygnacji z paliw płynnych. Co IMO jest ostatnim krokiem przed rezygnacją z paliw kopalnych.

(więcej…)

O reasekuracji słów kilka

Bardzo ciekawe oświadczenie wydało Swiss Re. Otóż firma stwierdziła, że nie będzie oferować ubezpieczeń dla podmiotów mających więcej niż 30% przychodów ze sprzedaży węgla lub generujących z węgla więcej niż 30% produkowanej przez siebie elektryczności. Dlaczego to ma znaczenie? I co to w ogóle za firma, o której nikt nie słyszał? Zacznijmy od drugiego pytania, bo ono udzieli sporej części odpowiedzi na pytanie pierwsze.

(więcej…)

Szybki prom, który może trochę zmienić świat

Skutkiem obecnej rewolucji energetycznej, podobnie jak wszystkich poprzednich, będzie większa dostępność taniej energii. Już to się dzieje. Na razie dotyczy to taniej elektryczności, która w jakimś stopniu zastępuje pozostałe formy energii, ale też stwarza nowe możliwości jej użycia. Czy czasem wręcz je narzuca, jak chwilowe nadprodukcje energii wiatrowej i słonecznej, i z związane z tym niskie lub ujemne ceny.

Co bardziej sceptyczni komentatorzy nie raz podkreślali, że obecna rewolucja w istocie przyniesie zalew nowej taniej energii, ale to wcale nie musi spowodować ani ograniczenia zużycia, ani wydobycia paliw kopalnych. Po prostu zaczniemy wszyscy (albo po prostu ci którzy jeszcze nie mają wystarczająco) używać coraz więcej energii i pójdzie na to zarówno nowa energia odnawialna, jak też i cała stara kopalna.  A na naszej jedynej planecie usmażą się nie nasze wnuki, a już my sami.

Ale przyjmijmy, że jednak niektóre projekty związane z ewidentnym wzrostem zużycia energii mają sens. Nie tylko nie wracamy do średniowiecza, ale prawie wracamy do radosnego spalania wszystkiego co się da, jak w latach 60-tych. Tylko tym razem nie robimy tego idiotyczna masową motoryzacją, a projektem, który ma sens. Albo też nie, tu bardzo chętnie posłucham Czytelników.

Otóż wyobraźmy sobie taki projekt:

(więcej…)

Tesla killer, czyli o cenach samochodów elektycznych

Nagłówki o „Tesla Killer” co chwila pojawiają się w mediach przy okazji prezentacji nowego modelu samochodu elektrycznego (albo częściej prototypu czy wręcz makiety), jeśli tylko pretenduje do czegoś zbliżonego do sensownego przyspieszenia lub luksusu. To oczywiście jest dziennikarstwo dolnego sortu i ileż tego można słuchać i czytać. Ale ta piękna zbitka słów jest znakomitym pretekstem do rozważania co trzeba zaoferować aby naprawdę konkurować z Tesla Motors. Albo i do tego, aby poważnie odpowiedzieć na pytanie czym powinien być samochód elektryczny. I przy okazji- jaki mam klickbajtowy tytuł, nieprawdaż?

(więcej…)

O rewolucji w paliwach transportowych

Rewolucja energetyczna jako zmiana systemu pozyskiwania energii z paliw kopalnych na energię odnawialna jest w pełnym toku. W niektórych miejscach bardziej zaawansowana, w innych mniej, w jeszcze innych wygrał obskurantyzm i trwa pełna negacja zmian. Nikt o zdrowych zmysłach i minimalnej wiedzy nie kwestionuje w roku 2018, że większość produkowanej elektryczności bez trudu może pochodzić ze źródeł odnawialnych, że transport miejski i krótkiego zasięgu będzie zelektryfikowany w istotnej części i że to wszystko się już dziś opłaca. Ale pozostają zupełnie zasadnicze pytania, typu: co z ostatnimi kilkunastoma procentami elektryczności* i co z transportem dalekobieżnym, którego elektryfikacja byłaby bardzo powolna w dzisiejszych ograniczeniach technicznych i ekonomicznych? Otóż rozwiązanie tych dwóch problemów jest znacznie bardziej w zasięgu ręki niż się wydaje. I co dziwniejsze, jedna rzecz rozwiązuje oba te problemy.

(więcej…)