Strona główna » ogólne » Kto i co przeszkadza w sukcesie Polski?

Kto i co przeszkadza w sukcesie Polski?

Archiwum

Publika z cen surowców energetycznych nic nie rozumie. Skomplikowana sprawa, więc nic dziwnego. Inna sprawa, że skomplikowana jest IMO wyłącznie wskutek gąszczu dezinformacji wypływających od najbardziej zainteresowanych – czyli wszystkich stron handlu surowcami. Niestety jest tak że ci, którzy posiadają dokładne i prawdziwe informacje, mają też najlepszy interes, aby utrzymywać wszystkich w mętnym gąszczu pseudologicznego rozumowania prowadzącego do fałszywych wniosków i błędnych decyzji. Błędnych dla decydentów, korzystnych dla producentów.  Decydent — brzmi strasznie poważnie, ale dotyczy to wszystkich, którzy podejmują decyzje w oparciu o oczekiwany rozwój sytuacji w gospodarce i tychże cen paliw. Czyli właściwie każdego- bo bardzo poważnie to wpływa na np. decyzję o preferowanym w przyszłości sposobie poruszania się, czyli zakupie lub nie samochodu, jego wielkości, preferencji jaką przywiązujemy do inwestycji w izolację budynku, itp. Prostacki przykład takiego typu manipulacji i jej skutków:

Wspominany już przez mnie „ekspert” Andrzej Szczęśniak i jego teorie mogą być dość dobrą ilustracją tego problemu. Otóż od lat twierdzi on, że ceny ropy wynoszą powyżej 40 $/baryłkę wyłącznie wskutek działalności spekulantów i gdyby nie oni to właśnie takie by były. A wyższe ceny to jedynie chwilowa sprawa. To jest dość oczywista bzdura. Po pierwsze, żaden spekulant nigdy nie był w stanie utrzymać podwyższonych cen tak długo na tak dużym rynku. To niemożliwe. Po drugie ceny wynikają dość dobrze z fundamentów, którymi jest przede wszystkim marginalny koszt wydobycia i jak się ma do popytu.  Więcej na temat teorii i kwalifikacji p.Szczęśniaka w tekście autorstwa xxx na blogu kol. Słomskiego- tu link.

Ale załóżmy, że ktoś nie ma szczegółowej wiedzy o mechanizmach i działaniu tego rynku. W sumie po co miałby mieć?

Od tego są fachowcy aby to wiedzieć i umieć przedstawić publice. Oraz dziennikarze, którzy to przedstawianie wiedzy ułatwiają. Yyyy. Właściwie to w Polsce niestety jest „ekspert” Szczęśniak. Oraz w głównych mediach „dziennikarze”, którzy zależnie od okoliczności chamsko zakrzykują współrozmówców, albo pilnują aby żałosny poziom wiedzy, obycia i inteligencji osób publicznych nie wyszedł na jaw.

W takim to otoczeniu publiczną legitymizację uzyskała przezabawna (w normalnym świecie) teoria Szczęśniaka. Co zapewne miało i nadal ma skutki. Prawdopodobnie istnieje pewna grupa ludzi biorąca go za osobę kompetentną (bo i dlaczego nie, w końcu do telewizji zapraszają). Zapewne niektórzy z nich kupili samochody lub podejmowali decyzje o ociepleniu i sposobie ogrzewania domu. Będąc pewnym, na podstawie słów eksperta, że wysokie ceny ropy i gazu są wyłącznie chwilowe — czym się maja przejmować. Samochód śmiało może palić 15l/100 km, a ocieplenie domu się nie opłaca, bo gaz powinien niedługo  być znów tani. I tak dalej. Z pewnością przez nachalność i wszechobecność takiej narracji tysiące osób podjęło złe decyzje. Teoretycznie przyjmijmy, że w 2003 roku w publicznej debacie w Polsce dominowaliby kompetentni w sprawach energii ludzie. Społeczeństwo i władze zostałyby skutecznie ostrzeżone przed wieloletnim, gwałtownym wzrostem cen paliw i za tym idącym wzrostem możliwości i poziomu agresji władz Rosji. Załóżmy, że wszystkie budynki od 10 lat byłyby zbliżone do pasywnych, a dostępność stacji szybkiego ładowana umożliwiałaby bezproblemową eksploatację samochodów elektrycznych. Teraz to przeliczmy na pieniądze. Które zniknęły z portfeli Polaków i trafiły dość prostą drogą — gdzie? Podpowiedź- tenże sam „ekspert” demonstracyjnie opuścił studio telewizyjne jak tylko wspomniano, że swoimi wypowiedziami reprezentuje rosyjski punkt wiedzenia.

Co jeszcze działa wbrew interesom Polski?

Tak naprawdę jakiekolwiek obietnice wiecznej obfitości paliw kopalnych. Niezależnie od kwestii klimatu, cen, nieobliczalności państw surowcowych, itp. Przecież te paliwa się kiedyś skończą. Rozwiązanie jest tylko jedno — tworzyć gospodarkę, która nie jest od nich zależna. To jest kompletnie oczywiste. Z jaką prędkością, jakimi inwestycjami, technologiami, itp. — to są kwestie techniczne. Spór co do samej zasady jest bez sensu. A tymczasem mamy w polskiej debacie publicznej, wielkonakładowych mediach, itp. ludzi, którzy nie tylko potrafią negować fakt zmian klimatu, ale nawet obiektywnych i ustalonych zasad fizyki (znaczy jak się coś wykopie i spali to tego nie będzie).

W taki sposób w debacie o energii, w tym energetyce i wszelkich paliwach rozmawiają ze sobą ci, którzy uważają, że zawsze warto płacić Rosji z tymi, którzy obiecują łupki na wierzbie i elektrownię atomową, której nikt nie potrafi zbudować. Nikt nie wspomina, że może warto czasem oszczędzać? Może warto zmniejszać to uzależnienie? Może warto intensywnie rozwijać produkcję biogazu? Energetykę odnawialną w poważniejszej skali? Przy okazji rozwoju tej energetyki program wzbogacania/zastępowania gazu ziemnego wodorem z elektrolizy?

Nawet pominę moje zdanie i ocenę finansową tych rozwiązań, ale te tematy się przecież nie pojawiają.

Nie pojawiają się w mainstreamowych mediach, nie pojawiają się w „niezależnych”. Pojawiają się wyłącznie pomysły na utrzymywanie uzależnienia od Rosji oraz zmianę tego uzależnienia na innych, mniej problematycznych dostawców. A przecież niezależność energetyczna to nie jest ani importowany węgiel, ani możliwość zakupu gazu od trzech dostawców, ani uzależnienie od jednego dostawcy paliwa nuklearnego. Niezależność to korzystanie z własnej energii. W Polsce jest resztka węgla kamiennego, sporo węgla brunatnego, trochę energetyki wodnej i pod dostatkiem energii wiatru i słońca. Tu pominę kwestie mojego własnego zdania. Ale nie ma o tym praktycznie wcale mowy w dyskusjach publicznych. Przecież się toczą liczne debaty, zarówno ogólnokrajowe, jak też, znacznie częściej, lokalne w prawie wszystkich państwach zachodniej Europy. Wielu krajach na innych kontynentach. A w Polsce — Szczęśniak, fani gazu łupkowego oraz klub miłośników bailoutu Alstomu (dla niepoznaki zwanych proponentami elektrowni atomowej). Oraz oczywiście lobby węglowe w szatach niezależności energetycznej.

Od dłuższego czasu zastanawiałem się, czy dominującą rzeczą jest tu brak wiedzy, niezrozumienie tematu, czy lobbowanie zainteresowanych. Zapewne wszystko po trochu. Ale najgorsze jest to, że sukces takiego lobbingu jest tym łatwiejszy, im gorszy poziom wiedzy technicznej i debaty publicznej.

To są dokładnie największe przekleństwa Polski

Niszczenie debaty publicznej. Wyśmiewanie dyskutantów, chamstwo — to są działania niszczące debatę publiczną, czyli demokrację. Dla sprawdzenia, kto się tu najlepiej „przysługuje” wystarczy włączyć telewizor. Bez wymieniania nazwisk polityków, można znów spojrzeć na zachowanie naszego dzielnego „eksperta”, opisane w linku, czy widoczne na filmie.

A problem powszechnego braku wiedzy technicznej i rozumienia praw przyrody to dla odmiany problem szkolnictwa. Nie będę zbyt głęboko wchodził w materię, bo jej nie znam wystarczająco. Ale nawet bez tego widzę, że bardzo powszechne jest nierozumienie podstawowych praw i zależności. Dzięki temu handlarze dziwnego sprzętu wpychają ludziom bezwartościowe rozwiązania grzewcze za ciężkie pieniądze, a tymczasem mało kto rozumie, prostą jako budowa cepa, zasadę działania domowego bufora ciepła. A przecież można ją w spokojnych dyskusjach wyjaśnić. Ba, przy dobrej umiejętności rozmowy, debatowania i wspólnego działania nie jedna wieś może sobie sama zbudować zbiornik ciepła i przejść na centralne ogrzewanie, o klasę bardziej wydajne. Ale trzeba to rozumieć, rozumieć podstawy, przynajmniej fizyki ze szkoły podstawowej i umieć rozmawiać.

Z symulacji potencjalnego przebiegu rewolucji energetycznej w Polsce — to dokładnie jest największą przeszkodą. Opór społeczny, głównie wynikający z niewiedzy i żerującej na niej nieuczciwych handlarzach. Czy to są agenci superdrogich rozwiązań grzewczych, które same przewyższają koszt budowy budynku pasywnego, czy agenci Gazpromu dbający o to, aby nie stworzono w Polsce żadnych alternatyw dla importu rosyjskiego gazu (jak pokazuje przykład gazoportu — bardzo skutecznie), czy też lobbing Alstomu, którego poważne problemy finansowe ma szanse rozwiązać polski kontrakt na elektrownię atomową.

Itd, itp. A obrona przed tym całym towarzystwem jest dość prosta — kulturalna i poinformowana rozmowa. Następnie poprzez wymianę wiedzy dojście do jakiś wniosków i wreszcie działanie. Wspólne zrobienie czegoś razem z sąsiadami jest trudne. Bardzo. Ale to jest jedyna szansa dla Polski. Nie przejmować się początkowym brakiem działania. Nie od razu Kraków zbudowano.

P.S.

W trakcie mistrzostw świata w siatkówce czytałem wywiad z trenerem niemieckiej drużyny. Twierdził, że co prawda zawodników ma znakomitych, ale cały czas próbuje tchnąć w nich ducha, aby byli tacy jak Polacy- zawsze grający jak drużyna i z niezachwianą wiarą w zwycięstwo. Wynik pokazał, że facet wiedział co mówi. Tak samo któryś z piłkarzy, już po meczu z Niemcami cały zdziwiony powiedział, że „coś się stało, graliśmy jak drużyna”. Więc proszę nie wyskakiwać mi tu z malkontenctwem o „cechach narodowych”, bo tu musi tak być, itp.

Advertisements

13 komentarzy

  1. Kahzad pisze:

    Cechy narodowe Polaków to:
    – karność i dyscyplina
    – tolerancja (nie mylić z akceptacją)

    Gorzej z pracą zespołową, jako że bliżej nam do indywidualizmu. Z drugiej strony z własnej, nieprzymuszonej woli, nie raz i nie dwa, potrafimy się zjednoczyć dla idei.

  2. xxx pisze:

    Witam – to ja jestem xxx’em, autorem zalinkowanego artykułu.
    Dodać tu chciałem, że o fundamentalnych przyczynach obecnych cen ropy (koszcie krańcowej baryłki zwłaszcza) piszę głównie w innych artykułach niż zalinkowany:
    http://slomski.us/author/morris/
    i
    http://www.trystero.pl/archives/tag/andrzej-szczesniak

  3. PawelW pisze:

    Najgorsze, ze ludzie, ktorzy maja wiedze lub umiejetnosci lub chec zmian wyjechali do Argentyny 😉 (lub do innych krajow)

  4. Bronek pisze:

    ‚Ba, przy dobrej umiejętności rozmowy, debatowania i wspólnego działania nie jedna wieś może sobie sama zbudować zbiornik ciepła i przejść na centralne ogrzewanie, o klasę bardziej wydajne ‚ Cytat z Twojego komentarza.
    Teoretycznie, wspaniała sprawa, o której dyskutowaliśmy już w latach 70 tych w Towarzystwie Poszanowania Energii. Ale tylko teoretycznie, bo budowa sieci cieplnej w polskiej zabudowie wiosek to koszt, który odrzuci każdy ekonomista. Temat również poruszany przy okazji produkcji ciepła z wiatraka za pomocą mechanicznego generatora ciepła. Teraz jest to droga energia, ale w latach minionych generatory niskiej mocy praktycznie nie były produkowane.
    Więcej można poczytać
    http://darmowa-energia.eko.org.pl/pliki/cieplo/mgc.html
    Indywidualnie w realiach polskich budowa zbiornika ciepła, przy wykorzystaniu różnego rodzaju energii (FV wiatraki) ma sens, tym bardziej, że przy produkcji typowych magazynów ciepła można wykorzystać metodę powiększania zbiornika w miarę wzrostu zapotrzebowania na energię cieplną.
    Ciężko to pisać, ale natknąłem się na ciepłownię miejską o mocy ok. 85 MW, która produkuje tylko en. cieplną zamiast energię el – en. cieplną czyli tak jak w elektrociepłowni.
    http://www.pec.gniezno.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=111&Itemid=72
    Czytając to musisz przyznać, że niektóre regiony są w początkach 20 wieku.

  5. Jeśli mówimy o tradycyjnej sieci ciepłowniczej z centralną ciepłownią i gołymi stalowymi rurami, to oczywiście, że jest to bez sensu. Jeśli mówimy o nowoczesnym duńskim rozwiązaniu, z międzysezonowym zbiornikiem ciepła i farmą słoneczno-cieplną to jest inna sprawa. Kwestia kosztów inwestycji i tu ekonomiści mogą sobie rozważać stopę zwrotu przy określonych kosztach kredytu. Ale tu podkreślę jedno- w polskiej sytuacji polityka państwowa powinna być tak kształtowana, aby rezygnacja z paliw kopalnych była wszędzie opłacalna. Jest w Danii, powinno też być w Polsce dobrym rozwiązaniem.
    Ciepłowni dużej mocy jest w Polsce całkiem sporo. Niemały wpływ na to ma podział użyteczności publicznej pomiędzy energetyke cieplną i elektryczną, prywatyzacja tej drugiej z sieciami dystrybucyjnymi i konflikty miedzy jedną a drugą. Czy utrwalanie zacofania….
    A przerabianie energii mechanicznej prosto na ciepło to trochę dziadowskie rozwiązanie. W ramach desperacji możliwe, ale ja bym bardziej widział elektryczność i pompę ciepła.

  6. To nie jest tak, że ja mając wiedzę wyjechałem z Polski. Raczej większość nabyłem poza.

  7. Bronek pisze:

    „A przerabianie energii mechanicznej prosto na ciepło to trochę dziadowskie rozwiązanie. W ramach desperacji możliwe, ale ja bym bardziej widział elektryczność i pompę ciepła.”
    Zgadza się; oczywiście przy obecnej technologii to czuć starocią, jednak czterdzieści lat wstecz, to w warunkach PRL – owskich było nowością.

  8. Bolko pisze:

    @Maczeta wytłumacz mi jedną rzecz proszę.

    Jak w pewnym momencie cukier był w PL droższy niż w Niemczech.
    To Polacy zaczęli sprowadzać z Niemiec.
    Jak okazało się że LPG jest tańsze niż etylina Polacy kupują instalacje do aut.
    Itd.
    itd.
    Polacy są słynni z tego że kombinują.

    i wracając do wątku.

    Mam 37 lat.
    I kilka wiosek obok odkąd pamiętam był sobie wiatrak osadzony na stalowym maszcie.
    Aż pewnego dnia znikł (dwa, trzy lata temu).
    Powód obecnemu właścicielowi (synowi) nie opłacało się go utrzymywać.
    Taniej wychodzi mu kupować w elektrowni niż „bawić” się w wiatrak.

    Czyli w mojej rodzinnej wiosce były jakieś zaczątki rewolucji.
    Miał już ktoś takie coś.
    Można było podjechać zobaczyć i uczyć się błędach innych.
    I pewnie samemu popełniając inne błędy.
    Ale nie od razu Kraków zbudowali.

    Ale wiatraka nie ma.

    Wytłumacz mi:
    dlaczego wiatrak nie zrobił kariery jaką zrobiło LPG w Polsce?

  9. Najprościej- bo dobry wiatrak to dość skomplikowana sprawa. Jak ktoś chce zbudować „bo tak mus się wydaje” to prawie na pewno nic wydajnego z tego nie wyjdzie. A jak będzie niwydajnyi zawodny technicznie to taniej wyjdzie prąd kupić. A dlaczego się twojemu sąsiadowi nie opłacało- nie mam zielonego pojęcia. Ale prawdopodobnie konstrukcja sprzed 20 czy 30 lat dziś nikomu by się nie opłacała.

  10. Bolko pisze:

    dobry wiatrak to dość skomplikowana sprawa = droga sprawa = czas zwrotu inwestycji dąży do nieskończoności.

    że sąsiadowi się nie opłacało to jedno
    ale że nikt nie chciał skorzystać z doświadczeń sąsiada i mieć prąd „za darmo” to mnie zastanawia

    Jeszcze jedno pytanie :
    Czy OZE z twojego doświadczenia mogą istnieć bez dopłat.
    Znasz jakieś przykłady?

  11. Na dziś połączenie trzech warunków:
    1. Produkcja prądu zasadniczo z diesla
    2. dobre warunki słoneczne i/lub wiatrowe
    3. tani kredyt
    4. łatwość dostępu do sieci dla małych producentów
    Większość wysp strefy subtropikalnej spełnia dwa pierwsze warunki, oczywiście z kredytowaniem bywa różnie, z dostępem do sieci przeważnie najgorzej. I energetyka odnawialna rozwija się. Z subsydiami szybciej, bez wolniej, ale także- bo jest na czysto opłacalne.

  12. Bolko pisze:

    @ maczeta
    Ja nie rozumiem twojego posta. A się dzisiaj wyspałem:)

    Mi chodzi o (marzenie) :
    1) czy mogę sobie zbudować domek letniskowy w Bieszczadach i mieć ciepłą wodę w i prąd w gniazdku nie będąc podłączonym do sieci

    i druga kwestia powiązana (smutna rzeczywistość):
    2) u mnie na wsi jest osiedle domków.
    Liczba powoli zbliża się do setki (dom przy domu) czy jest alternatywa dla węgla. Lokalizacja mała wieś w małopolsce.

    Oczywiście pytam się o OZE które będę mogły funkcjonować jak się skończą dotacje z UE

    Jakieś hasło dla wujka googla?

    ps
    możesz wytłumaczyć punkt 1?

  13. Pytanie zrozumiałem jako: w jakich warunkach produkcja prądu z OZE jest tańsza niż z innych źródeł. Otóż jest tańsza, kiedy produkcja prądu dla sieci jest droga, a z OZE tania- podałem takie okoliczności, istniejące dość powszechnie, choć w mniejszej części świata. Jeszcze, bo paliwa kopalne drożeją, OZE tanieją.
    odpowiadając na twoje pytania:
    1)Oczywiście, że możesz, technicznie to nie problem. Ale prąd będzie droższy niż z sieci, głównie przez koszt przechowywania. Jeśli masz wydawać jakiekolwiek pieniądze na podłączenie do sieci- bardziej opłaca się mieć swój, jeśli zużywasz bardzo mało i opłaty stałe to poważna część rachunku- bardziej opłaca się mieć swój. W normalnym zużyciu- tańszy sieciowy.
    2) Jasne, że jest. Ale na dziś dotacje są niezbędne, aby np. sieć grzewczą zasilaną słońcem przez 60% roku zbudować. Bez tego kredyty zjedzą wszystko. A jak juz działa, to działać będzie taniej niż cokolwiek. W Danii jest tego bardzo dużo, łącznie ponad 60% domów jest podłączonych do sieci ciepłowniczych i coraz większa część energii jest ze słońca. Działa, jest w miarę tanio, inwestycje są spore.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow rewolucja energetyczna on WordPress.com
%d blogerów lubi to: