Strona główna » energia elektryczna » PIIGS, czyli nawet świnki potrafią wyglądać trochę inaczej

PIIGS, czyli nawet świnki potrafią wyglądać trochę inaczej

Archiwum

Istnieje sobie powszechny dość pogląd o niebywałym kryzysie na południu Europy, spowodowanym jakoby wrodzoną południowcom rozrzutnością, połączoną z niskimi stopami procentowymi, co razem doprowadziło do wielkiego krachu i musi doprowadzić do kolejnego. Wielkim promotorem tej idei (właściwie bez wzmianki o lenistwie) jest prof. Rybiński.  Jest to pięknie rasistowska teoria i jako taka zyskuje łatwą popularność, oraz kompletnie bzdurna. A ukryty słoń jest w energetyce, jak zwykle.

Objawy tego nadchodzącego załamania to dalej rosnące zadłużenie w sytuacji spowolnienia gospodarczego. Drobny problem polega na tym, że wieszczący rychłe załamanie często zwracają uwagę, że dane o wzroście nie pokrywają się z danymi o zużyciu paliw kopalnych. Jedno wyjaśnienie tego paradoksu to oczywiście zbliżający się krach związany z nadmiernym zadłużaniem i realnie pogłębiająca się recesja ukrywana pod twórczą księgowością i właśnie wzrostem zadłużenia. Drugie wyjaśnienie to zaciąganie długoterminowych kredytów na inwestycje zmniejszające zużycie paliw kopalnych. Dopóki przepływy zagraniczne z tytułu tych kredytów są mniejsze niż alternatywny koszt importu paliw, gospodarka wychodzi z tego obciążenia. Choć, oczywiście, inwestycje na gigantyczną skalę zawsze łączą się z obciążeniem konsumpcji i wzrostem zakredytowania.

Dokładnie to się dzieje w Portugalii, Hiszpanii i Grecji. Jest to drastycznie spadający import paliw kopalnych, ale zasadniczo spowodowany tym, że kraje te nie posiadają praktycznie żadnych krajowych surowców energetycznych i zawsze je importowały praktycznie w 100%, a obecnie zastępują je krajowymi źródłami odnawialnymi. Są to własnie te sympatyczne świnki, ale wyglądają trochę inaczej:

Wild-boar

Portugalia

Na początku wieku rozpoczęto plan zmniejszania emisji CO2. Wtedy najwłaściwszą drogą do tego wydawała się rezygnacja z węgla i zastąpienie go gazem ziemnym. Importowanym jako skroplony. Do tego zbudowano jedną duża zaporę, mogącą też pracować jako elektrownia szczytowo- pompowa. Wzrost cen gazu w latach 2004-2008 uderzył w gospodarkę dość mocno (jak wiadomo..) . Ale jednocześnie, od ok. 2005 roku rozpoczęto inwestowanie na olbrzymią skalę w nową energetykę odnawialną, przede wszystkim wiatrową, w mniejszym stopniu geotermalną i słoneczną (to ostatnie znikome, jak na dość dobre warunki).  Skala tych inwestycji była, i nadal jest gigantyczna, w stosunku do produktu krajowego znacznie większa niż np. w Niemczech.  Efekty można sobie pooglądać na tej stronie– na bieżąco podawana produkcja z poszczególnych źródeł. Uwaga- pierwsza Hidraulica to tradycyjne zapory istniejące od dawna, drugie, w rubryce Regimen Especial to nowe małe zapory.

Normą jest, zwłaszcza w zimniejszych miesiącach, powyżej 1/3 zużycia z samej energii wiatrowej. To jest drugi najwyższy wynik na świecie, po Danii– która jest jednak znacznie bogatszym krajem.  To gigantyczny zakres inwestycji, który spowodował, bo musiał, gigantyczne zadłużenie. Jednak każda z tych inwestycji jednocześnie zmniejszała import węgla i gazu. A także prądu, którego Portugalia przynajmniej w lecie pozostaje importerem. Jak wiadomo z mapy, może kupić go tylko w jednym kraju, akurat następnym na dzisiejszej liście, którym jest:

Hiszpania

Sytuacja ma się tu dość podobnie, z drobną poprawka, że jest to kraj znacznie większy, bogatszy i z rozwiniętym przemysłem. Pierwotna koncepcja była dość podobna, także obłędne tempo rozwoju energetyki wiatrowej, ale dodatkowo, jak na kraj przemysłowy przystało, rozwój własnych krajowych technologii. Dodatkowo, celem nie jest w tym przypadku tylko energetyka, ale także transport. Sieć szybkiej kolei zmieniła ten kraj, znacząco ograniczając tak krajowy ruch lotniczy, jak też autostradowy. Przy jednoczesnym przechodzeniu na OZE w energetyce daje to olbrzymie oszczędności.

W przypadku Hiszpanii mówimy o znacznie większej skali inwestycji. Elektryczność jest produkowana w prawie 30% z wiatru, w ok 4-5 % z fotowoltaiki, ale znacznie ciekawsze jest następne ponad 4 %. Taka część prądu jest produkowana w elektrowniach termalno- słonecznych. Pod tą skomplikowaną nazwą kryje się dość proste rozwiązania, aby w dzień nagrzać wodę, albo coś przez co później woda będzie przepływać, wytworzyć parę i napędzać najzwyklejszą turbinę, jak w każdej innej elektrowni cieplnej. Takie rozwiązania są jak na razie droższe niż fotowoltaika i prawdopodobnie takimi pozostaną, ale mają jedną wielką zaletę- są regulowane. Dzięki temu mogą znakomicie uzupełniać produkcję z wiatru i PV, dostarczając możliwość regulacji sieci. Pierwsze elektrownie tego typu pracowały bez większej regulacji do kilku godzin po zachodzie, najnowsze mogą i działają 24/7. Z racji braku kotła i temperatur jakie są przy spalaniu, są przy okazji znacznie trwalsze i lepiej dyspozycyjne niż tradycyjne węglowe czy gazowe. I tylko niedouczone cwaniaczki dziennikarze i blogerzy robili sobie żarty, że w Hiszpanii jest taki cud gospodarczy że nawet elektrownie słoneczne w nocy pracują. Pracują, i co w tym dziwnego?

Chciałbym tu jeszce raz zwrócić uwage na liczby. Zastąpienie prawie 40% energetyki całkowicie nowymi źródłami prądu w ciągu praktycznie 10 lat to olbrzymie osiągnięcie. Oznacza ono także faktyczną całkowitą wymianę elektrowni połączoną z przebudową systemu energetycznego w 25 lat. Licząc liniowo, a w rzeczywistości nowa energetyka rośnie wykładniczo. Jest to znacznie większe tempo niż zwykłe odtwarzanie mocy w tradycyjnej energetyce. I znacznie większe nakłady inwestycyjne i obciążenie całej gospodarki- oczywiste. A przy takim tempie Niemcy ze swoją Energiewende mogą się schować.

A tymczasem ponoć kraj większych cudów ekonomicznych:

Grecja

W tym wypadku sytuacja była i jest nieco inna. Nie było żadnej szczególnej polityki, raczej w stylu wschodniej części UE hamowanie wszelkich unijnych inicjatyw ekologicznych.  W sytuacji bardzo dużej części elektryczności wytwarzanej ze spalania ropy (na wyspach praktycznie 100%), gwałtowny wzrost cen ropy w latach 2004-2008 złapał greckich polityków i zakłady energetyczne z opuszczonymi g… ardami.

Gwałtowny wzrost kosztów importu paliw oczywiście pogorszył bilans płatniczy, nie najlepszy od zawsze. Do tego znaczący spadek przychodów z turystyki w 2008-9 i implozja gotowa.  Spadek cen fotowoltaiki i generatorów wiatrowych po roku 2008 na szczęście sprawił, że właściwie wszędzie w strefie tropikalnej i subtropikalnej gdzie się używa generatorów diesla opłaca się bez żadnych dopłat uzupełniać je i dalej zastępować energią słoneczną i wiatrową. Ale oczywiście inwestycje kosztują. To się teraz dzieje w Grecji. Dług rośnie, zużycie ropy powoli spada, ale przynajmniej producenci prądu mają jakąś nadzieję na wyjście.

I ostatnie świnki:

Włochy

Tu sytuacja w istocie jest w miarę zgodna z powszechnym wyobrażeniem. Ten kraj zdaje się nie ma żadnej spójnej polityki przemysłowej ani energetycznej, za to produkcję prądu opartą na importowanym gazie. Przynajmniej przepisy unijne wymusiły relatywnie wolny handel prądem, co przy bardzo wysokich kosztach wytwarzania i relatywnej dostępności kapitału sprawiło dobrą opłacalność instalacji PV, zwłaszcza na Południu. Jakieś dodatkowe bonusy za montaż oczywiście także są i to raczej niemałe, ponieważ już ponad 8% prądu jest z energii słonecznej. To oczywiście ma swój wpływa na zadłużenie, ale relatywnie mniejszy niż w pozostałych gospodarkach.

Irlandia

Czy ją zaliczać do tego zestawu, czy nie- kwestia umowna. Na pewno jest krajem z bardzo małą populacją i znakomitymi warunkami wiatrowymi. Tu nie było aż tak wielkiej skali inwestycji, choć było znaczne przyspieszenie od 2006-7 roku. Obecnie energia wiatru wytwarza prawie 20% prądu w Irlandii. Niemało, ale też znacznie mniej niż w Hiszpanii. Cóż, dzisiejsze turbiny w warunkach Irlandii mogą działać już na zwyczajnych komercyjnych zasadach dostarczając prąd taniej niż jakakolwiek alternatywa, więc boom trwa, pomimo wyczerpania limitu jaki był wyznaczony dla feed-in-tariff. Razem z tym oczywiście te same wskaźniki- spadek importu paliw kopalnych, wzrost zadłużenia.

Jak widać- nagle wszystko się staje względnie jasne. Niewiadomych jest niemało- np. czy koszty obsługi zewnętrznego zadłużenia nie przekroczą, przynajmniej krótkoterminowo poprawy bilansu płatniczego w zakresie importu paliw? Jak duży mnożnik uzyska gospodarka Hiszpanii dzięki eksportowi z takim trudem zdobytego doświadczenia przemysłowego i technologii? Czy Irlandia wykorzysta w większym stopniu swój potencjał wiatrowy i stanie się ośrodkiem technologii odnawialnych porównywalnym z Danią?

To są poważne pytania, na które nie znam odpowiedzi. Ale na pewno patrzenie na gospodarki tych państw przez same wskaźniki zadłużenia i odbieranie oszczędności paliw kopalnych jest błędem, a rzekłbym nawet niewiedzą lub naiwnością.

Dlatego właśnie nie mam zamiaru inwestować w fundusz prof. Rybińskiego, ani ufać żadnym jego prognozom dotyczącym południa Europy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Follow rewolucja energetyczna on WordPress.com
%d blogerów lubi to: