Strona główna » energia elektryczna » Rewolucja w energetyce – przykład Polski z wyliczeniami

Rewolucja w energetyce – przykład Polski z wyliczeniami

Archiwum

Zasadniczo cały projekt nie dotyczy Polski, tylko świata, ale Polska jest tego świata częścią. Częścią najlepiej mi znaną i  olbrzymiej większości czytelników także. Poza tym najlepsze dane (a przynajmniej najlepsze w łatwo zrozumiałym dla mniej języku – w tym wypadku angielskim) pochodzą z Niemiec, gdzie z racji podobieństwa klimatu, można je stosować bez większych zmian do Polski.

Dlatego Polska wystąpi tu w roli przykładowego kraju, do czego zresztą się znakomicie nadaje. Średnio zamożny, z dość słabymi warunkami wiatrowymi i słonecznymi, niewielkimi zasobami energetyki wodnej oraz ogólnie dość dobrą infrastrukturą (jak na średnią światową, a nie europejską), ze znakomicie zdekapitalizowaną energetyką. To akurat jest zaletą, bo skoro i tak się rozsypuje, to czemu nowego nie budować od razu porządnie.

Postaram się znaleźć najtańszą i najszybszą drogę do rezygnacji z paliw kopalnych w polskiej energetyce, przy założeniu docelowego korzystania wyłącznie z krajowych surowców.  To ostatnie założenie jest konieczne, bo inaczej można powiedzieć, że od jutra zamiast węglem kamiennym palimy węglem drzewnym z Afryki i sprawa załatwiona.

Nie takie rozwiązanie mam na myśli. Przedstawię szacunek odejścia od paliw kopalnych w energetyce. Roboczo założyłem, że ostatnie 10 lub 20% energii musi pochodzić z elektrowni cieplnych, wyniki obliczeń i szacunków okazały się znacząco odmienne. Wpis oczywiście nie wyczerpuje tematu, bo jednym, nawet tak obszernym wpisem blogowym takiego tematu wyczerpać się nie da.

Dlatego proszę o trzymanie się w komentarzach tylko poruszonego obszaru. Na finansowanie, szczegóły techniczne, itp. przyjdzie kolej później. To co poniżej i tak jest wystarczająco skomplikowane, wymaga trochę pracy i wysiłku przy czytaniu, przy pisaniu tez wymagały.

Wyliczając kolejne źródła energii odnawialnej, od najłatwiejszych do omówienia zaczynając:

Geotermia

Polska ma duże zasoby geotermalne, lecz są one raczej niskotemperaturowe i znakomicie się nadają do ogrzewania i ciepłej wody, za to produkcja prądu, choć możliwa ze źródeł 70-80 st.C jest na tyle mało wydajna w stosunku do kosztów inwestycji, że można ją na dziś traktować wyłącznie w kategoriach eksperymentalnych. Po uzyskaniu odpowiedniego doświadczenia w eksploatacji złóż do ogrzewania, można się pokusić o zastępowanie geotermią ostatniej części paliw kopalnych w energetyce, ponieważ ewentualne elektrownie geotermalne zapewne będą mieć duże możliwości regulacji mocy.

Konkludując: przez pierwsze 10-15 lat rewolucji nie widzę dla elektrowni geotermalnych zastosowania, ponieważ funkcję regulacji mocy będą cały czas spełniać węglowe. Do tego czasu, jeśli równolegle będzie przeprowadzana rewolucja w wytwarzaniu ciepła (a powinna być), będzie można z nadmiaru ciepła wytwarzać pewne ilości energii elektrycznej, w szczególności latem. Wykorzystanie energii geotermalnej do wytwarzania prądu w letnie noce zmniejszy potrzebne dobowe magazynowanie (energii słonecznej wytwarzanej w dzień). Tylko w wyliczonym scenariuszu nadal nie ma na to sensownego zastosowania. Jedyna możliwość – geotermia tańsza od energii elektrycznej ze słońca, ale obecnie tak nie jest. Sens rozwijania energetyki geotermalnej w Polsce obecnie stoi pod dużym znakiem zapytania. Powtórzę, że nie dotyczy to zastosowania geotermii do ogrzewania i wytwarzania ciepłej wody. To ma duży sens już dziś, ale nie o tym jest ten tekst. Te same uwagi dotyczą słonecznej energetyki cieplnej.

Energia wodna

W oczywisty sposób wymaga rzeki ze stosownym spadkiem, co znacząco ogranicza możliwości produkcji. Za to, w granicach pojemności zapory, może pełnić funkcje regulacji mocy, uzupełniając się doskonale z energetyka wiatrowa i słoneczną. W razie braku rzeki, elektrownie szczytowo- pompowe są opanowanym i praktycznym sposobem przechowywania energii na skalę całej sieci.

Obecnie łączna moc zainstalowana elektrowni wodnych w Polsce to trochę ponad 2300 MW, z czego większość przypada na dwie szczytowo – pompowe. Jest to, delikatnie mówiąc, niewiele, jak na zamiar bilansowania całego systemu energetyka wodną, zważywszy, że zapotrzebowanie w Polsce praktycznie nigdy nie spada poniżej 10 000 MW.  Należy jednak wziąć pod uwagę, że spora część tego zapotrzebowania wynika z planowego przenoszenia poboru mocy z dnia na noc, przy rozwoju energetyki odnawialnej i wygaszaniu węglowej, ta sytuacja musi ulec zmianie.

W końcu ponad 1300 MW tego najmniejszego poboru to są same elektrownie szczytowo – pompowe, które po rewolucji energetycznej akumulowałyby w lecie prąd w dzień, oddając go w nocy. Zgaduję (czy ktoś ma dobre dane?), że obecnie przenoszenie obciążenia dobowe może dotyczyć ok 3000 – 5000 MW (el pompowe wliczając) , czyli roczny nocny dołek zużycia by wypadał w okolicach 5000 MW, średni 8000 MW. Na razie przyjmijmy scenariusz bez budowy wielkiej energetyki wodnej (czyli faktycznie zapór na Wiśle).

Uznajmy, że w granicach realności będzie dołożenie nowej, małej energetyki wodnej w okolicach 500 MW łącznie, oraz, co bardzo ważne, przebudowa wszystkich istniejących zapór na zwiększanie dostępnej mocy i pompowanie w czasie nadmiaru mocy. Ogólna ilość wyprodukowanej energii nie wzrośnie, bo to jest zależne od ilości spływającej wody, ale wzrośnie chwilowa moc – bardzo potrzebna do bilansowania sieci przy nierównowadze podaży i popytu z innych źródeł – czytaj wiatru i słońca. Te działania powinny zwiększyć ilość dostępnej mocy do ok 3000 MW (szacunek na podstawie teoretycznie dostępnych zasobów energii wodnej i średniej modernizacji przy startowym poziomie zacofania w okolicach tego co w energetyce węglowej). Dołożę założenie możliwości utrzymania tej mocy przez 10 godzin, czyli ogólną ilość magazynowanej energii na 30000 MWh – to jest chyba rozsądne środkowe przypuszczenie, jak ktoś ma wiedzę i dane pozwalające oszacować dokładniej – zapraszam. Istnieje też opcja, że szacując możliwą do zmagazynowania ilości energii byłem zbyt optymistyczny

Energetyka wiatrowa

Wchodzimy w obszar kontrowersji. Patrząc na niemieckie doświadczenia, praktycznie nie ma żadnego momentu w którym wiatraki w całym kraju pracują na 100% mocy (choć to się zdarza lokalnie, dzięki bezprzekładniowym, które potrafią pracować powyżej 100% i zawyżą średnią) oraz ani chwili kiedy produkcja spada do 0.

Komentując obecnie dostępne technologie jestem zdecydowanym zwolennikiem zarówno konstrukcji bezprzekładniowych, jak tez zwiększania powierzchni zbierania wiatru w stosunku do mocy generatora. Obie te technologie zapewniają większą ilość godzin produkcji w roku, co zmniejsza skoki podaży. Czyli częściowo uniezależnia produkcję od zmian pogody. W pewnym stopniu też zwiększa koszty inwestycji w przeliczeniu na moc, oczywiście. Z drugiej strony dzięki temu można mieć gwarancję pewnej produkcji nawet w najsłabszych warunkach, czyli zmniejszyć rezerwowy backup na najczarniejszą godzinę.  Według mnie warto.

Ile tego wiatru docelowo?

Należy liczyć tak, aby w przeciętny dzień zimowy (lepszej produkcji z wiatru, słabej ze słońca) pokryło średniodobowo całość zapotrzebowania.

oto kolejny obrazek- przedstawia produkcję z wiatru i słońca w Niemczech. Każda kropka to suma maksymalnej dostarczanej w dniu mocy. W Niemczech jest zainstalowane ok 35 GW każdego, dojście w szczycie dziennej produkcji do sumy obu jest, jak widać niezwykle rzadkim zjawiskiem:

suma mocy PV i wiatru Niemczy 2013

Obrazuje to także całkiem dobre uzupełnianie się energetyki wiatrowej i słonecznej oraz znacznie większą stałość produkcji energetyki słonecznej (choć zazwyczaj na dość niskim poziomie).

Nadmiar energii w perspektywie godzin może zostać wyrównany elektrowniami wodnymi. Jak wyżej wskazałem, szacuję potencjał hydro na 3000 MW, tyle samo możliwości odbioru przez pompy z sieci. Tyle można przesunąć, razem z przesuwalnym popytem pozwala to na założenie, że dobę się jakoś zbilansuje przy produkcji energii z wiatru. Podejrzewam, że to trochę zbyt optymistyczne założenie, ale może się w dalszej części da dojść do czegoś bliższego. W takim razie przyjmijmy, że oczekujemy w przeciętnych warunkach, średniej dobowej produkcji równej średniej dobowej konsumpcji w grudniu. Konsumpcja energii w grudniu w Polsce to ok 15000 GWh, czyli 500 dziennie, czyli w przybliżeniu 20,8 na godzinę. I tyle mocy trzeba przeciętnie dostarczać. Zważywszy, ze według doświadczeń niemieckich praktycznie nie zdarza się produkcja z wiatru i słońca w wysokości większej niż 70 % mocy, a zwykły szczyt to 50%- przyjmijmy własnie to za wartość normalna.

Obecnie w Danii jest zainstalowana moc wiatraków w okolicy ich średniego zużycia i dostarczają one 30% krajowej energii. Jest to możliwe dzięki bardzo dobrym połączeniom z krajami ościennymi, ale też dużemu naciskowi na możliwość elastycznej regulacji poboru energii.

W Polsce, z gorszymi połączeniami międzynarodowymi, ale  posiadaniem jakiejś energetyki wodnej i możliwością skopiowania duńskich doświadczeń, racjonalnie bym oceniał na te same okolice 1/3, z powodu dużo gorszych warunków wiatrowych.

Podsumowując powyższe -dla produkcji energii w zimie potrzeba w przybliżeniu 41,6 GW zainstalowanej mocy wiatrowej.

W takim razie do średnio  produkowanych  20,8 GW dodajemy 3 GW odbioru mocy przez elektrownie wodne. Wychodzi razem z tym, średnia możliwość odbioru mocy 57% . Licząc produkcję i odbiór rozkładem normalnym szacuję (tu nie mam ochoty dokonywać dokładnych wyliczeń), że marnowanie mocy albo awaryjny odbiór prądu musi się odbywać przez jakieś 25-30% czasu i dotyczyć 15-20% prądu ogółem. Już po zmniejszeniu do zera mocy pozostałych elektrowni, oczywiście. Nie jest to żadna straszna wielkość marnotrawstwa, dlatego sądzę, że należy się tego trzymać. Docelowa moc wiatraków – 41,6 GW. Nieco dziwna zważywszy na skalę zaokrągleń, ale OK.

Energetyka słoneczna

Taki sam schemat jak powyżej. Z drobnymi poprawkami, energetyka słoneczna jest znacznie bardziej przewidywalna. W lecie produkcja w jakiejś części kraju jest pewna, w zimie jest zawsze bliska 0, w nocy wynosi dokładnie 0. To powróćmy do tej samej metody. W czerwcu i lipcu w Polsce średnie zużycie wynosi ok 12000 GWh, czyli  393,5 dziennie, czyli 16,4 GWh średnio na godzinę.  Tak samo, na podstawie niemieckich doświadczeń, można być pewnym, że moc dostarczana nigdy nie przekroczy 70% zainstalowanej.  Jeśli weźmiemy pod uwagę miesiące najpowszechniejsze (czyli okolice równonocy wiosennej i jesiennej), a nie najbardziej dochodowe (czerwiec i lipiec) to wychodzi nam trochę inna liczba – dwukrotność średniego zużycia w kwietniu lub wrześniu, czyli 12,5 GW, czyli 403 MW dziennie, czyli 16,8 MW wytwarzanej mocy czyli 16,8 MWh na godzinę średnio. Biorąc te same obliczenia dla nadwyżek, wychodzi 33,6 GW mocy dla rozsądnego poziomu w środku dnia.  Nie jest to dokładna ilość, należy przede wszystkim brać pod uwagę nastawienie paneli PV wobec słońca. W optymalnym modelu, czyli nastawienie paneli na południowy wschód i południowy zachód, relatywnie blisko pionu dałoby krzywą produkcji bardzo zbliżona do poboru, znacząco zmniejszając konieczny backup.  Szacunek, ale to jest możliwe do przeliczenia, że panele ustawiane w sposób zoptymalizowany do płaskiej dziennej krzywej produkcji w okresie wiosna – jesień,  dawałyby łącznie 20% prądu mniej w ciągu roku. Z racji większej przydatności dla całości systemu, uważam za właściwe promowanie tego, być może po początkowym okresie, kiedy udział w produkcji prądu jest na tyle mało znaczący, że żadne problemy nadmiaru mocy, itp nie istnieją.

Dochodząc do konkluzji: proponuję, aby średnia dobowa produkcja w okolicach równonocy jesiennej i wiosennej równoważyła konsumpcje.  W Niemczech w roku 2013 produkcja w okolicach równonocy, zarówno wiosennej jak tez jesiennej wynosiła około 0,5 TWh tygodniowo przy zainstalowanej mocy ok 30 GW.  Daje to wykorzystanie mocy (nie mylić ze sprawnością konwersji)  ok. 10 %.

W polskich warunkach daje to 168 GW zainstalowanej mocy, aby z ogniw fotowoltaicznych zapewnić dostawy prądu przez lepiej oświetlone pół roku.

Należy także przypomnieć, że jest różnica pomiędzy scenariuszem maksymalnego wykorzystania energii odnawialnej a maksymalnego udziału energii odnawialnej. Brzmi podobnie, różnicą olbrzymia.  W pierwszym staramy się wyprodukować jak najwięcej, ale zatrzymać się w jakimś punkcie aby nie marnować. Jestem zwolennikiem tego drugiego podejścia, co stwarza problem wykorzystania nadwyżek wyprodukowanej energii. Z tym rozprawiłem się we wcześniejszym wpisie. Przypomnę – zanim zaczniemy wyłączać elektrownie, energię warto zużyć w elektrolizerach, które najpierw dostarczą wodór do zakładów azotowych a potem wzbogacą gaz sieciowy lub jeszcze lepiej zostaną wykorzystane do przekształcania CO2 zawartego w biogazie na metan. (czytałem zeszłoroczne opracowanie z Uniwersytetu w Kopenhadze, w którym proponowano ulepszenie do biogazowi, gdzie emitowany dwutlenek węgla, stanowiący ok 30% biogazu byłby łączony z wodorem przy użyciu bakterii, powszechnie dostępnych, konieczny reaktor to ok 10% objętości tego, z którego by pochodził biogaz do reakcji. Gaz na wyjściu: 95-97% CH4.)

Sumując wszystko,  w wypadku polskiej sieci, szacuję łącznie produkcję z wiatru, słońca i wody na 80 % zapotrzebowania; Liczę to razem z krótkoterminową akumulacja mocy i przenoszeniem pomiędzy porami dnia.  Czyli w polskich warunkach dochodzimy do 80 % pokrycia mocy w cieplejszym półroczu głównie przez energię słoneczną.  tak samo możemy przyjąć energię wiatrową w zimniejszym półroczu. Różnica, czyli nadwyżka mocy będzie zmarnowana, albo wykorzystana inaczej. Ta nadwyżka mocy może zostać oszacowana na 20% produkcji. Nie jest to mało, ale też nie tak tak dużo porównując do prawie 35% produkcji energetyki wiatrowej wyłączanej w 2013 w USA. Ale w USA za to odpowiada nie nadwyżka produkcji prądu, a nędzny stan sieci przesyłowych, a w niektórych regionach trudno sterowalne elektrownie atomowe lub węglowe.

Czyli dla oszacowania całości niezbędnej produkcji przyjmujemy, że energetyka słoneczna i wiatrowa będzie mogła wytworzyć łącznie tyle prądu, ile wynosi zuzycie, ale 20% z racji braku konwencjonalnego zapotrzebowania albo nie zostanie odebrane/wytworzone albo zostanie, nazwijmy, niekonwencjonalnie przetworzone.   Z czego najbardziej do mnie przemawia idea wytwarzania wodoru z nadmiarowej energii.  Już wcześniej wskazywałem możliwość zastąpienia części gazu ziemnego używanego w syntezie chemicznej wodorem. Gdzieś trzeba będzie ustawić limit, zawsze trochę dostaw energii czasem trzeba będzie odłączyć, ale widać po tym skrótowym przeliczeniu, że absolutnie nie są to katastrofalne ilości.

Jako ostatnie źródło energii elektrycznej zostaje klasyczna energetyka cieplna, która w powyższym scenariuszu powinna dostarczać ok. 20% energii nierówno rozrzuconej w ciągu roku. Wymagania co do elektrowni cieplnej w tym scenariuszu są zupełnie inne niż obecnie eksploatowanych. Najważniejsza jest możliwość regulacji, zarówno na żądanie, jak też planowej oraz możliwość szybkiego zimnego startu. Przy naturalnie ograniczonych ilościach biomasy czy biogazu sprawność także ma znaczenie.

Konieczna moc energetyki cieplnej. Tu trzeba przedstawić najczarniejszy scenariusz. W polskich warunkach mamy długo utrzymujący się bezwietrzny wyż ze wschodu. Temperatury rzędu -15 i słabe wiatry przez okres 2-3 tygodni szybko wyczerpią zapasy energii w elektrowniach wodnych. Z racji tego, że zimowe wyże są zazwyczaj bardzo słoneczne, produkcja energii słonecznej będzie mieć pewne znaczenie, choć niewielkie, bo zima i krótki dzień. W takich warunkach można liczyć na pokrycie max 20% zapotrzebowania. Pozostała część musi pochodzić z elektrowni cieplnych.  Tylko tu się kłania jeden drobiazg. To są warunki zdarzające się raz na kilka(naście) lat. Pomysł budowy elektrowni aby pracowała raz na kilka lat jest bez sensu. Lepiej ograniczyć zuzycie. Przemysł nie straci wiele, jeśli zostanie ograniczony pobór energii raz na kilka lat. Jasne, jakaś ilość energii elektrycznej jest pobierana do ogrzewania/oświetlenia co  w zimie daje większy pobór, przy niskich temperaturach jeszcze większy.  W takich warunkach zwyczajnym rozwiązaniem powinien być import energii. Dopiero jeśli okaże się on niemożliwy, należy najpierw stosować wszelkie możliwe ograniczenia poboru, a w następnej kolejności uruchamiać podłączone do sieci generatory z silnikami wewnętrznego spalania – najtańsze w zakupie, skoro pracują raz na kilka lat, nic innego się nie liczy.

Z niemieckich danych o produkcji elektryczności wynika też wyraźnie, że w cieplejszej połowie roku energetyka wiatrowa i słoneczna znakomicie się uzupełniają. W sytuacji dobrej produkcji ze słońca zazwyczaj są słabe wiatry i odwrotnie, zachmurzenie się praktycznie zawsze łączy z dobrymi wiatrami. Dzięki temu, jak powyżej, dla cieplejszej połowy roku (a właściwie 8 miesięcy, od marca do października) obliczenie koniecznej ilości zainstalowanej fotowoltaiki  załatwia sprawę, ponieważ przy jednoczesnej solidnej ilości energetyki wiatrowej, istnieje praktyczna gwarancja zaspokojenia całości potrzeb energetycznych z przechowywaniem energii najwyżej 2-3 dni.

Do tego celu absolutnym minimum jest możliwość wyrównania doby, znaczy produkcji prądu z energetyki wodnej w ilości wystarczającej na całonocne zapotrzebowanie w lecie.   Przy spełnieniu tego warunku i mocnym uelastycznieniu popytu, elektrownie cieplne są w lecie zbędne, wiosną – jesienią potrzebne jedynie marginalnie, w trakcie zimy powinny pracować, przez większość czasu na minimalnej mocy.  Wracając do naszych obliczeń – ilość zainstalowanej mocy wiatrowej w okolicach dwukrotnosci maksymalnej mocy. Energetyka słoneczna w zimie nie ma dużego znaczenia, czyli istotną część energii dostarczają elektrownie wiatrowe i cieplne.  W cieplejszej części roku istnieje co najwyżej konieczność sporadycznego uruchomienia drobnej cześć energetyki cieplnej.

Jaki ma być udział elektrowni cieplnych?

Przy przypadkowym rozkładzie produkcji do zapotrzebowania, produkcji z wiatru przez 25% czasu i dwukrotności zainstalowanej mocy względem maksimum zapotrzebowania, to może dać powiedzmy połowę energii potrzebnej w zimie. Ale w żadnym wypadku nie jest to żadna sztywna wartość.

Konieczna rezerwa mocy, to obecnie około 17-18%, w razie poprawy jakości sieci może być mniej. Powyższy scenariusz jest mocno napięty i wymaga relatywnie sporego przesuwania popytu, więc powinniśmy przyjąć tyle samo, nawet w wypadku znacznego poprawienia sieci. W naszym roboczym scenariuszu daje to ok. 3,5 GW, optymalnie umieszczonych w kluczowych miejscach sieci elektrowni możliwych do szybkiego uruchomienia i z łatwą regulacja mocy. Wystarczy relatywnie drobna część mogących wystartować od ręki, większość  w zupełności zda egzamin, jeśli ruszy od zimnego startu do pełnej mocy w kilka- kilkanaście godzin.  Od takiego przewidywania są prognozy pogody. Przyjmijmy roboczo 0,5 GW gazowych lub olejowych i reszta może być parowa, tymczasowo węgiel, potem biomasa, czy drugie stadium parowe za szybko uruchamianą turbiną gazową, itp.

Wiadomo, że jakaś tradycyjna elektrownia w zimie w Polsce będzie musiała działać. Jakiej mocy? Z innych znanych rzeczy – energia dostarczana przez wiatr w zimie raczej nie spada poniżej 5% nominału. Jeśli bierzemy pod uwagę nowe modele wiatraków, dostosowane do słabszych wiatrów, ten wskaźnik będzie wyższy, zapewne rzędu 10-15%. Zarządzanie poborem zapewne bez trudu by dało możliwość zmniejszenia w razie takiej potrzeby nawet zimowego poboru do 10 GW, 10% energii z wiatru to ciągle 4,1 GW, brakuje ok 5,9 GW. To nie są aptekarskie wyliczenia, nie wiem, czy takie są możliwe do przeprowadzenie, ale błąd szacuję na nie więcej niż 20%. Uważam taką dokładność na tym etapie za absolutnie wystarczającą. Daje to mniej niż 20% obecnie zainstalowanej mocy elektrowni węglowych, z której zapewne dałoby się wybrać elektrownie o najlepszych możliwościach regulacji mocy, biorąc też pod uwagę warunki sieciowe. Resztę stopniowo zamykać, w miarę rozwoju energetyki odnawialnej.

W skrócie z tej uproszczonej symulacji wychodzi postulat: obecnie istniejące elektrownie cieplne należy używać, w motoryzacyjnej przenośni, aż odpadną koła i wtedy na złom. Amortyzacja nie jest konieczna, bo te urządzenia nie będą zastępowane. Jedynie konieczne 6 GW poddawać remontom i modernizacjom, będą niezbędne co najmniej przez następne 20-30 lat, po tym czasie być może uda się je zastąpić geotermalnymi, ulepszonym bądź rozbudowanym magazynowaniem energii czy zarządzania odbiorem. Lub tym wszystkim naraz i po trochu.  To jest jedno z podejść do  dotychczasowej energetyki cieplnej.

Stąd problem finansowania backupu dla energii odnawialnej w Polsce dotyczy tylko budowy małej energetyki wodnej. Jeśli, wbrew mojemu pesymistycznemu założeniu, zostaną wybudowane wszystkie projektowane elektrownie na Wiśle i będą one dysponować również możliwościami pompowania – problemy składowania właściwie nie istnieją. Komplet elektrowni na Wiśle to 1,5 GW ciągłej energii, czyli razem z możliwością pompowania powiedzmy, do 5 GW chwilowej mocy. Łącznie z już dostępną energetyką wodną, eliminuje to potrzebę używania elektrowni cieplnych w cieplejszych miesiącach.

Skoro elektrownie cieplne są konieczne wyłącznie w sezonie zimowym, absolutnie narzuca się koncepcja używania wyłącznie elektrociepłowni. W istocie obecnie zainstalowana moc w elektrociepłowniach wynosi 6954 MW w wytwarzaniu skojarzonym, z czego 1832 MW w Elektrowni Dolna Odra, która sprzedaje zaledwie 100 MW mocy cieplnej, więc jest raczej wyłącznie elektrownią, ale z racji słabych połączeń regionu z resztą kraju, przynajmniej częściowo będzie musiała zostać. Zostaje więc około 6 GW, co przyzwoicie współgra z potrzebami. Powstaje opcja nr. 2: modernizacja i dbałość o przyszłość elektrociepłowni, wszystkie elektrownie zajechać na śmierć.

To daje fantastyczną obniżkę kosztów. Sprzętu moralnie przestarzałego się nie amortyzuje, konieczne utrzymanie można zmniejszyć do minimum, poważnych awarii – nie naprawiać, tylko to jest koniec funkcjonowania, czyli po prosu zyski kosztem dekapitalizacji, turbokapitalizm wykorzystany w dobrym celu.  W kategoriach ekonomii są to potężne uwolnione środki, które można i trzeba przeznaczyć na rozwój energetyki odnawialnej.

Za takie podejście energetycy będą chcieli mnie zgrilować po uprzednim obdarciu ze skóry, ale ja uważam je za rozsądne i uzasadnione dla niezbyt zamożnego kraju. Dla bogatego zresztą też, ale bogatych nie trzeba tego uczyć, sami z siebie tak robią.

Dla jasności – nie proponuję eksploatacji w wojennym stylu, do wybuchu kotła czy rozerwania turbiny, tylko do np. progu konieczności droższego remontu, normalnie wliczanego do kosztów eksploatacji. Decyzja, że remontu nie będzie, od razu obniża koszty eksploatacji.

Powyższe, mam nadzieję, sceptykom wytłumaczy niskie ceny hurtowe prądu w Niemczech i Danii (tu przed podatkami) Zwyczajnie stare elektrownie cieplne są zajeżdżane bez remontów. W duńskim planie porzucenia paliw kopalnych pozostają dwie duże elektrociepłownie, już zbudowane w Kopenhadze i Aarhus i docelowo zasilane biomasą, pozostałe w tej chwili istniejące nie są i nie będą modernizowane, nie wiem jak plany remontowe. Mniejsze sieci ciepłownicze mają być uzupełnione o silniki na gaz lub małe turbiny, w celu lepszego wykorzystania energii, skoro i tak trzeba spalać.

 Zapotrzebowanie na energię

Powyżej skupiłem się wyłącznie na opisaniu stanu docelowego i tylko w drobnych aspektach na dojściu do niego. Dalej oczywiście opisania wymaga czas i koszt takiej zabawy – to jest temat innych wpisów. Czas, tak jak wskazywałem w założeniach, na pełne przekształcenie potrzeba ponad 30 lat. Ale efekty są od razu. Bloki węglowe – najpierw powinny być wyłączane te najmniej efektywne. Od razu to poprawi także średnią wydajność energetyki węglowej, z biegiem czasu coraz bardziej.

Kolejnym założeniem jest stałe zapotrzebowanie na energię, tymczasem doświadczenia duńskie pokazują, że można w sposób ciągły, modernizacjami technicznymi i organizacyjnymi zmniejszać zużycie w tempie do 1% rocznie przy już wydajnej gospodarce. Doświadczenie Japonii po Fukushimie wskazuje, że początek oszczędzania, jeśli jest wyraźnym ogólnokrajowym celem, może dać trwałe zmniejszenie zuzycie o 10-15% w ciągu kilku tygodni. Więc realnie, jeśli mówimy o maksymalnym i szybkim przechodzeniu na odnawialne źródła energii, to powinniśmy też założyć te ok. 50%-70% oszczędności zużycia ogółem, albo scenariusz gwałtownego rozwoju energochłonnego przemysłu.

Wobec czego należy, w chyba łatwym do przyjęcia wypośrodkowaniu, przyjąć dolną skrajność redukcji zapotrzebowania, czyli 50%. Zostawia to jeszcze bardzo duży margines na wzrost przemysłu przy dużym nacisku na oszczędność lub niewielki przy umiarkowanych inwestycjach. Szybszy rozwój jest związany z szybszą modernizacją i odwrotnie, więc można te 50% przyjąć jako bardzo prawdopodobne założenie.

W takim razie pobór i szczyty dzielimy przez 2, tak samo ilość potrzebnej mocy z wiatru i PV. Daje to 20,8 GW mocy wiatrowej i 84 GW zainstalowanej mocy słonecznej. Przy 3 GW energetyki wodnej z trudem i bardzo aktywnym zarządzaniem inteligentną siecią możliwe jest funkcjonowanie Polski od marca do października bez energetyki cieplnej. W scenariuszu zbudowania serii zapór na Wiśle, energetyka cieplna jest niezbędna tylko w sezonie zimowym, co daje dobrą synergię z wytwarzaniem ciepła. Potrzebne jest, jako backup najwyżej 6 GW mocy elektrycznej, co dość dokładnie odpowiada mocy dzisiejszych elektrociepłowni w Polsce. Te elektrownie by pracowały ok 30-50% czasu w okresie od połowy października do przełomu lutego/marca. Pozostałe elektrownie cieplne są zbędne.

Dylemat powyższy jest częściowo rozwiązany przez to, że EC Siekierki, największa w Polsce, jest jednocześnie jedną z najnowocześniejszych elektrowni. Wkrótce także EC Żerań będzie faktycznie zupełnie nową elektrownią.

Daje to średnioroczne wykorzystanie mocy rzędu 11-18%, czyli średniorocznie energetyka cieplna produkuje  w przybliżeniu 600-1000 MW x  8766 (liczba godzin w roku) daje 0,5259- 0, 8766 TWh rocznie. Obecna produkcja w elektrowniach cieplnych to jest około 150 TWh. Podsumowując: zostaje około pół procenta dzisiejszej produkcji. To jest niesamowicie mało. Sam się mocno zdziwiłem tym wynikiem, ale jest raczej poprawny. Jako, że biomasa współspalana w elektrowniach odpowiada dziś za 3% produkcji prądu, oznacza to możliwość całkowitej rezygnacji z paliw kopalnych, nawet węgla.

Nie do końca na temat – oczywiście w Polsce zostaje problem społeczny pracowników górnictwa węglowego.  Też do rozwiązania – jedna z kopalń w zagłębiu Ruhry znalazła odpowiedź. Kopalnię przerobili na elektrownie szczytowo- pompową (genialne, prawda?) Duży spadek już jest, im głębsza kopalnia tym gorsza i droższa w wydobyciu oraz tym lepsza elektrownia. Na hałdach postawili wiatraki i uprawiają rośliny do spalania. Górnicy się przekwalifikowali i w większości zostali w pracy w kopalni (czy jak właściwie to teraz nazwać?). Cały Górny Śląsk tak przebudować, nadal będzie ośrodkiem przemysłowym, nadal są potrzebne dobre sieci przesyłowe, a może produkować oraz składować olbrzymie ilości czystej energii.

Następne części będą dotyczyć finansowania tego wszystkiego oraz uwag co do technologii w energetyce cieplnej. Inna sprawa, że te uwagi technologiczne, jak z powyższych rozważań wynika, będą mieć znaczenia dla naprawdę niewielkiej części energetyki.

Z moich wstępnych szacunków wynika, że finansowanie może być praktycznie bezbolesne, jeśli będzie naprawdę dobrze zrobione, ale to temat na oddzielny wpis.  Tak samo, jak widać, już dziś spalane jest więcej biomasy niż to niezbędne . Daje to możliwość całkowitego odejścia od paliw kopalnych przed całkowitą realizacją powyższego scenariusza. Lub, co oczywiste, dalszego używania węgla a spożytkowania tej biomasy w inny sposób.

Wnioski:

1. Nawet w warunkach klimatycznych Polski ważniejsza jest energia słoneczna niż wiatrowa. Słoneczna jest, nawet w Polsce, znacznie bardziej przewidywalna, co znacząco zmniejsza potrzebę backupu.  Jednocześnie moc jest niewiele droższa od wiatrowej, różnica w najbliższych latach zapewne stanie się pomijalna. Poza powyższym, panele fotowoltaiczne maja, z racji braku części ruchomych, zdecydowanie większa trwałość od jakichkolwiek innych źródeł energii elektrycznej. Dokładne średnia trwałość ogniw PV nie jest znana, ponieważ zwykle zupełnie dobrze jeszcze działają te z początków powszechnie dostępnej produkcji- czyli z przełomu lat 70/80- tych.  Mechanizm degradacji jest znany, trwałość może zostać przedłużona relatywnie niewielkim kosztem.  Z braku realnych danych o trwałości nie da się ocenić opłacalności takiej zmiany technologicznej, więc nie robi się zmian w procesie produkcyjnym.

2. Przy mocach wytwórczych energetyki wodnej rzędu 3 GW i pojemności magazynowania wody w spiętrzeniach rzędu 30 GWh, możliwa jest całkowita rezygnacja z energetyki cieplnej przez 6-8 miesięcy w roku, pod warunkiem dużych możliwości zarządzania chwilowym popytem (czyli tzw. inteligentnej sieci). W scenariuszu budowy zapór na Wiśle lub większej ilości elektrowni szczytowo – pompowych, scenariusz rezygnacji z energetyki cieplnej od marca do października jest wykonalny bez problemów. Mnie samego ten wynik mocno zaskoczył.

3. W scenariuszu bardzo aktywnej regulacji popytu, ilość niezbędnej energetyki cieplnej mieści się w okolicach 6 GW, a konieczność jej używania zachodzi tylko w zimie. Najważniejszym kryterium przydatności danego typu elektrowni jest łatwość regulacji mocy. Docelowo narzuca się jako jedyne rozsądne rozwiązanie pozostawienie wyłącznie obecnie istniejących elektrociepłowni, pozostała cześć energetyki cieplnej by była stopniowo wyłączana.  Jest to z sporej części zbieżne z istniejącym i od lat realizowanym duńskim scenariuszem niezależności od paliw kopalnych, z tym, że w Danii główny nacisk został położony na energetykę wiatrową.

4. Ilość energii możliwej do wyprodukowania i nie wyprodukowanej z OZE z powodu braku popytu jest raczej niewielka. Nadwyżki by wyniosły ok 20% produkcji OZE, z których oceniam, że co najmniej połowa by mogła być zagospodarowana w elektrolizerach, jakaś następna część do elektrycznego podgrzewania wody (uwaga- to dotyczy tylko prądu, który by w przeciwnym wypadku został zmarnowany).

5. Wobec zerowych kosztów paliwa, po spłaceniu kosztów budowy i zakupu, cena odnawialnej energii elektrycznej u producenta będzie dążyć do zera.

 Podsumowując wszystko:

W realnym scenariuszu przejścia całej gospodarki Polski konieczne jest istotne wsparcie dla energetyki słonecznej, mniejsze lub z limitami dla energetyki wiatrowej, bardzo intensywne, czy wręcz agresywne rozbudowywanie energetyki wodnej. To są trzy obszary potrzebujące wsparcia. Z drugiej strony planowa dekapitalizacja energetyki cieplnej może dostarczyć istotnej części środków, a wszelkie programy odchodzenia od energetyki węglowej- dalszych środków na elektrownie wodne powstałe w miejscach głębinowych kopalń węgla. Znaczenie oszczędzania energii powinno być ocenione podwójnie. Nie tylko zmniejsza się ilość potrzebnej mocy, ale także, przy dominacji OZE, drastycznie zmniejsza się ilość potrzebnego backupu, poprzez zwiększanie proporcji energetyki wodnej do wiatrowej i słonecznej.

W docelowym matriksie energetycznym, licząc zainstalowaną mocą, pierwszorzędne znaczenie powinna mieć energia słoneczna ok.   84 GW, wiatrowa 20,8 GW, wodna 3 GW przepływowej i szczytowo- pompowej łącznie, z możliwością akumulacji energii na ok 10 godzin pracy. Do tego dochodzi energetyka tradycyjna, czyli cieplna- minimum 6 GW , z największym stopniem wykorzystania w zimie. Z powyższego co najmniej 20% mocy musi być dostępna na żądanie. I nic więcej nie potrzeba. Czas pracy energetyki cieplnej jest zdeterminowany przez możliwości magazynowania energii- czytaj ilość szczytowo- pompowych. Trochę zgaduję, że konsekwentne przebudowywanie na elektrownie szczytowo- pompowe zamykanych kopalń to by było dużo więcej niż potrzeba w tej działce.

 Disclaimer:

Jako, że ten tekst jest także częścią większej całości, która ma mieć jak najwyższy poziom merytoryczny, naprawdę proszę o komentarze wytykające błędy i nieścisłości. Najlepiej z odwołaniem do podstawowych praw fizyki, a nie prawd objawionych energetyki radzieckiej 🙂

 

 

 

Reklamy

23 komentarze

  1. Łukasz pisze:

    http://eko.org.pl/energia/index_info.php
    To jest źródło na które powołuje się M. Popkiewicz, który również określił możliwości produkowania zielonej energii w Polsce. Założenie było nieco inne niż tutaj (autor brał po uwagę ile sprzętu trzeba zainstalować, by całkowicie wyeliminować paliwa kopalne – również z transportu, jeśli dobrze zrozumiałem). Znajdę chwilę, to przepisze jego wyniki.

  2. Do transportu, ogrzewania, itp. też mam zamiar dojść. Różnica w wyliczenia spowodowana jest m.in. tym, że linkowana książka opiera się na danych z 2005, kiedy to fotowoltaika była tak droga, że myślenie o tym jako podstawie systemu energetycznego musiało wyglądać jak szaleństwo. Dziś jest tania i niezawodna. W istocie autor jeszcze przeliczył tam zasoby energii odnawialnej, ale realnie dla Polski limit możliwości produkcji energii słonecznej jest tak wysoki, że aż nieistotny. W powyższym scenariuszu dla paneli o sprawności 16,8 % (prawdopodobne, a łatwo się liczy) potrzeba 500 km2, czyli ~ 0,15% powierzchni Polski. Nieistotne, być może same dachy wystarczą.

  3. Generalnie się nie zgadzam z metodologią liczenia zużycia energii bez zwracania uwagi na jej formę. Prowadzi to często do kompletnie absurdalnych wniosków- jak promowanie lotnictwa na odległości kilkuset kilometrów. Ilość energii podobna, a może lepsza niż kolej, ale kolej łatwo zelektryfikować, a samolot – prawie niemożliwe. Dlatego ja zwracam i zawsze będę zwracał uwagę na formę koniecznej i dostępnej energii. Na razie mamy to co w tym wpisie, czyli generalnie prąd w sieci. Ale dobre podsumowanie alternatywnego spojrzenia absolutnie nie zaszkodzi, jeśli będzie bardzo obszerne- może być jako wpis na blogu a nie komentarz.

  4. SamInwestuj pisze:

    A co z problemami wysychającej Wisły? Takie rzeczy częściej mogą się pojawiać.

  5. Dobre pytanie. Zwłaszcza przy zaporach parowanie będzie większe. To obniża potencjalna produkcję z przepływu rzek. I zwyczajnie wymaga większej ilości szczytowo pompowych lub backupu cieplnego. Ale niski poziom wody to głównie problem lata, ew, jesieni- więc wtedy kiedy cieplne nie powinny być w ogóle potrzebne. Ten pomysł z przerabianiem zamykanych kopalń staje się jeszcze ciekawszy.
    P.S.
    Nie lubię reklam do komercyjnych stron nie związanych z tematem.

  6. Gregory pisze:

    31% to aktualny poziom… http://www.mst-ren.com/?p=69

  7. piotr38 pisze:

    budowa zapór na Wiśle obecnie bylaby koszmarnie droga, przy zaporze musi dojść do do spiętrzenia wody i zalania sporych obszarów – najczęściej zasiedlonych ,będących czyjąś własnością. poza tym koszty konstrukcji nowych wałów – (co w sumie przydałoby się często w odniesieniu do obecnych – czas od ostatnich powodzi to już kilka lat więc ciśnienie na naprawę obecnych spada.)
    dodatkowo średni spadek wisły to 1,01 promila przy czym więszość biegu wisły jest na relatywnie niewielkiej wysokości – okolice Puław to 115 m. npm co implikuje, że spadek w tym obszarze jest jeszcze mniejszy.

    PS. nie jestem ekspertem w energetyce, ale twoje wpisy corazbardziej mi się kojarzą z tzw „wishfull thinking”

  8. To JEST wishful thinking o tyle, że nie widzę w Polsce politycznej możliwości takiego bezkompromisowego zamiaru przejścia na OZE. Taki scenariusz w całości nie będzie realizowany nigdy.
    Co do opłacalności i kosztów. Po pierwsze, Energa i tak musi jedna zaporę zbudować, aby ta we Włocławku się nie zawaliła. Szacują całość kosztów na 1,8 mld zł. Licząc pozostałe 6 z 8, jedna jest ten plan na drugą jako podobne koszty- jest to kwota na która kraj spokojnie stać (ile to wyjdzie na kilometry tuskostrady?). Energa jako firma nie ma kasy nawet na tą jedna, ale jako część państwowego strategicznego planu- są to relatywne drobne. Poza tym, w powyższym wyliczeniu energia wodna nie służy do dostarczania najtańszego prądu cały czas, a bilansowania i pokrywania szczytów zapotrzebowania, czyli by sprzedawała prąd za najwyższe ceny- co daje zupełnie inną kalkulację biznesową.

  9. cmss pisze:

    Biogaz zignorowany całkowicie?

  10. Kahzad pisze:

    500 km2 PV?
    Co w przypadku gradobicia?

  11. Właściwie to zabrakło miejsca. Starałem się ograniczać jak się dało, a i tak wyszła kobyła jak wyżej. Dla całej rewolucji energetycznej biogaz jest niesamowicie ważny i bardzo praktyczny, przyjdzie na to czas. Powiem, że dla Polski potencjał biogazy według mocno zaniżonych szacunków Min Rolnictwa, z dodatkiem nowych ale prostych technologii i umiarkowanej ilości prostych oszczędności to pożegnanie z rosyjskim gazem. W bardzo szybkim tempie, ale w miarę realnie- 5-10 lat i dla Polski proste oszczędności + krajowe wydobycie + biogaz= samowystarczalność gazowa. Szybciej niż idiotyczne łupki, czy inne importy gazu z USA

  12. Nic. Szkło na panelach jest praktycznie całkowicie odporne na grad strefy umiarkowanej, a nawet subtropikalnej. A nawet jeśli straty miałyby wynosić 1% rocznie- to zasadniczo ekonomii to nie zmienia. A czy szyb w samochodach traci się 1% rocznie z powodu gradu? Raczej nie, a są słabsze niż szyba na panelu.

  13. cmss pisze:

    biogaz site:przeglad-techniczny.pl

    przeglad-techniczny.pl/archiwum/2009_24/2310.htm

    „Ilość energii możliwej do uzyskania z biomasy jest ok. 20-krotnie większa niż w przypadku wykorzystania energii wody, a ok. 25-krotnie w przypadku wykorzystania energii wiatru. Biogaz jest doskonałym paliwem odnawialnym i może być wykorzystywany na wiele sposobów. Jego wartość opałowa wynosi 5-6 kWh/m3 (1 m3 biogazu odpowiada 0,5 m3 gazu ziemnego).”

  14. Jest pare ale:
    1. Oczywiście możliwości wyprodukowania dużej ilości biogazu są. Pierwszą część robimy ze śmieci i odpadów, potem potrzeba coraz więcej specjalnie prowadzonych upraw i konkurujemy z żywnością. To nie jest dobry pomysł. Wolałbym, aby z biogazem zatrzymać się na odpadach..
    2. Gaz jest zbyt dobrym i elastycznym paliwem, aby tak sobie je stacjonarnie spalać do elektryczności. Prąd zrobić łatwo, a gaz może być paliwem w transporcie, tam gdzie prąd się nie nadaje.- ergo jest cenniejszy. To jest kwestia czy biogazem zastępujemy węgiel (jako surowiec do produkcji prądu) czy ropę (jako paliwo transportowe). Zupełnie zmienia to wartość wszystkiego..
    3. Do użytku transportowego biogaz trzeba uszlachetnić do okolic gazu ziemnego. To daje możliwość oddawania go do rozbudowanej sieci gazowej, z magazynami, itp. zupełnie inna jakość. A takie drobne spalanie energetyczne biogazu to może być co najwyżej wstępny etap przejściowy.

  15. cmss pisze:

    Zakładając, szacunki z Przeglądu Technicznego prawidłowe, to:

    🙂 wykorzystanie 9% możliwości biomasy równoważne całkowitemu wykorzystaniu możliwości wody i wiatru;

    🙂 nie wykorzystanie następnych 10% potencjału, bo wyżywienie;

    🙂 zostaje 81% „na górce” i nie ma mowy o jakiejkolwiek konkurencji z żywnością.

    :)^:) Pozostaje jeno jadowite nieco pytanie: po co ta gigantomania? Piramida Cheopsa jest OK bo?
    Pytanie ma, faktycznie, kilka „den” i sugeruje „rachunek sumienia” 🙂

  16. Według tego artykułu potencjał biogazu jest 25 krotnie większy niż wiatru. Potencjał energetyczny wiatru w PL to ok 2 W/m2 , czyli 20 kw/ ha razy 8765 (godzin w roku) daje 17,5 MWh rocznie z hektara potencjału wiatrowego, nawet przyjmując 1w/m2 to wciąż prawie 9 MWh. Razy 25 to daje 225 MWh z ha, czyli opałowa równowartość 45 tys m3 biogazu, czy tej samej ilości kg drewna. Sorry- podanie jako potencjału biogazowego Polski równowartości możliwości zebrania CO ROKU z KAŻDEGO kawałka powierzchni Polski 45 ton drewna, to hmm. drobna nieścisłość? Oczywiście potencjał wiatrowy także nie dotyczy całości obszaru, ale kompletnie należy wyłączyć tylko wielkie miasta i kotliny górskie . Na słabsze wiatry są zupełnie dobre nowe modele turbin.
    Po tym drobnym obliczeniu, myślę, że autorzy mieli na myśli zabudowanie dokładnie połowy powierzchni Polski szklarniami i uprawiania tam trzciny cukrowej. I ogrzewania tych szklarni słoma z tej samej trzciny. Ja przynajmniej jestem w stanie moje piękne scenariusze obronić przed uzbrojonymi w kalkulatory…
    Cóż, reszta pytań staje się nieaktualna, choć licząc w druga stronę: Ministerstwo Rolnictwa szacuje potencjał biogazu w PL na 6,6 mld m3 biogazu, ja zupełnie odpowiedzialnie podbijam to do tej samej ilości biometanu. I to uważam za realna granicę wykorzystania ścieków i odpadów. Jest to zbyt mało do całej produkcji elektryczności dla wyprodukowania tych 150 TWh, ze sprawnością 50% potrzeba by było 7,5 mld m3. Nie tak daleko, ale biogazu już ok 12 mld m3. Cóż, gdzieś z d.. wzięli ten potencjał wiatrowy.
    Tylko ja zdecydowanie proponuję oszczędzać gaz do użytku tam, gdzie nie można zelektryfikować transportu. Wiatrak nie napędzi ciężarówki, gaz już tak.

  17. Bronek pisze:

    Gaz będzie coraz bardziej używany do transportu. W nowej dyrektywie UE określono używanie gazu jako paliwa do statków w basenie Morza Bałtyckiego. Już są przymiarki do wykorzystywania Świnoujścia jako terminala paliwowego. Zainteresował mnie biogaz. Masz rację, z ilością pozyskanego drewna z ha do produkcji biogazu, ktoś przesadził. Realny uzysk roczny to około 20 ton/ha.

  18. Gaz jest w całkiem sporej liczbie miejsc używany do transportu. Buenos Aires jest dość ekstremalnym przykładem, bo tu już trudno benzynę kupić. Popyt jest tak mały, że sprzedaje zaledwie co 3-5 stacja, zaledwie drobna część sportowych/luksusowych samochodów używa benzyny, osobowych nowych diesli jest relatywnie mało, sprężony gaz ziemny to podstawowe paliwo.
    O biogazie będzie i to sporo.
    W tych obliczeniach porównywałem do użycia całej powierzchni Polski do produkcji biogazu. Grubo przesadzili. Te 20 t/ha to także duży uzysk, możliwe przy drewnie typowo opałowym, a i to nie jestem pewien czy w polskim klimacie się da.

  19. miodzio pisze:

    Może ktoś to już zapodawał, jeśli nie – myślę, że to Cię zainteresuje:

    http://biznes.onet.pl/olga-malinkiewicz-polka-ktora-moze-dokonac-przelom,18567,5635708,news-detal

  20. cmss pisze:

    Za Gierka, w czasach gdy nawoływano do wzmożonego wysiłku górników, w Przeglądzie Technicznym przywędrował z RPA koncept produkcji energii z gówna.
    Po ~ 40 latach „Liczba biogazowni w Polsce na koniec czerwca 2012 r. sięgnęła 184, co przekłada się na łączną moc elektryczną zainstalowaną wynoszącą 119,414 MW”.
    ” W Niemczech, […] obecnie funkcjonuje ponad 7000 biogazowni rolniczych. Tymczasem w Polsce aktualnie uruchomionych jest 45 biogazowni o łącznej zainstalowanej mocy elektrycznej wynoszącej około 52 MWe.[1]”
    Więcej co, jak i dlaczego w: biogazownierolnicze.pl
    Pytanie o Cheopsa aktualne zawsze bo nie jest możliwe praktyczne oddzielenie inżynierii, ekonomii i polityki od siebie. Zauważ, analizowałeś głównie bardzo kosztowne i wątpliwe projekty.

  21. W sprawie biogazu jest zasadnicze pytanie- jeśli mówimy o przestawieniu całej gospodarki na energię odnawialną- to co zrobić z transportem? Największe nawet wytwarzanie płynnych biopaliw nie załatwi sprawy. Największa energetycznie ilość paliwa nadającego się do napędu pojazdów z hektara- to właśnie biogaz. Jeśli zużyjemy go do produkcji prądu w sieci- co dalej?
    To są poważne pytania. Zgodzę się, że potencjału biogazu prawdopodobnie wystarczy do sporej części elektryczności. Ale powtórzę jeszcze raz biogazem możemy zastąpić ropę, której nie zastąpimy ani panelami słonecznymi, ani wiatrakami, a jeśli przeznaczymy biogaz do produkcji prądu, to zabraknie go do transportu.
    Bez nieporozumień- absolutnie nie kwestionuje konieczności rozwijania biogazu pełna parą. Uznaje tylko biogaz za zbyt cenny, aby miał być podstawą energetyki. Z drugiej strony jest gotowa i rozbudowana sieć gazownicza- ona może i powinna służyć do biogazu, a jeszcze lepiej biogaz uszlachetniać do poziomu gazu ziemnego. A energetyka oparta na słońcu i wietrze nie jest taka droga.

  22. […] wyliczeń w poprzednim tekście wynika, że dla całości rewolucji energetycznej w Polsce, oprócz sporej, ale rozsądnej skali […]

  23. […] i nie martwić się utratą ciepła.  Założyłem pokrycie 1/3 potrzeb grzewczych, ponieważ ze schematu energetyki wyszły okresowe, trudne do zagospodarowania nadwyżki elektryczności produkowa…, oraz bardzo trudna do zastąpienia resztka energetyki cieplnej, która z jest dość blisko […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow rewolucja energetyczna on WordPress.com
%d blogerów lubi to: