Strona główna » gaz » Nie handluj z Turkami

Nie handluj z Turkami

Archiwum

Kilka miesięcy temu zaskoczyła mnie informacja o tym, że rząd Turcji tak łatwo i szybko zgodził się na rozbudowę rury gazowej z Rosji po dnie Morza Czarnego. Turcja, gdzie tradycyjne relacje z Rosją są wrogie, a po aneksji Krymu i prześladowaniach Tatarów jeszcze się ochłodziły. Wyjaśnienia mogły być dwa. Albo turecki rząd robi dużo religijno- patriotycznego dymu a po cichu podpisuje wszystkie możliwe kwity które uzależnią kraj na lata od obcych mocarstw (co znamy wielokrotnie z historii),  albo w sprawie jest drugie dno i do Moskwy zostanie wysłany za tę umowę rachunek. Bardzo słony rachunek, bo sprawa była zbyt poważna na drobne i w zbyt trudnym dla moskali czasie przyszedł im taki sukces.

Minęło kilka miesięcy i sytuacja zaczyna się klarować.

Zaczyna się klarować w taki sposób, że do Moskwy są wysyłane kolejne rachunki. Na razie tylko dziewięciocyfrowe (w dolarach rzecz jasna), ale trochę ich się jeszcze w tym roku uzbiera.

Sprawa wygląda tak, że rura z rosyjskim gazem do Turcji już jest. Ale oni sprowadzają gaz także z Azerbejdżanu, Iranu i Syrii. Łączna przepustowość rur jest dziś znacznie większa niż tureckie potrzeby. Starczy wspomnieć, że zarówno wojna w Syrii jak i embargo na Iran nie wpłynęły specjalnie na turecki rynek gazowy.

Obecnie działający gazociąg z Rosji ma przepustowość 16 mld metrów sześciennych rocznie. To jest ilość zbliżona do całego polskiego zużycia. Nowa umowa przewiduje budowę kolejnych rur o łącznej przepustowości 63 mld m3. Same te połączenia dadzą prawie absurdalną wielkość 79 mld m3. Dla innego porównania: cały eksport gazu z Rosji poza dawny ZSRR to jest 140-150 mld m3. To pokazuje rosyjski plan. Bardzo ładny, eksportu połowy gazu rurą bałtycką, druga połowę przez Turcję. Dwa przyjazne kraje, Niemcy i Turcja, które pozwolą Moskwie otoczyć europejskie rynki jak Hannibal pod Kannami, zwyciężyć jak Żukow pod Moskwą, podbić Berlin i tak dalej. Do tego momentu wszystko jest jasne i oczywiste. Co najwyżej rządy w Europie Środkowej, wychowane na komunistycznych podręcznikach trochę słabują z myśleniem i nie zauważają takich rzeczy, ale nikt ich się nie pyta o zdanie, choć sprawa w oczywisty sposób dotyczy właśnie Europy Środkowej.

Wracamy do Turcji. Oficjalnie razem z nową rurą z Rosji ma być budowana rura lądowa przez Turcję do granicy greckiej (czyli granicy UE). Według projektu tą rurą do UE ma przepływać 49 mld m3 rocznie, resztę mają zużyć Turcy. Do tego momentu wszystko wygląda ładnie, logicznie i zgodnie z moskiewskim planem. Zarówno populacja, jak też zużycie prądu w Turcji dość szybko rośnie, na zliberalizowanym rynku nieco brakuje mocy wytwórczych, gazowe są najszybsze do postawienia i zużycie gazu,a co za tym idzie import z Rosji musza rosnąć. Logiczne prawda? Na Kremlu tez tak myślą. Na szczęście dla nas i naszej planety, w Stambule myślenie nieco sprawniej im idzie.  Przyjemniejszy klimat zapewne mocno pomaga…

Otóż, deklarację o tej rurze ogłoszono z wielką pompą i jako, że był to jeden z bardzo nielicznych sukcesów dyplomatycznych Rosji w ostatnich czasach, zupełnie nie mogą się z niego wycofać. Zaczęło się niewinnie. Prawie niewinnie. Turcy powiedzieli, że zgodnie z umowa ma być renegocjacja cen gazu i do tego czasu żadna budowa się nie rozpocznie. To Rosjan trochę zaskoczyło, bo się dowiedzieli jak już Gazprom wyczarterował statki do kładzenia rurociągów.  Jak na razie stoją w porcie od kilku miesięcy, Gazprom ma do zapłacenia około 500 mln dolarów czarteru. Za nic.

300px-Allseas'_Solitaire,_het_grootste_pijplegschip_ter_wereld

Statek do budowy rurociągów. Specjalistyczny, więc drogi

Zważywszy na to, że ich zysk w 2014 wyniósł około 3 mld dolarów, to już boli. A przecież jeszcze nie cały zeszły rok był zły. początek to jeszcze były tłuste czasy.

Znacznie zabawniej było później. Wkrótce po podpisaniu umowy, turecki rząd zaczął podpisywać następne. Na import gazu z Iraku, budowa rurociągu ma się zakończyć w przyszłym roku. Z Turkmenistanu z pominięciem Iranu. Z Izraela, gdzie niedawno odkryto spore złoża gazu i wkrótce ma się rozpocząć eksploatacja, eksport do Europy będzie obywał się podmorskim rurociągiem do Turcji lub do Grecji. Z tego punktu widzenia to bez różnicy i tak trafi rurą na Bałkany. Do irackiej rury planuje się podłączyć także Katar. Do tej litanii należy jeszcze dołożyć nowe pole gazowe w Azerbejdżanie, skąd następne 10 mld m3 gazu ma wędrować do Turcji. Jeśli ktoś zaczyna sobie zadawać bardzo poważne pytanie jakim cudem na cały ten gaz mają się znaleźć klienci w Turcji i południowej Europie, to jest to bardzo rozsądne pytanie. Odpowiedź brzmi: nie znajdą się. Dlatego te kontrakty zostały zawarte po rosyjskim. Gazprom sfinansuje infrastrukturę dla przesyłu przez Turcję, a korzystać z niej będzie ten, kto zażąda mniej za gaz. W wyścigu na koszta wydobycia i koszta działalności Gazprom nie jest w stanie konkurować z wydobyciem w żadnym państwie Środkowego Wschodu. Co właściwie załatwia sprawę. Albo będą sprzedawać ze stratą, albo rura będzie pusta. Oczywiście, jest też taka teoretyczna możliwość, że popytu wystarczy dla wszystkich.

Dla rozważenia tej możliwości wystarczy zajrzeć do opublikowanego w tym samym czasie co wspomniane umowy gazowe, czyli po wizycie Putina, „Narodowego Planu Energetyki Odnawialnej” Tytuł sporo wyjaśnia, ale tytuły to jedno, a rzeczywistość zupełnie inne. Tym razem plan ma ręce i nogi oraz jest całkiem ambitny.

Zgodnie z nim do 2023 ma powstać 61 GW nowej mocy energetyki odnawialnej. Dziś w Turcji jest zainstalowane około 69 GW. Z czego w tym roku ma być włączone 4 GW nowych mocy, z czego ponad 2,5 GW odnawialnych, reszta ze zwiększenia mocy dzisiejszych elektrowni węglowych i gazowych. Cały ten plan w praktyce oznacza zaprzestanie budowy nowych elektrowni na paliwa kopalne. Co więcej i jeszcze ciekawsze, finansowanie ma być oparte na taryfach gwarantowanych, czyli bez limitów nowej mocy jaką narzucają aukcje. To oznacza, ze może powstać znacznie więcej nowych mocy. A plan, choć ogólnie ambitny, jest bardzo zachowawczy w zakresie energetyki słonecznej. Planuje zaledwie 5 GW. Jeśli mam drobne wątpliwości co do realności w zakresie mocy hydro która powstanie, to uważam, że w tureckich warunkach i nowych regulacjach powstanie sporo więcej niż 5 GW mocy elektrowni słonecznych.

To będzie oznaczać tylko jedno: masowe zastępowanie gazu energią odnawialną w energetyce, czyli scenariusz znany z Niemiec. W taki sposób można zupełnie racjonalnie przypuszczać, ze zużycie gazu nie tylko nie wzrośnie, ale będzie spadać. Nie od razu, najpierw wzrost OZE wyrówna się z ogólnym wzrostem popytu, który w Turcji jest dość silny.  Przypuszczam jednak, że za 2-3 lata ten trend będzie już całkiem widoczny. Akurat wtedy, gdy ruszy gazociąg z Iraku, nowe pola gazowe w Azerbejdżanie i Izraelu. Te trzy łącznie wyślą do Turcji około 30-40 mld m3 gazu rocznie ponad to co dziś. Zużycie spadnie, możliwości przesyłu z Rosji wrosną wielokrotnie. To łącznie da za 4-5 lat około 100 mld m3 gazu sprowadzanego do Turcji powyżej ich potrzeb. To jest ilość kompletnie absurdalna, wymagałaby faktycznego zakończenia działalności energetyki węglowej w całym rejonie do którego dociera sieć połączeń gazowych ze wschodu. Albo da Turcji rolę pośrednika wybierającego pomiędzy dostawcami. A konkretnie to tureckim firmom, bo rynek jest zdemonopolizowany i nawet największa państwowa firma  ma w nim tylko nieco więcej niż połowę udziału. Tak, te regulacje wyglądają praktycznie dokładnie tak samo jak unijne, bo i są w całości robione jako zgodne z prawem unijnym. Program rozwoju energetyki odnawialnej także, wydaje mi się, najbliżej jest niemieckiego sprzed ostatniej reformy. To właściwie gwarantuje rozwój fotowoltaiki do stopnia eliminacji gazu z większości energetyki.

Jaki będzie efekt tego wszystkiego?

Normalny — z Turcji do Europy będzie płynąć ten gaz, który akurat będzie najtańszy, a Rosja zachwycona istnieniem rury przez Turcję, zamknie całkowicie tranzyt przez Ukrainę. Następnie Turcy będą kupować z Rosji gaz tylko jeśli akurat będzie tańszy od irackiego i izraelskiego. Jeśli Gazprom ma zarabiać jakiekolwiek pieniądze to nie będzie nigdy. Skąd to wiadomo?

Stąd, ze wiadomo, jakie były ceny i odbiorcy w zeszłym roku i jakie były zyski tej osławionej firmy. Otóż w 2013 zarobili około 20 mld dolarów, w 2014 za to około 3 mld.

To zaczynamy liczyć. Cena gazu dla Turcji w zeszłym roku wynosiła około 370 US$/1000 m3, a łaczna sprzedaż 27 mld m3. Za to w zeszyłym tygodniu zakończyły się negocjacje cenowe Gazpromu z prywatnymi importerami tureckimi. Cena została obniżona do 260 US$. Jeśli rozmowy z tureckim państwowym importerem potoczą się podobnie, to zupełnie łatwo obliczyć, że Gazprom jest około 3 mld dolarów w plecy. Czyli tyle samo ile wynosił zeszłoroczny zysk. Zysk znacznie lepszego roku, przypomnijmy.

Podsumujmy. Desperacko poszukująca sukcesów dyplomatycznych Rosja zawarła umowę o rozbudowie rury podmorskiej do Turcji, w której zobowiązała się także do rozbudowy infrastruktury przesyłowej do eksportu gazu do Europy przez Turcję. Kilka tygodni później rząd turecki zawiera umowy z Izraelem, Irakiem i Turkmenistanem dotyczące dostarczania gazu do Turcji i tranzytu do Europy oraz ogłasza plan rozbudowy energetyki odnawialnej, który prawdopodobnie mocno ograniczy zużycie gazu w energetyce. To razem oznacza, że Gazprom zostanie z długami za budowę do spłacenia oraz bez klientów. A jeśli będzie chciał cokolwiek sprzedać, to poniżej kosztów.  Turcy zostaną z nieprawdopodobnym wyborem tanich dostawców, infrastrukturą za którą Gazprom będzie spłacać kredyty, a nawet możliwością szantażowania każdego z dostawców zaprzestaniem zakupów.

A rachunki?

Też są. Na razie Gazprom płaci za czarter statków które już, już miały być potrzebne, ale okazało się, ze najpierw gaz ma być tańszy. Potem okazało się, że ma być tańszy z datą wsteczną. Gazprom oddaje około 500 mln dolarów prywatnym tureckim odbiorcom. Teraz jeszcze trwają negocjacje z Botasem (tym państwowym). Jeśli warunki będą podobne, to Gazprom ma do zwrotu około miliarda dolarów. I już będą mogli zacząć budować rurę w prezencie dla Turków. Za budowę tez zapłacą zachodnim firmom w twardej walucie.  A przypomnieć należy, że zgodnie z sugestią Kremla wielkie rosyjskie firmy wymieniły waluty na ruble, aby podtrzymywać kurs pod koniec zeszłego roku. Żadna z nich, w tym Gazprom, specjalnych rezerw walutowych już nie ma.

Cóż, polityka jest brutalna. Bardzo. I jeśli znajdzie się frajer, który zapłaci za realizację naszych interesów, to jego problem. A Rosja i jej państwowe firmy są w takiej sytuacji, że może ich wydoić każdy z odrobiną sprytu i determinacji za poklepanie po plecach i nazwanie mocarstwem. Trzeba jeszcze refleksu, bo forsy na zbyt długo im nie wystarczy. Zadbają o to nie tylko Turcy, ale i inni ich tradycyjni „przyjaciele”.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Follow rewolucja energetyczna on WordPress.com
%d blogerów lubi to: