Strona główna » energia elektryczna » Rewolucja energetyczna – przykład Polski cz. 2: Finansowanie

Rewolucja energetyczna – przykład Polski cz. 2: Finansowanie

Archiwum

Najlepszy plan, zwłaszcza przebudowy infrastruktury na dużą skale, jest nic nie wart bez sposobu jego sfinansowania. Rozumiem, że sama poprzednia część wzbudza sceptycznym. Plan może dobry, ale skąd wziąć na to kasę? Nie jest to niemożliwe i mieści się jak najbardziej w możliwościach kraju o średniej zamożności i słabych  warunkach słonecznych i wiatrowych, jak np. Polska.

Z wyliczeń w poprzednim tekście wynika, że dla całości rewolucji energetycznej w Polsce, oprócz sporej, ale rozsądnej skali oszczędności (do połowy obecnego zużycia) potrzeba w systemie 84 GW mocy fotowoltaiki, 20,8 GW energii wiatrowej oraz maksymalną możliwą energii wodnej, z czego szacuję na realne 0,5 GW nowej mocy małych elektrowni wodnych.   Oprócz tego potrzeba 6 GW mocy elektrowni cieplnych i wskazana jest jak największa ilość dużej energetyki wodnej, w tym także szczytowo- pompowej.

Zasadniczo elektrownia zarabia na sprzedaży prądu, powiedział Kapitan Oczywisty. Może też zarabiać na  sprzedaży ciepła, siarki lub gipsu z instalacji odsiarczania i paru innych drobnych rzeczy. Może też zarabiać zasadniczo na operacjach finansowych, prąd sprzedając wyłącznie przypadkiem i przy okazji. Że jest to ciekawy model biznesowy pokazał przykład Enronu. Przykład ciekawy, ale chyba planując sensowną przyszłość lepiej się skupić na energii niż nowych instrumentach finansowych..

W poprzednim wpisie powstał pewien obraz energetyki, gdzie do produkcji prądu zasadniczo i w olbrzymiej większości służy energetyka słoneczna i wiatrowa. Rolą energetyki wodnej i cieplnej jest przede wszystkim równoważenie podaży z popytem. Z racji różnych ról i zastosowań powinny być także inaczej rozliczane. Poza tym, pewna ilość energetyki cieplnej jest potrzebna, a nie jest w stanie ona konkurować kosztami produkcji prądu z energetyka słoneczną (gdzie wynoszą one praktycznie zero).  Jednakże, zgodnie z wnioskami z poprzedniego tekstu, żadne ulepszone traktowanie tradycyjnej energetyki nie będzie potrzebne, ponieważ istnieje wystarczająca ilość elektrowni węglowych, które będą stopniowo wyłączane i nie trzeba uwzględniać kosztów amortyzacji i remontów generalnych.  Elektrociepłownie zarabiają dodatkowo na sprzedaży ciepła i też powinny być rentowne przez jeszcze bardzo długi czas. Dotacje dla energetyki cieplnej prawdopodobnie będą potrzebne, ale dopiero po wyłączeniu większości starych bloków węglowych, czyli nawet w szybkim przebiegu rewolucji- za 15-20.

Zupełnie inaczej ma się sytuacja z energetyka wodną. Tu nie ma mowy o żadnej dekapitalizacji, wręcz przeciwnie, konieczne są modernizacje i potężne inwestycje w nowe elektrownie. Ale w rzeczywistości skala tych inwestycji nie jest jakaś szczególnie znaczna. Energa szacuje koszt budowy tamy na Wiśle poniżej włocławskiej na 1,8 mld zł. Ekstrapolując te koszty na 7 nowych dużych zapór (czyli wykorzystanie praktycznie całej Wisły) daje to 12,6 mld zł. Kwota wydaje się ogromna. Do czasu aż ją się z czymś porówna. Np. z roczną produkcją czy zużyciem prądu w Polsce- ok 160 TWh. Teoretycznie można by było cały ten projekt sfinansować przez dodatkową opłatę w wysokości 0,78 zł od kWh wprowadzoną na rok. 78 gr od kWh to jest sporo. Nie jakaś straszna kwota, mniej energochłonne firmy by tego nie zauważyły, tak samo zamożniejsze gospodarstwa domowe, przeciętna rodzina mogłaby odczuć solidnie, a biedniejszych i energochłonny przemysł tego rzędu dodatkowa opłata mogłaby przewrócić.

Na szczęście nie ma żadnej potrzeby, ani nawet możliwości sfinansowania całego projektu jednorazowo przez rok. To bez sensu, skoro budowa i napełnianie zapory są to lata.   Stąd także finansowanie musi być rozłożone na lata. Konkretnie, to proponuję realizować taki plan stabilnie przez 30 lat. To daje 2,6 grosza dopłaty do kwh. Naprawdę, mało kto to odczuje. Ci których nie bardzo stać na prąd i tak oszczędzają tak znacznie, że większym problemem są stałe opłaty.  Nawet dla energochłonnego przemysłu typu huty aluminium nie powinno to stanowić dużego problemu. Następną kwestią jest wykorzystanie takiego funduszu. Widzę dwie możliwości – albo jest to bezpośredni właściciel i inwestor elektrowni wodnych, na zasadzie użyteczności publicznej. W takim razie inwestycja jest ze składki, ale dalsza działalność non-profit. Preferowałbym jednak coś w stylu dotacji do budowy, czy bardzo nisko oprocentowanych kredytów, aby działała rynkowa kalkulacja, jedynie przesunięta w stronę dobrej opłacalności.  W takim wypadku załóżmy połowę kapitału z opisanego funduszu, a połowę na zasadach rynkowych. Zmniejsza to nasza niezbędna dopłatę lub daje dodatkowe środki np. na modernizację sieci przesyłowych (w wypadku potrzeb sieci to kropla w morzu, ale pozwoli np. na budowę mniej opłacalnych linii, a istotnych z punktu widzenia OZE).  Tak widzę załatwienie sprawy wielkiej energetyki.

Drobna uwaga w dygresji- ta kwota 12,6 mld zł, choć wydaje się duża, stanowi ok 12 % teoretycznych kosztów budowy planowanej przez obecny rząd elektrowni atomowej. Teoretycznych, bo praktyczne będą co najmniej 2 razy większe.  Przyjmijmy skromnie, że koszt budowy elektrowni atomowej, takiej jaka jest planowana, wyniesie mniej niż dwukrotność kosztorysu (bardzo w to wątpię), mamy  dołożone 26 groszy do każdej kilowatogodziny przez następne 30 lat i  nieznacznie tańszy prąd (o ok. 5%). Ceną za to, przy finansowaniu budżetowym, będzie zwiększenie zadłużenia o równowartość dwuletniego deficytu budżetowego lub, przy finansowaniu przez konsumentów energii, trwała utrata konkurencyjności przemysłowej.

Cała ta kwestia wymaga dłuższego wpisu i taki będzie, choć być może na zasadniczym blogu politycznym, ponieważ elektrownia atomowa w Polsce zdecydowanie bardziej podpada pod hasło „metody kręcenia lodów i sabotażu polskiego przemysłu” niż „jeden z pomysłów na polska energetykę”.

Mała energetyka

Czyli energia słoneczna, wiatrowa i małe elektrownie wodne. Skoro ma to być podstawą energetyki, finansowanie i plan rozwoju musi być dobrze dopracowany. Doświadczenia całkiem wielu krajów wskazują na dwie możliwości: w przypadkach państw bardzo małych (czy np. wysp) zwykle wystarczą dobre regulacje, ułatwienia przyłączania do sieci i odrobina lokalnego patriotyzmu oraz niechęci do monopolisty energetycznego (w szczególności zagranicznego koncernu).  Doświadczenie pokazuje, że ludzie sami inwestują osiągając słabą lub żadną stopę zwrotu oraz poczucie działania na rzecz wspólnoty i szacunek innych jej członków. Taki mechanizm jednak nie działa w większych krajach czy regionach i z cała pewnością nie zadziała wystarczająco mocno w Polsce. Stosowane na świecie metody tzw. zielonych certyfikatów, licytacji włączania mocy OZE i ulg podatkowych, powodują gigantyczne wypaczenia rynku, a dwa ostatnie także stosowanie najtańszych w budowie i beznadziejnie zawodnych technologii. Jedynym schematem finansowania, który może doprowadzić do tak poważnej przebudowy to feed-in tariff, czyli gwarantowana cena sprzedaży dla producentów energii odnawialnej. Schemat, najbardziej klasyczny obowiązujący w Niemczech dość szczegółowo opisałem tutaj, więc nie będę się za dużo powtarzać.   Dla nie czytających żadnych linków wspomnę tylko, że od czasu uruchomienia instalacji, za wyprodukowany prąd jej właściciel otrzymuje gwarantowaną cenę przez okres od 7 do 20 lat. Strata funduszu ją wypłacającego jest dodawana do ceny kilowatogodziny dla końcowego konsumenta. To jest dobre rozwiązanie. Promuje jak najtańsze i jednocześnie niezawodne źródła energii odnawialnej.

Niemieckie regulacje mają jednak swoje dość poważne wady, których udało się uniknąć części ich naśladowców. Najpoważniejszą z nich było włączenie do systemu drogich technologii w celu stopniowego zmniejszania ich kosztów. To było fantastyczne poświęcenie się dla świata. Ceny fotowoltaiki w latach 2004-2010 spadły kilkukrotnie w czym niemała zasługę miało umasowienie rynku przez niemiecki popyt. Jednakże bardzo wysokie ceny w tym okresie spowodowały bardzo wysokie gwarantowane ceny prądu dla właścicieli instalacji. Ceny te są zamrożone na 20 lat. To jest bez sensu. Oczywiście gwarantowanych cen trzeba dotrzymywać, ale IMO bez sensu jest włączanie do powszechnego programu technologii na wpół eksperymentalnych – a taką była fotowoltaika w 2004 r., dziś jest nią produkcja prądu z niskotemperaturowej geotermii. Bardzo wysokie gwarantowane ceny  na energię ze słońca z lat 2004-2010 i obecne za prąd z geotermii mają nieproporcjonalnie duży udział w stratach zielonego funduszu w stosunku do ilości produkowanej energii.

Z powyższego wynika postulat, aby finansowaniem w ten sposób objąć tylko dziś dojrzałe i sprawdzone technologie, czyli fotowoltaikę, energetykę wiatrową i małe elektrownie wodne.

O jakiej kwocie mówimy?

Przypomnę – 84 GW PV i 20,8 wiatru – wypadku wiatru ponad 1 GW już jest, zostaje ok 19,5 GW. Do tego 0,5 GW małej energetyki wodnej, czyli łącznie 104 GW.  Dalej będę liczyć łącznie, ponieważ różnica w kosztach budowy instalacji solarnych i wiatrowych nie jest znaczna i przypuszczam, że z czasem będzie jeszcze maleć, a z drugiej strony przy małej energetyce wodnej nie do końca znam całość kosztów – nigdy się ty nie zajmowałem, a jej ilość jest mało znacząca w ogólnym bilansie kosztów.

Obecnie cena instalacji PV pod klucz w Niemczech wynosi ok. 1,5 tys E za kW mocy. W Polsce obecnie jest drożej i tak pozostanie na początkowym etapie masowego budowania. Następnie, po  powstaniu odpowiedniego poziomu konkurencji i jakiejś ilości krajowych wytwórców, ceny powinny spaść poniżej niemieckich, które także obniżają się w tempie ok 1% miesięcznie.  Wobec tego przyjmę założenie, że po ok. 5 latach osiągną poziom 1000 E/kW mocy. Na tym etapie należałoby rozpocząć różnicowanie systemu wsparcia, aby promować ustawianie paneli PV na wschód i zachód, oraz bardziej pionowo, aby spłaszczać dobową i roczna strukturę produkcji, przez co docelowo minimalizować zapotrzebowanie na magazynowanie i backup. To samo odnosi się do wiatraków, z poprawką, aby od pewnego poziomu promować większą powierzchnię zbierania wiatru w stosunku do mocy generatora. To także spłaszczy produkcję w czasie. To ma na celu relatywne niewielkim kosztem dostarczanie w stabilny sposób jak największej ilości prądu przez jak najdłuższy czas w roku.

W związku z powyższym, rozsądnym uproszczeniem będzie przyjęcie, że przez pierwsze 5 lat średni koszt instalacji pod klucz będzie wynosić 1,5 E/wat, a następnie, przez cały czas 1 E/wat. Rozkładając budowę całości równo na 35 lat mamy kwotę 4,46 mld euro rocznie przez pierwsze 5 lat oraz  2,97 mld euro rocznie przez następne 30 lat. Daje to nam 111,44 mld euro do zainwestowania w ciągu 35 lat. W złotówkach 465,72 mld. To już są dość konkretne pieniądze. Ale – podstawowa zaleta – sprzęt praktycznie  od razu po kupieniu zarabia.  Fundusz, który płaci wytwórcom gwarantowana cenę, jednocześnie sprzedaje prąd przez nich wytworzony. To pokrywa część kosztów. Działa tu prosty mechanizm popytu i podaży – produkcja prądu przez OZE jest dość dobrze skorelowana ze szczytami popytu (PV- letnim w środku dnia, wiatr- zimowym wieczorami), dlatego przez pierwsze klika lat prąd z OZE jest sprzedawany powyżej średnich cen. Następnie produkcja rośnie na tyle, że szczyty cen się odwracają i ceny sprzedaży prądu z OZE gwałtownie spadają. Z powyższego można przyjąć ceny sprzedaży energii na poziomie obecnych średnich w pierwszym okresie (powiedzmy tych 15 lat, nie za dokładnie się sam zgadzam, ale łatwiejsze do liczenia) oraz połowy przez następne 20 lat.

Wysokość dopłaty ekologicznej

Mówimy teraz o kwocie dodatkowego kosztu kilowatogodziny. Wielkość i czas inwestycji zostały już określone. Teraz jeszcze jedna zmienna – czyli w jakim tempie będą one spłacane? Gwarantowana cena jest przyznawana na określony czas. Po jego upływie  sprzedaż odbywa się po cenach rynkowych. Jest tu oczywiście prosta zależność: im dłuższy ten okres tym gwarantowana cena może być niższa dla opłacalności inwestycji, im krótszy tym wyższa. Tak samo wydłużanie go, efektywnie wydłuża czas spłaty całej rewolucji.  Doświadczenie różnych państw pokazuje, że skracanie horyzontu inwestycyjnego przyspiesza rewolucję (co jest kompletnie oczywiste – zmniejsza ryzyko finansowe). W Niemczech PV otrzymuje płatność na 20 lat, w Japonii obecnie na 10 lat. W Japonii buduje się ponad dwukrotnie więcej paneli niż w Niemczech, a regulacje działają tam od niedawna i jeszcze rynek nie nabrał pełnego rozpędu. Stąd jestem raczej zwolennikiem jak najkrótszego okresu gwarantowanych taryf. Z drugiej strony nie może on być zbyt krótki, ponieważ wzrost dopłaty ekologicznej będzie szybszy niż odczucie efektów rewolucji, co może przynieść społeczne oczekiwanie wyhamowania (co częściowo się dzieje w Niemczech, acz z innych powodów – wyżej wspomnianych kosztów rozwijania technologii, oraz przenoszenia ciężaru na gospodarstwa domowe a korzyści na wielki przemysł).

Obliczenia

Najpierw zaczniemy od absurdalnego, acz łatwego do policzenia scenariusza – gwarantowana cena tylko przez rok, w tym czasie następuje całkowity zwrot inwestycji.  Po roku, zamortyzowana już instalacja działa wyłącznie komercyjnie.  W pierwszym roku instalujemy 2,71 GW instalacji po 1,5 E (6,27 zł)/wat. Kosztuje to łącznie 17 mld złotych. Przy tak absurdalnie krótkim okresie amortyzacji dochody funduszu ze sprzedaży prądu są nieistotne, wynoszą ok. 3% przychodów, czyli jakieś 50 mln. Zostaje 16,95 mld do rozłożenia na 155 TWh rocznie produkowanego w PL prądu. Daje to 10,59 grosza dopłaty do każdej kilowatogodziny. Do tego należny dodać rozsądny zysk inwestora. W Niemczech celuje się w 6% rocznie, w obecnej sytuacji w Polsce podejrzewam, że będzie to zbyt mało, aby zachęcić do masowego inwestowania.  Załóżmy 10%. To daje 12,05 gr na kWh. Wysokość dopłaty jest zauważalna, ale nie sądzę, aby można ją określać jako katastroficzną dla gospodarki lub gospodarstw domowych. To jest ilość maksymalna.  Wszystkie założenia idą w stronę jak najwyższej wysokości tej dopłaty.  Przekładając to na konkretne ilości. Według informacji firmy Energa normalne zużycie mieszkania bez ogrzewania elektrycznego , ale z kuchnią elektryczną wynosi 3 tys kWh rocznie, a domu w takim samym założeniu – 4 tys. kWh.  To by dawało ok 30 do 40 złotych miesięcznie dla przeciętnego gospodarstwa domowego. Przy ogrzewaniu prądem, itp. – oczywiście te kwoty drastycznie rosną. Oznacza to jedynie konieczność eliminacji marnotrawstwa, ale trudno nazwać takie kwoty zaporowymi, czy rujnującymi rodziny. Eliminacja marnotrawstwa powinna się odbywać niezależnie.  Podsumowując: w normalnie używającym prądu gospodarstwie domowym w Polsce, nie stosującym prądu do ogrzewania, dodatkowe koszty energii elektrycznej nie powinny przekroczyć 40 zł miesięcznie w trakcie całej rewolucji energetycznej. Moim zdaniem, należy do tego dołożyć  ok.20% przeznaczone na koszty zwolnienia od dopłat wyjątkowo energochłonnych gałęzi przemysłu (jak huty aluminium, itp.) oraz najbiedniejszych gospodarstw domowych.   Daje to maksymalnie 50 złotych na gospodarstwo domowe miesięcznie. Z wyłączeniem najbiedniejszych. Zwolnienie z tej opłaty najbiedniejszych gospodarstw domowych uważam za absolutną konieczność, nie tylko z powodu elementarnej sprawiedliwości, ale przede wszystkim, aby wytrącić możliwość żerowania na współczuciu dla biednych przez oligarchię wielkich koncernów energetycznych. To dokładnie dzieje się w Niemczech, jakkolwiek by nie były śmieszne takie opowiastki, powtarzane co tydzień przez Bild  – powoli wchodzą ludziom do głowy. A że wydawca Bilda, zaciekły przeciwnik energii odnawialnej kontroluje bardzo istotna część rynku mediów w Polsce, w Polsce takie przekonanie jest powszechne. I kompletnie nieuzasadnione.

Jeśli taka kwota dopłaty będzie konieczna zanim zaczną być odczuwalne skutki dodatkowej podaży taniej w produkcji energii, to propaganda wielkich koncernów może paść na sprzyjający grunt .

Kiedy, w opisywanym scenariuszu po 15- tu latach, cena prądu spadnie do połowy, ta kwota praktycznie zrówna się z obniżką hurtowej ceny prądu.  Oznacza to także, że najbardziej odczuwalne finansowo są pierwsze lata rewolucji energetycznej, z czego dalej wynika, że należy spodziewać się finansowej zadyszki  w okolicach kumulacji największych wydatków funduszu rozwoju energii odnawialnej.  Po prostu- w czasie liczby lat od rozpoczęcia programu równej średniej długości trwania feed-in-tariff matematycznie wynika najwyższa wartość dopłat i logicznie stąd wynikający największy opór społeczny.

Osobną kwestia pozostaje właściwy czas wsparcia. Jeśli przyjmiemy dolna granice produkcji na 1000 godzin rocznie dla panelu PV jako break even point, a to co powyżej za zysk, to w okresie wsparcia każdy kW mocy musi wyprodukować prąd o gwarantowanej cenie 1500 lub później 1000 euro według naszego scenariusza.  Kontynuując wyliczenia dla rocznego czasu spłaty instalacji, wychodzi odpowiednio 1 i 1,5 euro za wyprodukowaną kWh. Jest to cena oczywiście absurdalna, zachęcająca do wszelkiego rodzaju kombinacji. Przy 10-letnim okresie wsparcia wychodzi 0,1 euro, w początkowym okresie 0,15, czyli odpowiednio 0,42 i 0, 61  zł. To są już na tyle niskie kwoty, aby nie opłacało się kombinować za dużo, z drugiej strony czas wsparcia jest wystarczająco krótki, aby nie ugrzęznąć, jak Niemcy na dziesięciolecia w dopłacaniu absurdalnie wielkich kwot do dawnych eksperymentów. Także na tyle krótki, aby zachęcać do inwestycji tych mniej planujących przyszłość. Staranne ustawienie i dbanie o sprzęt powinno dawać produkcję w polskich warunkach na poziomie 1100- 1200 godzin pełnego słońca rocznie, co załatwi sprawę spłat kredytu i zysku. Kolejna zaletą jest, że po 10 latach panele mają przed sobą jeszcze co najmniej 15 lat pracy na komercyjnych zasadach. Jako forma produkcji energii z najniższym kosztem marginalnym w oczywisty sposób będą pchać ceny energii elektrycznej w dół.  Taki 10-letni okres wsparcia dla fotowoltaiki wprowadzono w Japonii, z właśnie dość wysokimi cenami gwarantowanymi. Efekt – w zeszłym roku 6,9 GW nowych instalacji, co daje 2 wynik na świecie (za Chinami, sporo przed USA i Niemcami).  To rozważmy jeszcze wersję turbo: 5 lat wsparcia, daje to gwarantowana cenę 0,82 i 1,22 zł. Nadal wychodzą kwoty IMO mieszczące się w granicach rozsądku, przynajmniej tańsze niż prąd z generatora i nie tak wiele droższe niż kupowany detalicznie z sieci. Uznałbym to za rozsądną granicę minimalnego czasu gwarantowanej ceny.

Konkludując – właściwym sposobem budowy mocy wytwórczych jest system gwarantowanych cen sprzedaży. Czas przez jaki cena jest gwarantowana, wysokość tej ceny i opłacalność instalacji są wzajemnie ze sobą związane.  Z powodów psychologii, realnego bezpieczeństwa inwestycji oraz mniejszych kosztów kredytowania lepszy jest jak najkrótszy okres gwarantowanych cen. Minimalny rozsądny czas to 5 lat, powyżej 10 lat gwarantowanej ceny wydaje mi się przesadą, by nie powiedzieć bezsensem.

Czas

Tu akurat policzymy dość prosto. Zwyczajnie załóżmy że ilość budowanych instalacji co roku jest taka sama. To założenie nie będzie zgodne z rzeczywistością, bo w pierwszych latach przemysł się rozwija i brakuje kooperantów i doświadczenia, a później rynek działa pełną para do czasu jakiegoś zjazdu i konsolidacji, itp.  Zwyczajnie łączne potrzeby dzielimy na lata , wychodzi na 35 lat, jak wspomniano wyżej 2,71 GW rocznie. Porównując to do innych miejsc. Niemcy maja oficjalnie wytyczony korytarz od 2,5 do 3,5 GW, po przekroczeniu w jedną lub druga stronę gwarantowane ceny są korygowane odpowiednio. To akurat uważam za dobry mechanizm. Przy takim schemacie dopłata ekologiczna nie powinna przekroczyć 50 zł miesięcznie na przeciętne gospodarstwo domowe, jak wyżej wyliczyłem.

Może w takim razie warto zrobić plan ambitniejszym? Na całą rewolucję 15 lat?  Dawałoby to 6,93 GW rocznie nowej mocy. To jest bardzo ambitna ilość. Niemcy, budując mniej (łącznie PV i wiatru) zatrudniają w przemyśle OZE ponad 400 tys osób.   W takim razie, przy mniejszej wydajności i kosztach pracy w Polsce i większej wytwórczości byłoby to dobrze ponad pół miliona/pod milion przyzwoicie płatnych miejsc pracy. Razem z pobudzeniem usług konsumpcyjnych oznacza to praktyczny brak bezrobocia i problemy z ilością pracowników na rynku. Dużo więcej się zrobić nie da, a tworzenie tak wielkiego przemysłu na relatywnie krótki czas jest ryzykowne.  Dopłata na gospodarstwo domowe mogłaby sięgnąć okolic 115 zł miesięcznie. To już zaczynają być pieniądze, ale mówimy o sytuacji gospodarki rozgrzanej do czerwoności. Przy uczciwym podziale dochodu narodowego z pracownikami będą to dla gospodarstw domowych nieistotne kwoty. Uważam, że tak radykalny plan byłby uzasadniony tylko w wypadku konieczności ogólnonarodowego działania w celu uniezależnienia się od zbrodniczego reżimu szantażującego odcięciem dostaw paliw kopalnych. W przypadku Polski nic takiego nie ma miejsca. A nie, czekaj…..

Wnioski

Pełne przestawienie energetyki w Polsce na energię odnawialną jest możliwe finansowo. Zależnie od priorytetu i determinacji władz i społeczeństwa może to nastąpić w okresie od 15 do 35 lat. Obciążenia finansowe będą w granicach możliwości przeciętnego przedsiębiorstwa i gospodarstwa domowego. Czas poniżej ok. 20 lat nie wydaje mi się możliwy bez imigracji lub reemigracji siły roboczej. Im krótszy czas tym szybsza utrata wartości przez dotychczasowe elektrownie cieplne i większe problemy finansowe wielkich wytwórców prądu – stąd też zwiększone wysiłki lobbingowe i propagandowe.

Zważywszy na to, że istotna część polskiej energetyki jest w rękach niemieckich koncernów, a właścicielem większości mediów lokalnych i największej gazety ogólnokrajowej są niemieckie koncerny medialne popierające propagandowo linię tych od energetyki – słabo to widzę.  To jest największy problem, a nie jakiekolwiek kwestie techniczne lub finansowe.

Podstawowym problemem jest brak sensownego planu i regulacji, co jest skutkiem sabotażu dokonanego na regulacjach dotyczących OZE przez rząd Donalda Tuska. Drugorzędny problem, czyli dominacja niemieckich koncernów przeciwnych OZE w Polsce na rynku medialnym bezpośrednio wynika z procesu likwidacji RSW Prasa-Książka- Ruch, której jednym z likwidatorów był p. Donald Tusk. Zresztą, gdyby nie przeciąganie prac nad nową ustawą o OZE autorstwa Waldemara Pawlaka, stopniowo wycinając z niej wszystkie rozsądne regulacje – to bardzo możliwe, że powyższy scenariusz by własnie zaczynał być realizowany. Ale prace nad ustawą przejęła kancelaria premiera Donalda Tuska.

Advertisements

12 komentarzy

  1. Artur pisze:

    Witam, w zasadzie podsumowanie powinno rozpoczynac artykul „po przelamaniu monopolu informacyjno-energetycznego powinnismy pomyslec jak sfinansowac OZE” i to jest problem rozne grupy ktore istnieja dzieki prywatyzacji zyskow i uspolecznianiu strat.

  2. Artur pisze:

    Troche miodu miedzy innymi dzieki panu moja rodzina spoglada krytycznie na massmedia.

  3. Rom-an pisze:

    Maczeta szkoda,że Cię nie ma w Polsce, bo takich ludzi potrzeba jak najwięcej. Polityka państwa w zakresie fotowoltaiki jest albo błędem albo sabotażem. Sam byłem przygotowany na budowę dużej farmy PV, poczyniłem nawet pewne inwestycje ale nie doczekałem się ustawy o OZE.
    Obecnie zainstalowałem 5 KWp na dachu domu i robię następne 50 KWp na dachu budowanej hali korzystając z dofinansowania 40% minus podatek do inwestycji. Inwestuje bo lubię OZE a nadto widzę w tym przyszłość, nawet przy obecnych regulacjach, licząc na większą troskę o dobro kraju w niedalekiej przyszłości przez jego władze( może nowe).Wyliczenie we wpisie sensowne, a mnie do PV dużo przekonywać nie trzeba…

  4. Od czego zaczynać to częściowo problem jajka i kury. Na pewno jednak jest konieczna umiejętność kulturalnej dyskusji, nie sloganami a argumentami. Do tego potrzebna jest wiedza, ale autentycznie w większości przypadków wystarcza ta ze starej podstawówki. W końcu w powyższym tekście praktycznie nie ma nic innego. Uczeń pierwszej klasy liceum powinien powyższy tekst umieć napisać. Mam też nadzieję, że każdy jest go w stanie zrozumieć. Jeśli coś jest niejasne, spróbuję wyjaśniać to inaczej.
    A swoją drogą to ja też proponuję finansowanie inwestycji przez całe społeczeństwo, a zyski dla producentów energii. Tylko zyski znacznie niższe niż dziś (ale atrakcyjne) i dla Kowalskiego, a nie zagranicznych spółek.

  5. Miło słyszeć. Mam nadzieję, że i mnie traktują z odpowiednim sceptycyzmem

  6. Wirtualnie w Polsce jestem 🙂 Czy jestem lub będę fizycznie czy nie- to i tak nic nie zmieni. Ja robię co mogę, czyli tego bloga, w PL mógłbym co najwyżej robić mniej- przez trudniejszą walkę o michę naszą codzienną i depresyjny klimat 🙂
    Patrząc na to, że projekt Pawlaka miał ręce i nogi i wkrótce po ujawnieniu Pawlak znika w zaskakujący sposób, sprawę przejmuje Kancelaria Premiera i przez półtorej roku tylko stopniowo znikają rozsądne rozwiązania, a zamiast nich pojawiają się oczywiste idiotyzmy- cóż, bardzo wątpię w zwykłe błędy czy nieuctwo.
    Powiem tak- gratuluję odwagi i uporu w budowie instalacji, jako decyzje czysto biznesową bym to szczerze odradzał, niestety….
    Co do przyszłości- jeśli pan wspomniany tu kilkukrotnie z imienia i nazwiska jako hamulcowy już po wyborach do PE będzie na drodze do niebytu, to od razu jego przydupasy i cała administracja będzie ignorować i sabotować co głupsze jego pomysły, bojąc się samemu o dochody, a może i wolność.
    Wyliczenie jest mocno niedokładne, ale sądzę, że ewentualne błędy się kompensują. Zresztą jak przy technologii wiatrowej jestem w stanie w przybliżeniu przewidzieć koszty i wydajność, tak jakie będą koszty PV za 20 lat to nie wie chyba nikt i wyżej zakładałem maksymalnie niekorzystny dla PV rozwój wydarzeń.

  7. Rom-an pisze:

    A dlaczego tak uważasz ? Obecna stopa zwrotu wg moich wyliczeń wynosi ok. 10 lat a może nawet mniej zakładając dotacje 40% wartości inwestycji i obecne ceny energii.Dużo zależy od własnej konsumpcji wyprodukowanej energii.Im jest ona większa tym wskaźniki ekonomiczne inwestycji są lepsze, bo państwo płaci ustaliło takie reguły, że są niższe ceny zakupu energii od producenta niż sprzedaży konsumentowi.

  8. OK. Jak ostatni raz się przyglądałem sytuacji w PL, to był sobie problem akcyzy od własnego zużycia, co nieco psuło opłacalność. Jeśli teraz jest 10 lat, to nie tak źle.
    A różnica w cenie być musi- sieć też nie będzie działać za darmo.

  9. Arturro pisze:

    Jak wygląda EROEI dla współczesnych wiatraków i paneli fotowoltanicznych? Sprzęt sprzed kilku-kilkunastu lat często miał ujemne EROEI, co zresztą dotyczy też części zapór wodnych. Kwestia surowców potrzebnych do produkcji paneli i wiatraków. W tym drugim przypadku potrzebne są metale ziem rzadkich – obecnie ich wydobycie jest całkowicie zdominowane przez Chiny

  10. Nowoczesny wiatrak w dobrym miejscu to są miesiące, czyli EROEI rzędu 25-40. Idąc w dół w stronę gorszych technologii i lokalizacji oczywiście gdzieś dojdzie się do 1 i mniej.
    Przy PV mamy podobne pytania- jaka trwałość. Oficjalne gwarancje mówią o 20-25 latach, ja bym 50% usterek przewidywał tak po 40-50. Technologia produkcji krzemu- większość świata używa tzw. ulepszonej metody siemensa, Jedna firma w Niemczech ma znacznie mniej energochłonny proces. Szczegółami się nie chwalą…
    EROEI na pewno jest dodatnie dla większości świata, ja bym zgadywał w optymalnych warunkach jakieś 2-3 lata zwrotu energii.
    Metale ziem rzadkich to inny problem. W istocie Chiny to zmonopolizowały, ale kilka innych kluczowych procesów związanych z OZE także, więc nie ma się czym przejmować w kwestii technologii świat i tak jest od nich uzależniony…. Zresztą np. przekładniami można znacząco zmniejszyć ilość potrzebnego neodymu i innych. Konstrukcje bezprzekładniowe wiatraków są bardziej niezawodne, ale przekładniowe tez działają, nie od wczoraj.

  11. brysio pisze:

    Zapory wodne mają różne cele nie tylko energetyczne.Także przeciwpowodziowe, rekreacyjne etc.

  12. Tak, ale ja skupiam się tylko na energetycznych. W polskich warunkach i tym scenariuszu to dość łatwe ponieważ szczytowo- pompowe, mają cele wyłącznie energetyczne, a tych wychodzi większość

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow rewolucja energetyczna on WordPress.com
%d blogerów lubi to: