Strona główna » Bez kategorii » Sytuacja gazowa na Ukrainie, czyli złapał Kozak i za łeb trzyma.

Sytuacja gazowa na Ukrainie, czyli złapał Kozak i za łeb trzyma.

Archiwum

Cóż, można powiedzieć ten się śmieje, kto się śmieje ostatni. Dotychczas bardzo rozbawionym Ławrowowi i Millerowi (temu z Gazpromu) jakoś zamarzły uśmiechy. Rząd Ukrainy nie tylko nie zgodził się na dyktat Gazpromu w sprawie gazu, ale uparł się, że od teraz umowy gazowe mają wyglądać jak normalne umowy handlowe pomiędzy równorzędnymi stronami. To są dla Gazpromlandii warunki absolutnie nie do zaakceptowania. W rosyjskiej doktrynie państwowej nie mieści się idea równorzędnych i partnerskich stosunków z krajami „bliskiej zagranicy”. Każda próba nawiązania ich na takiej zasadzie jest uważana za atak na Rosję. Cena z tym wszystkim nie ma nic wspólnego. Ważne są pozostałe warunki.

Tym razem przegięli pałę

Opisując historię. W grudniu 2013 roku, próbując podtrzymać chwiejący się reżim Janukowycza, Gazprom zmniejszył cenę gazu sprzedawanego Ukrainie z 385,5 dolara za 1000 m3 do 268,5. Po ucieczce Janukowycza, ten sam Gazprom stwierdził, że to nie była zmiana umowy, a jednostronnie przyznana ulga i ją cofa. Tam samo następna zniżka, tym razem niewątpliwie dwustronna, to było 100 dolarów na 1000 m3 jako zapłata za dzierżawę bazy w Sewastopolu. Po zajęciu Krymu władze Rosji stwierdziły, że już nie dzierżawią tej bazy, wobec czego cena gazu to kolejne 100 dol więcej, razem 438,5 dolarów za 1000 m3. Władze Ukrainy twierdzą, że pierwsza wymieniona obniżka była dwustronnym porozumieniem, wiążącym na pierwszy kwartał tego roku, a aneksja Krymu jest kompletnie bezprawna, wobec czego Rosja nadal jest zobowiązana uiszczać czynsz za dzierżawę bazy. W związku z powyższym zapłacili za całość dostaw gazu po cenie 268,5 dolara za 1000 m3. Jak wiadomo, Rosja uznała, że wobec zadłużenia Ukrainy odcina dopływa gazu. Rząd Ukrainy skierował pozew do trybunału arbitrażowego w Sztokholmie, właściwego dla rozwiązywania spraw z tej umowy.

Dotychczasowa praktyka pokazuje, że sama groźba skierowania pozwu znacząco ułatwia rozmowy z Gazpromem, a samo wysłanie go zazwyczaj sprawia, że Gazprom natychmiast odpuszcza przynajmniej najbardziej konfliktogenne punkty. Jak będzie w tym wypadku, zobaczymy.

Następne dane: Ukraina łącznie zużywa ok 55 mld m3 gazu i ilość ta systematycznie spada. Od pierwszego kryzysu gazowego w 2005 roku rozpoczął się na dość dużą skalę (na ile był możliwy w dość biednym kraju) proces uniezależniania się od gazu ziemnego. W części rządowej, w czasie rządów pomarańczowych sprawnie szedł do przodu, za prezydentury Janukowycza oczywiście zaniedbany. Ale to samo równoległe robiły grupy przemysłowe i władze lokalne. Stąd ten spadek. Teraz można się spodziewać jedynie mocnej intensyfikacji tego procesu, do poziomu panic mode.

Do tego należy uwzględnić fakt, że Ukraina produkuje ok 22 mld m3 gazu rocznie i jest to ilość raczej stabilna, ze starych złóż, których szczyt wydobycia dawno minął i obecny spadek produkcji jest bardzo powolny.

Następnymi dwoma elementami układanki są sieci przesyłowe, przez które przepływa ok 80-90 mld m3 gazu rocznie (w 2013 86,1 mld m3) oraz olbrzymimi możliwościami magazynowania, pojemności 33 mld m3 (według innych źródeł 31, różnica to może magazyny na Krymie).

W ramach przygotowań do kolejnej, aktualnej wojny gazowej, zostały także zbudowane tzw. fizyczne rewersy na połączeniach z Węgrami, Polską i mniejszym połączeniu ze Słowacją.   Obecnie to wystarczy na przesłanie około 17-19 mld m3 gazu rocznie. Brakuje zaledwie ok 14-16 mld m3 . Nie jest to mało, ale dalekie od katastrofy. Tylko zgodnie z już podpisanymi umowami od września  sprawa jest rozwiązana.

Ukraina, jako państwo, praktycznie nie potrzebuje importu gazu z Rosji. Prawdopodobnie swoje potrzeby nadal będzie pokrywać rosyjskim gazem, ale może on równie dobrze być dostarczany przez zachodnia granicę.

Tu ważna informacja — kontrakty zabraniające odsprzedaży zakupionego gazu, które miał zwyczaj narzucać Gazprom, są niezgodnie z prawem UE i jako takie nieważne, jeśli zostały zawarte przez firmy z terenu Unii. Stąd Gazprom nie ma żadnego wpływu na to, gdzie trafi gaz po jego sprzedaży do UE.

Obecnie w ukraińskich zbiornikach jest około 14 mld m3. Nie za dużo, ale w momencie przejęcia władzy przez rząd Jaceniuka, zbiorniki były tak puste jak kasa państwa. A było to w końcu w środku zimy, czyli w sezonie dużego zużycia.  Krajowe wydobycie, te zapasy oraz import z zachodu powinny wystarczyć do grudnia, dzięki mniejszemu zużyciu w lecie.

Poza tym, spora część zużycia to potrzeby przemysłu, które można ograniczyć, zachowując gaz do potrzeb grzewczych w razie surowej zimy. W wypadku łagodnej zimy istnieje szansa, że bez żadnych zmian kraj dotrwa bez nadmiernych uciążliwości do następnej wiosny. Wówczas już powinny być dobrze widoczne efekty kolejnego programu oszczędności i sytuacja by była stabilna.

To był opis sytuacji

Wnioski oczywiste: jak widać rząd Ukrainy może sobie pozwolić na dość dużą swobodę negocjacyjną, a na pewno nie jest w sytuacji przymusowej, na co liczyli Moskale (a wręcz uważali za pewnik). Pod warunkiem przychylności zarządców infrastruktury Węgier i Polski, można przewidywać problemy, ale nie katastrofę. To już jest sukces. Ta przychylność jest właściwie pewna, przynajmniej ze strony Węgier, gdzie bardzo aktywnie pracowano nad zwiększeniem możliwości przesyłu.

Na dłuższą metę Ukrainę oczywiście można porównywać do Polski — zbliżony klimat, populacja i powierzchnia oraz podobne problemy. Tymczasem zużycie gazu w Polsce wynosi ok 14 mld m3 rocznie. To jest mniej niż wydobycie na Ukrainie.  Śmiało można przypuszczać, że przy odpowiednim poziomie determinacji w ciągu kilku lat zużycie może się charakterystyką zbliżać do polskiego.

Podsumowując obecną sytuację i krótkoterminową perspektywę, można powiedzieć: na horyzoncie jest drastyczne zaciskanie pasa, ale rosyjskie marzenie o zamarzających Ukraińcach, którzy po spaleniu wszystkich mebli wracają pod opiekuńcze skrzydła wiecznej Rosji wydaje się nieco przesadzone.

A teraz jeszcze lepsza część. W Niemczech gaz kupuje niezależnie wiele firm i jest giełdowy rynek gazu. Cena na granicy niemieckiej się zmienia. Tylko że od dłuższego czasu, znaczy nabrania rozpędu przez niemiecką rewolucję energetyczną z drobnymi fluktuacjami, zmienia się tylko w jedną stronę. Stabilnie idzie w dół 6-9 % rocznie. W taki sposób z okolic 450-480 dolarów za 1000 m3 kilka lat temu, obecnie wynosi 375.      W linku cena podana za 1000 stóp sześciennych.

Powyższa cena jest mniej – więcej ceną rynkową dla Europy kontynentalnej.  Nielegalnością klauzuli o zakazie odsprzedaży gazu powoduje względną otwartość i płynność rynku.

Jeszcze ciekawszą wiadomością jest to, że to jest cena wyższa niż LNG. Niemcy nie mają żadnego gazoportu, ani dostępu, ale różnica jest na tyle duża, że z Rotterdamu właśnie rozpoczęto wożenie gazu skroplonego ciężarówkami do Niemiec.

To oznacza, że również ukraiński Naftohaz lub jakakolwiek inna firma mająca techniczne możliwości odbioru, może ten gaz kupić i pobrać. Fizycznie byłby to gaz płynący rurą przez Ukrainę teoretycznie dla odbiorcy np. na Słowacji lub w Bułgarii, ale pobrany na Ukrainie. Czyli technicznie beż żadnych zmian.

Oznacza to, że Ukraina może kupić na normalnym rynku gaz po obecnej cenie rynkowej 375 dolarów/1000 m3.

Z technicznym odbiorem nie jest tak do końca różowo, bo to niestety Moskwa kontroluje całość informacji o przepływie gazu. W razie odebrania części zaraz zacznie się histeria z tekstami o kradzieży oraz zagrożeniem dla dostaw do Europy. Zresztą i tak będzie, czy gaz będzie brany czy nie.

Wobec powyższego propozycja Gazpromu sprzedaży po 480 czy coś takiego wydaje się kompletnie absurdalna. Odnoszę wrażenie, że oni sami już nie wiedzą co się dzieje.

A na koniec zostawiłem jeszcze jeden smaczek:

Opłata za tranzyt

Jeśli cena za gaz staje się wyłącznie ceną za gaz, to kwestią kompletnie oddzielną jest opłata za tranzyt gazu i za składowanie. A tak się zabawnie składa, że przez Ukrainę idzie prawie dokładnie połowa rosyjskiego eksportu gazu i nie za bardzo można ilość przesyłu konkurencyjnymi kanałami zwiększyć. Tak naprawdę ukraińskie firmy mają monopol na kontrolowanie przynajmniej 20% dochodów budżetowych Rosji (ponieważ Gazprom, z racji ceł eksportowych, zysku i inwestycji jest odpowiedzialny za ok 50% dochodów budżetu Rosji).

Gazprom zapewne płacić nie będzie, twierdząc, że Naftohaz jest mu winien jakieś miliardy za gaz. Zabawnie będzie dalej. Kolejne postępowania sądowe, zajęcia itd.

A jak Niemcy zbudują sobie rurociąg z Rotterdamu, albo w Świnoujściu ruszy terminal to … W kolejnym wpisie można pomyśleć o perspektywach cen LNG.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow rewolucja energetyczna on WordPress.com
%d blogerów lubi to: