Strona główna » finansowanie » Tanie ogrzewanie na wsi

Tanie ogrzewanie na wsi

Archiwum

Padło jakiś czas temu w komentarzach pytanie „a co zrobić z wioską w Polsce, gdzie wszyscy palą w swoich piecach najtańszym węglem, albo i mułem węglowym?” Bez zmiany tego stanu rzeczy w sensowny sposób, żadnej rewolucji w Polsce nie będzie. Tą i inne takie zmiany trzeba robić. Z dwóch powodów: jeden to dołączenie i utrzymanie się w światowym wyścigu technologii, a drugi to zamożność społeczeństwa. Albo inaczej — walka z biedą. Obniżenie kosztów życia oznacza dokładnie to samo, co zwiększenie dochodów — więcej pieniędzy w kieszeniach.

Bardzo skrótowo sytuacja została opisana w taki sposób:

Wioska, około 100 domów. W miarę zwarta zabudowa i niewielkie odległości pomiędzy domami. Z drugiej strony emisje z kominów czasem kumulujące się do poziomu istotnie pogarszającego jakość życia. Czy da się z tym coś zrobić? Tak, jasne. Czy da się z tym coś zrobić nie zwiększając kosztów dla poszczególnych domów? Wiadomo, można sobie zainstalować ogrzewanie gazowe i nie kopcić, ale na pewno nie będzie na to wszystkich stać. Czy da się coś z tym zrobić, nie zwiększając przy okazji kosztów ogrzewania? Taaak!!!

Metody są dwie. Albo w każdym domu powstanie system grzewczy, który jest lepszy i tańszy od dziś używanego, albo powstanie sieć ciepłownicza spełniające te warunki. Sieć ciepłownicza na dłuższą metę jest lepsza, wygodniejsza w użytkowaniu i czystsza dla środowiska. Oraz wyłącznie ona umożliwia odejście od spalania w całości. Krótko mówiąc — po co ulepszać domowe piece, skoro można od razu zrobić jedną sieć i stopniowo ją rozbudować do poziomu o klasę lepszego od najlepszego domu pasywnego?

W takim razie — rozważmy tą opcję sieci ciepłowniczej

Sprawa pierwsza: rury, wymienniki ciepła przy zasilaniu poszczególnych domów, jakaś ciepłownia. Wzór nie tak wiele różniący się od wersji z PRL, czyli kopii rozwiązań radzieckich. I co? I wtopa. Jest jeden kocioł opalany węglem. Pewna, choć niewielka poprawa efektywności spalania, ale straty przesyłowe ją zżerają w całości, a może i z nadwyżką. Oprócz tego wychodzi co najmniej 4 etaty palaczy. Efekt: łączne zużycie węgla rośnie, inwestycja nic nie dała, oprócz tego kosztuje utrzymanie tego całego bałaganu. Pozytywne: smog w dużej części lub całkowicie znika. Nie ma domowych kotłowni, nie ma kopcenia byle czym w wiosce. Mieszkańcy oszczędzają czas dotychczasowego palenia w piecach oraz niewątpliwie zyskują na wygodzie.

Ale nie o to chodzi, aby kopiować głupie rozwiązania, tylko o to, aby zrobić coś dobrze

Dlatego rury ciepłownicze od razu trzeba przyzwoicie zaizolować i w taki sposób zysk z lepszej sprawności ciepłowni już się wyrówna ze stratami przesyłowymi. Przynajmniej nie pali się więcej węgla. Druga rzecz, absolutnie konieczna, to akumulator ciepła. Jeszcze trochę poprawi sprawność pieca (choć nie za dużo). Ale przede wszystkim pozwoli nie palić cały czas, a w miarę potrzeb gromadzić ciepło. Dzięki temu piec może pracować krócej, za to z pełną sprawnością. To jeszcze poprawi wykorzystanie paliwa i da już jakąś oszczędność, a przy okazji żaden całodobowy nadzór nie będzie potrzebny. Poza tym, piec oczywiście może i powinien być zautomatyzowany i w rzeczywistości etaty palaczy nie są do niczego potrzebne.

Wszystko powyższe łącznie już daje korzyści. Jeszcze nie takie wielkie, przynajmniej od strony finansowej. No bo jak wycenić czyste powietrze? Jest mało warte dla ludzi, którzy ledwo co mają do garnka włożyć, a tu mówi im się jeszcze o wydawaniu następnych pieniędzy… Ale jeśli to jest kwestia rezygnacji z zakupu czwartego telewizora do domu — to chyba znacznie łatwiej przekonać?

Kolejnym rozsądnym i relatywnie tanim elementem inwestycji są kolektory słoneczne. Ale zamontowane nieco inaczej niż to się zwykle robi. Otóż należy je przeznaczyć do grzania wody POWRACAJĄCEJ do sieci ciepłowniczej. W ten sposób nie będzie się dotykać dostaw ciepła dla każdego z użytkowników. To dostarczane ciepło będzie zawsze takie jak potrzeba. Za to można z własnego dachu nieco oddać do sieci. Gdzie temperatury się wyrówna, podwyższy, obniży w zależności od potrzeb i znów na wejściu będzie to co potrzeba. A energia z kolektorów nie zniknie. Ona zastąpi węgiel. Od praktycznej strony patrząc, zastąpi w ciągu cieplejszych 4-5 miesięcy, więc faktycznie potrzeby w zakresie ciepłej wody i nikomą część ogrzewania. Ale przy odpowiednio wielkim akumulatorze ciepła, przez te kilka miesięcy palenie będzie niepotrzebne- ciepło za darmo. Z duńskich danych wynika, że takie rozwiązanie pokrywa energią słoneczną około 15% rocznego zapotrzebowania.  To znów nie jest dużo, ale tą energię mamy juz za darmo.

Taka instalacja ze wszystkimi powyższymi gadżetami już jest dobra. To znaczy pod każdym względem lepsza niż kopcące, źle opalane piece. Ciepło jest w wytworzeniu tańsze, można korzystać bądź z lepszego paliwa, lub też centralny kocioł znacznie łatwiej przystosować do dobrego spalania marnego paliwa. A przynajmniej będzie to znacznie czystsze spalanie niż w domowych „śmieciuchach”. Czystsze powietrze to jest spory argument. Przy odpowiednim buforze oznacza także nie palenie w ogóle przez 4-5 cieplejszych miesięcy. Dodając do tego stosowna automatykę pieca i minimalne koszty obsługi (typu szkolny  cieć za dodatkowe zlecenie, itp.) już w takim zestawie powinno być taniej.

Problemem jest oczywiście sama inwestycja. I tu chwalmy programy unijne, ponieważ większość jest właśnie na takie i podobne rzeczy przeznaczona.

Drobna dygresja polityczna: jeśli ktoś nie zauważył, najbardziej sposób wydawania pieniędzy unijnych i samą ideę wyśmiewają dokładnie ci politycy, którzy najczęściej bywają w rosyjskiej ambasadzie. Dziwnym trafem, akurat efektywność energetyczna, która tania nie jest, najbardziej uderza w interesy tego państwa. Zresztą wiele wskazuje na wybitną łagodność obecnie rozpoczynającego się sezonu grzewczego, co dla cen ropy, gazu i gospodarki Rosji będzie miało dość duże konsekwencje. O tym może za tydzień, a może kiedy indziej.

Ale wracając do naszych baranów

Obecnie we wspomnianej już Danii działają pierwsze komercyjne instalacje zrobione całkiem ciekawie. Otóż najnowszym pomysłem jest dziura w ziemi, odpowiedniej wielkości, uszczelniona i od góry przykryta dachem z izolacją. Ta dziura jest wypełniona wodą i służy jako międzysezonowy magazyn ciepła, zamiast nadziemnych zbiorników. Jest wystarczająco tania, aby na pewną skalę miało to już duży ekonomiczny sens. Oczywiście nie na skalę jednego gospodarstwa. Na skalę dużej wsi — małego miasteczka na pewno ma to sens. Małej wsi być może też. Obecne instalacje, dopiero pierwsze komercyjne, działają w taki sposób, że woda jest ogrzewana dość pokaźną ilością kolektorów słonecznych w lecie, a korzysta się z niej później. Ogółem wystarcza na 50-60% rocznych potrzeb grzewczych.

duńska ciepłownia w budowie

Kolektory słoneczne i dziura w ziemi wyłożona folią- super zaawansowana ciepłownia solarna.

 

Następne kilka a nawet kilkanaście procent można dodatkowo wycisnąć z kolektorów słonecznych i akumulatora ciepła w ten sposób, że uzyska się ciepłą wodę, dodatkowo schładzając tę zimniejszą za pomocą pompy ciepła. Do tego potrzeby jest prąd, jak najbardziej, ale po pierwsze można praktycznie dowolnie wybrać czas, kiedy chce się uruchomić (czytaj- czas taniego prądu), a po drugie potrzebna ilość energii wynosiłaby ok 1/4- 1/6 tego, co grzanie za pomocą tego samego prądu.

Resztę, czyli około 1/4  do 1/3 nadal ogrzewa się przez spalanie. Załóżmy nawet, że pozostaniemy przy węglu. Podsumowując korzyści. Opał kosztuje 1/4 dotychczasowych wydatków (bo zakupy i tak odbywają się na całe ciężarówki). Cała infrastruktura — rury, kolektory słoneczne — spokojnie będzie działać 25-30 lat, wykopanej dziury w ziemi nikt nie zabierze. W najgorszym wypadku nastąpi degradacja izolacji i trzeba będzie spuścić całą wodę. To oznacza koszt nowej folii i zdecydowanie więcej opalania w jednym sezonie, zanim się woda nie rozgrzeje znów.

Ale najważniejsze — czy to się opłaca? Odpowiedź jak zwykle nie jest zerojedynkowa. Na dłuższą metę się opłaca. Wszystkim. Użytkownikom, bo w końcu będą mieć taniej i żyć przyjemniej w czystszym środowisku. Od strony finansowej jeśli wszystko to ma być zakupione, włącznie z projektem, w zewnętrznych firmach, to też się opłaca, tylko że na finansowy zwrot trzeba by było czekać dziesięciolecia. Czystsze i zdrowsze powietrze od razu, ale pieniądze dużo później. Znów należy przypomnieć o funduszach europejskich. Najlepiej coś takiego robić przez władze lokalne. Jeśli władze gminy są rozsądne i pomogą, przy okazji zrobią uczciwe przetargi, to nie ma się czym martwić. Jeśli pozostaną koszty rzędu kilkunastu procent inwestycji do zapłaty przez mieszkańców — nie ma się co zastanawiać, tylko robić.

Inne podejście to obniżenie kosztów. Nie takie złe, jeśli się to zrobi rozsądnie. Teoretycznie można założyć spółdzielnię. Formalną, albo i nie — po prostu sąsiedzkie porozumienie. Co prawda nie polecam działania bez jasnej umowy, ale to prywatny wybór. Pod dowództwem słynnego Pułkownika Kombinować da się to zrobić.  Rury raczej należy kupić, jak też na ich izolacji za bardzo nie oszczędzać, ale już zamiast nowego pieca dużej mocy do lokalnej ciepłowni można użyć dotychczasowych. Tych z domów właśnie podłączanych do sieci. Wybrać najlepsze i największe i też będzie działać. Kolektory najłatwiej zrobić. Stary grzejnik, czarna farba, parę desek i szyba, w ten sposób coś do grzania wody jest. Jeśli woda ma być tylko podgrzana do sieci, ciepło składowane, to nawet takie cuda z szopy będą spełniać swoją funkcję. Więcej roboty, ale dobry efekt za małą cenę.

rower z wozkiem fixed_it_05

Pułkownik Kombinować poprzednio pracował przy tanim transporcie dostawczym

W ten sposób sąsiedzką zrzutą i paroma czynami sobotnimi też da się to zrobić. Przy pracy całkowicie własnej, rozsądnym projekcie i dużej dozie kombinatorstwa może i taka instalacja by wyszła jakieś 1000 zł na dom (czyli w naszej małej wiosce 100 tys. za całość). Jest to kwota prawie nierealnie niska, Prawie, bo jednak możliwa.

A z drugiej strony zdecydowanie się opłaca. Ale nie tylko naszym dzielnym mieszkańcom wioski, a po prostu wszystkim. Zmniejszając wydatki na paliwa kopalne po prostu zwiększamy rozporządzalny dochód w kraju. W taki sposób kraje się bogacą. Może to nie jest przypadek, że kraj o najwyższej pensji minimalnej to jednocześnie kraj z najambitniejszym programem odejścia od paliw kopalnych — czyli Dania. Najambitniejszym, wyłączając niektóre wyspiarskie państwa, aby być precyzyjnym.

Inna sprawa, że znów jako inwestycja jest tu pewien znak zapytania. Nawet w tej super-kombinatorskiej wersji 1000 zł na gospodarstwo domowe i otrzymanie za to około 20% oszczędności na ogrzewaniu to nie jest wcale taki dobry interes. A to wszystko przy założeniu, że tak czy inaczej wszyscy zapłacą i wszyscy będą podłączeni. To się da zrobić tylko przymusem państwowym (i pozdrowieniami od komornika w razie czego). Lub oczywiście sfinansowaniem całości inwestycji przez władze publiczne.  Tylko udział władz dla odmiany zmusza do organizowania przetargów, itp.

Ale to się wszystko finansowo da spiąć i zrobić. Podstawą dla jakiejkolwiek działalności są jednak dobre relacje z gminą, rozsądek, sprawne i uczciwe działanie lokalnych władz. To akurat jest fajna okazja, bo na bliskim horyzoncie wybory samorządowe, które oprócz zainteresowanych nikogo nie interesują, a bardzo niesłusznie. Jeśli Polska ma się modernizować, akurat od władz samorządowych zależy najwięcej. W takich dziedzinach jak właśnie ogrzewanie, transport i częściowo energetyka zależy więcej niż od jakichkolwiek władz centralnych.

A ile taka instalacja dokładnie może kosztować- to w sumie temat na następny wpis. Nie jest tak źle, aby nie robić, ani tak dobrze aby się mogło ruszyć z takimi budowami wszędzie i od razu.

P.S.

Podana wyżej kwota 1000 zł, nawet przy nieprawdopodobnym druciarstwie jest raczej nierealna. Po pierwszych przeliczeniach materiałów których zakupu  nie da się uniknąć, bardzie prawdopodobne jest 3-4 tysiące, a i to przy maksymalnej improwizacji i pracy użytkowników.

Advertisements

7 komentarzy

  1. piotr38 pisze:

    widzę tu kilka poważnych problemów realiach polskich.
    Jeśli gmina położy na tym przedwsięzięciu łapę to będzie nieefektywnie, mało tego pewnie wymyslą, że to najłatwiejszy sposób na opodatkowanie mieszkańców – podnieść ceny za ciepło – kto nie zapłaci jak nie będzie wyjścia? poza tym takie przedsięwzięcie musi mieć swojego dyrektora, sekretarkę, biuro – nawet jak nie będzie potrzeba palacza. Jakoś trzeba podzielić koszt za ciepło, ktoś to musi robić więc księgowa… nie lepiej cały zespół księgowych. Potrzebny również zespół serwisu – no cóż sieć ciepłownicza się potrafi psuć, a jeśli w zimie coś pęknie i nie będzie ciepła – no sami wiecie potrzeba trzymać obsługę serwisową.
    Koszty.
    czuję się zażenowany kwotą 100tys. za 100 domów
    koszt metra bieżącego rury pcv kanalizacyjnej to około 3zł.
    Nie wiem jakich rur się używa w energetyce cieplnej ale raczej nie tańszych.
    Trzeba liczyć, że 250 metrów rury potrzeba na dom średnio. to się robi 25 km rur 25tys m – to już 100tys zł.
    a gdzie koszty izolacji, gdzie wykopy pod rury, a co z wymiennikami ciepła ?
    a może prosto z w instalacje puścimy ?

    Sorry kolego, ale w tym wpisie to pojechałeś po bandzie.
    Niedawno budowałem dom i koszt instalacji wodno kanalizacyjno grzewczej wyniusł mnie około 30 tys zł i to zwykła instalacja z podłogówką i piecem gazowym (koszt pieca około 9 tys z zasobnikiem)

    Nigdy, nikt chociaż trochę myślący nie zdecyduje się na przystąpienie do takiej inicjatywy. Nawet jeśli będzie przymus ustawowy prawny to nie zrezygnuję z własnych źródeł ogrzewania. (kto odda swój piec do takiego kowhozu?)

  2. @Piotr38
    Gmin w Polsce jest ponad 3 tys. Jedne są rządzone tak, inne inaczej. Ktoś się musi tym zajmować, nawet jeśli cała instalacja by była w miarę zautomatyzowana, przy paliwie stałym zawsze jest coś. Gdzie trzeba zadzwonić w razie awarii i ktoś musi zorganizować jej naprawę,, itd. To może robić zapewne ktoś w gminie za dodatkowe zlecenie, albo odzzielny pracownik, ale musi być. Krewni i znajomi się nie pożywią, bo tego na taką skalę jest dużo za mało. Ale poziom władzy lokalnej w Polsce jest jaki jest i bezpośrednio wynika on z poziomu kontroli obywatelskiej.
    Za 3 dni są wybory samorządowe i tam jest adresat pretensji o 10 kierowników, nie jestem to ja i nie jest żadnym argumentem twierdzenie, że na pewno koszty niepotrzebnych wynagrodzeń zniweczą całe przedsięwzięcie.
    Nie ma mowy o żadnych 250 metrach na dom. Taka instalacja ciepłownicza dostarcza ciepło przed dom (czy np. do piwnicy), tam jest wymiennik ciepłą, a odbiorca sobie go używa jak chce i gdzie chce swoimi rurami. W ten sposób, przy zwartej zabudowie mówimy o 10-20 m na dom. A bez zwartej zabudowy nie warto tego ruszać.
    Zrobienie takiej instalacji za 1000 zł od domu to by było niesamowite rzeźbiarstwo, ze skupem złomu jako głównym dostawcą materiałów i lokalnym warsztatem obróbki metali w rolach głównych. Fabryczny wymiennik by się w takim budżecie na pewno nie zmieścił, za to jest to rzecz tak idiotycznie prosta do wykonania z byle czego, ze i nie musi się mieścić.
    Te 1000 zł rzuciłem jako skrajny przykład i tak też by należało to robić- ze skrajnymi oszczędnościami.
    A właśnie ten brak umiejętności współpracy i wzajemnego zaufania to uniemożliwia. Oprócz tego oczywiście wiedza techniczna, ale tą da się znaleźć i przekazać. Zaufania społecznego w internecie nie znajdziesz. I w ten sposób Śląsk i Małopolska wyglądają jak wyglądają. Jakby inaczej niż nawet Czechy, o Bawarii nie wspominając.
    A same rury- normalne do sieci ciepłowniczych pracują pod ciśnieniami, mają fabryczna izolację i pełno czujników. Oraz tanie nie są. Dla takiej instalacji wioskowej mówimy o zwykłych rurach domowych, nieco większych i z dobrą izolacją.

  3. Te 1000 zł/dom to był po prostu strzał dla maksymalnego druciarstwa. Ale zostałem zmuszony do przeliczenia przynajmniej dokładnych przekrojów rur i masz rację- za takie pieniądze się tego nie da zrobić.
    Nawet przy maksymalnym inteligentnym druciarstwie jakieś 3-4 tys na dom musza wyjść.

  4. 3a pisze:

    Jeśli władze gminy są rozsądne i pomogą, przy okazji zrobią uczciwe przetargi, to nie ma się czym martwić. – lepszego dowcipu nie słyszałem od 39 lat

  5. Właśnie w Polsce trwają w tej chwili wybory samorządowe- pretensje nie do mnie. System nie jest aż tak zły, aby zmuszał do korupcji każdego samorządowca.

  6. piotr38 pisze:

    mieszkam w zabudowie zwartej, dom 25m od drogi, szerokość działki 20m. minimalna długość rur dla mnie to 100m i to jest absolutne minimum, czy często działki są tak wąskie ? wydaje mi się że nie 250m to może być trochę przesadzone, ale nie tak mocno.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow rewolucja energetyczna on WordPress.com
%d blogerów lubi to: