Strona główna » energia elektryczna » Plan dla Śląska, czyli trochę o polityce

Plan dla Śląska, czyli trochę o polityce

Archiwum

Stan polskiej energetyki i ogólnie sytuacja w zakresie surowców energetycznych jest beznadziejna. Tak po prostu.  Węgiel jest paliwem, którego ostatnie dni się zbliżają. Zarówno jeśli mowa o wydobyciu w polskich kopalniach, jak tez o światowym zastosowaniu. O polskich kopalniach wiadomo wystarczająco wiele, aby zdawać sobie sprawę, że wydobycie węgla kamiennego w Polsce się kończy. Przynajmniej na Śląsku. To zakańczanie może potrwać jeszcze piętnaście lub 30 lat, ale nie jest możliwe do odwołania.

Podstawowy powód dla którego górnictwo węglowe Ślaska nie ma przyszłości jest lokalny i geologiczny z jednej strony, a ogólnoświatowy z drugiej. Czynniki światowe to szerokie i ogólne odejście od energetyki węglowej. Spowodowane konkurencją energetyki odnawialnej, przede wszystkim wiatrowej. Dzięki temu ilość elektrowni pozostaje stała, ale coraz częściej musza one działać nie jako elektrownie podstawy, pracujące z pełną mocą cały czas, a jako elektrownie bilansujące OZE, czyli z cały czas regulowaną mocą. Co oznacza, ze pracują cały czas, ale też cały czas zmniejszają i zwiększają produkcję. Od 40% mocy nominalnej, co jest technicznym minimum dla turbin parowych (przy pracy z mniejsza mocą bardzo się zużywają i mogą nawet zostać zniszczone) aż do chwilowych przekroczeń mocy maksymalnej. W ten sposób, wliczając jeszcze przerwy technologiczne, średnie wynosi najwyżej 60%, a nawet poniżej połowy w przeliczeniu na pełny czas pracy z pełną mocą. A to, przy dobrej konstrukcji, oznacza połowę paliwa. W skrócie- elektrownie zostają i nawet wszystkie dotychczasowe pracują, ale przy okazji wiatraki i fotowoltaika sprawia, że spalają połowę tego paliwa co dotychczas. Oprócz dość oczywistych problemów z opracowaniem sensownego modelu rynkowego, aby modernizacja się wszystkim jakoś opłacała, to dość jasnym jest ciągłe zmniejszanie popytu na węgiel. To oznacza, że droższa połowa światowego wydobycia węgla musi przestać istnieć. Nie musimy tu wykonywać szczególnej pracy intelektualnej, wystarczy informacja, że światowe wydobycie z kopalń odkrywkowych i głębinowych nie różni się znacząco od siebie wielkością. W dużym przybliżeniu można powiedzieć, że to są te dwie połowy. A teraz, drodzy czytelnicy, zgadnijcie czy taniej jest załadować węgiel koparką na ciężarówkę lub pociąg w odkrywce, czy może go wydobyć z kilkusetmetrowej głębokości z pomocą wyspecjalizowanych maszyn i olbrzymim nakładem pracy. Taaaa. Dokładnie tak. Wskutek ogólnoświatowego rozwoju energetyki odnawialnej jesteśmy na takim etapie, że głębinowe kopalnie węgla kamiennego są z definicji skazane na upadek. Mogą jeszcze długo działać na dotacjach. Tam gdzie są łatwo dostępne złoża i blisko dobre rynki zbytu- tam nieco zostanie. Przedsiębiorstwa wybywające węgiel koksujący i najlepsze asortymenty opałowego też może jeszcze chwilę pociągną. Podobnie jak ignorujące zasady bezpieczeństwa i dysponujące bardzo tanią siłą roboczą.

To oznacza wyścig w dół

Kto będzie się chciał koniecznie w nim utrzymać, ten będzie musiał przerobić komplet problemów finansowych, katastrof produkcyjnych i ich konsekwencji.

To jest też cena utrzymywania górnictwa węglowego na Śląsku. Pozostawiając kwestie powstrzymania zmian klimatycznych, uwzględniając jedynie czysty biznes i jego skutki dla społeczeństwa- alternatywą jest albo zmniejszanie wielkości wydobycia, albo utrzymywanie fikcji prowadzące do kolejnych katastrof albo dotowanie. Ostatnia możliwość nie wchodzi w grę ze względu na regulacje unijne. Z podobnych powodów nie bardzo wchodzi w grę obniżenie warunków pracy i płacy do poziomów indyjskich. Choć jak słyszałem w ciągu ostatnich kilku lat dość wiele w tym kierunku zrobiono. Pozostaje zmniejszanie. Można to zrobić w sposób cywilizowany lub nie. W sposób cywilizowany, to jest przestawić realny plan rozwoju energetyki, plan jak i kiedy ma być ograniczane i likwidowane wydobycie węgla. Do tego uzyskać zgodę unijną na ewentualne dotowanie w okresie przejściowym i dostosować spadek zatrudnienia do lokalnej sytuacji społecznej i ekonomicznej. Albo można to wszystko zrobić w sposób głupi, czyli dokładnie jak teraz.

Nowy rząd zastanie zaogniony spór i sytuację właściwie bez wyjścia. Po ostatnich konfliktach nie będzie mógł otwarcie zapowiedzieć końca ery węgla. Ale musi to zrobić.

Jest jeszcze w tym wszystkim jeden międzynarodowy aspekt sprawy

Sytuacja zaczyna dojrzewać do tego, że obrońcy węgla mogą stać się pariasami międzynarodowymi. To oznacza jeszcze jedno poważne ryzyko i zmniejszenie pola manewru. Rosja już dziś, oprócz długiej listy wrogów uzyskanych w ciągu ostatnich kilku lat jest także aktywnie zwalczana przez zielone partie dookoła świata.  Zwykle one mniej się angażują w politykę międzynarodową, a ich politycy mniej się w tej materii orientują, ale kraje węglowe i atomowe są mocno na cenzurowanym tej, coraz potężniejszej, grupy politycznej. I dotyczy to zarówno krajów w których Zieloni stanowią oddzielną partię, jak też tych, gdzie są skrzydłem partii rządzącej lub opozycyjnej (a częściej i jednej i drugiej).

Wszystko razem sprowadza nas do jednego rozwiązania. Wydobycie węgla na Śląsku musi się zmniejszyć, podobnie ja zatrudnienie w kopalniach. Tak samo zużycie węgla w krajowej gospodarce.

Jeśli odpowiedzialny rząd zacznie robić cokolwiek rzeczywistego w tym kierunku, to istnieje jakaś szansa przeprowadzenia całej restrukturyzacji w mało bolesny sposób. Bezbolesny nie będzie. Śląsk jest i jeszcze bardzo długo będzie regionem umierającej gospodarki.

Jak to sensownie zrobić? Zacznijmy od początku. Śląsk to nie tylko kopalnie, to cały przemysł ciężki wokół kopalń, hut, energetyki i transportu. Kopalnie są początkiem całego łańcucha produkcji, ale nie jego całością.

Jedyne co można zrobić, to zapobiec wstrząsom. Wystarczy załatwić sprawę w cywilizowany sposób. To znaczy przedstawić plan likwidacji i łączenia kolejnych kopalń na jak najdłuższy możliwy okres. Zabezpieczyć jego wykonanie zgodą związków na likwidację z jednej strony (w takim zakresie w jakim w ogóle będzie możliwa…) , ale też zgodą Komisji Europejskiej na dotowanie produkcji do czasu planowej likwidacji jeśli to będzie potrzebne.  Tego typu plan powinien być dostosowany do obecnej ilości pracowników i czasu ich przejścia na emeryturę. Można i powinno go zrobić się w taki sposób, że po prostu jest wstrzymany jakikolwiek nabór do kopalń. W takiej sytuacji kadra by stopniowo stawała się coraz mniejsza i coraz starsza. Ewentualnie można przyjmować jednego młodego pracownika na każdych 10 zwolnionych. W taki sposób pracownicy byli bardziej zróżnicowani wiekowo, co ma swoje poważne zalety. Tych młodych też należy przyjmować zgodnie z harmonogramem likwidacji. Przecież nie ma żadnych przeszkód, aby zatrudniać nowych pracowników na umowy na czas określony- do dnia planowanej likwidacji kopalni. Ale najpierw trzeba jeszcze ucywilizować rynek pracy, aby mogło istnieć zaufanie do takich umów i regulacji…

Samo to nie rozwiąże sprawy, ale pomoże uniknąć regularnych wybuchów społecznych i kolejnych implozji ekonomicznych. Problem polega na tym, że razem z ograniczaniem działalności kopalń z natury rzeczy będzie się kurczyć przemysł wokół górnictwa. To jest mnóstwo wyspecjalizowanych firm i olbrzymie zasoby fachowej kadry. Neoliberałowie ludzi w drelichach najchętniej by zobaczyli grzebiących w śmieciach, ale ja nie jestem neoliberałem. Te firmy muszą znaleźć nowe rynki. I te rynki są. A przynajmniej mogą być. Rewolucja energetyczna, ta sam, która pożera kopalnie węgla, potrzebuje olbrzymich ilości elektrowni wiatrowych, paneli fotowoltaicznych i wszelkiego rodzaju mocowań dla nich, inwerterów, wreszcie całego sprzętu do nowoczesnego ogrzewania budynków i efektywności energetycznej. Elektryfikacji transportu i właściwie wszystkiego innego. Wyprodukowanie tego wymaga wiedzy i siły roboczej. Obie te rzeczy na Śląsku są.

Co więcej i ważniejsze. Są pieniądze ze wspólnoty. Które dokładnie do tego służą i mają służyć. Do integracji, unowocześniania przemysłu i zmiany modelu gospodarki na odnawialną. Co prawda obecnie większa część administracji rządowej i samorządowej nie jest w stanie tego zrozumieć i próbuje wydawać maksymalne kwoty na malowanie fasad i aquaparki, ale będę tu niepoprawnym optymistą, że niedługo rozpocznie się przynajmniej jakaś dyskusja na poziomie wyższym niż menu restauracyjne.

Z jednej strony dostępne fundusze można wykorzystać na poprawę gospodarki regionów powęglowych, z drugiej na promocję energetyki odnawialnej. One są. Wystarczy się po nie schylić. Tak, aby powstawały inwestycje produkcyjne.

A jeszcze w kwestii energetyki. Choć sam Śląsk posiada akurat dość marne warunki wiatrowe i nie najlepsze słoneczne (choć w skali Polski nie najgorsze) prawdziwa przewaga polega na bardzo rozbudowanej sieci energetycznej. Oraz… zamykanych kopalniach.

Dokładnie tak- zamykane kopalnie sa całkiem wartościową częścią krajobrazu Śląska.

Otóż likwidowana kopalnia głębinowa to jest prawie gotowa elektrownia szczytowo- pompowa. Czyli tania i dobra rzecz do składowania energii elektrycznej. Jeszcze dla drobnego wyjaśnienia- kopalnia ma dość głęboko wykopane relatywnie dużej objętości chodniki i sztolnie. Oraz system odwadniania, czyli pompy do wypompowywania wody i całą instalację do tego służącą. Wystarczy umożliwić działanie pomp w obie strony i silników również w roli generatorów (co normalnie nie wymaga żadnych większych przeróbek) oraz zbudować jakiś zbiornik na powierzchni (lub wyżej, jeśli będzie taka możliwość) i gotowe.  Zalewamy chodniki na dole i je osuszamy w miarę dopływy/odpływy prądu z OZE.

Zamiast niczego mamy bardzo ładną, zieloną elektrownię do współpracy z OZE. W szczególności do dobrej współpracy z elektrowniami słonecznymi. Parę dobrze płatnych miejsc pracy i cały czas pracę dla serwisu od energetyki, właśnie szukającego zatrudnienia po redukcjach w elektrowniach węglowych.

Oprócz tego są hałdy, które nadają się do uprawy biomasy do spalenia (i niczego więcej…)  i tysiące innych możliwości. Trzeba tylko najpierw działającego państwa i zaufania. Tych dwóch rzeczy na dziś nie ma. Jak już państwo działa, to nawet aparat urzędniczy zaczyna robić co do niego należy. Czyli na przykład zamawiać analizy u kompetentnych dostawców, a nie tych, którzy wygrali dziwny przetarg.

Niestety do tego poziomu Rzeczpospolitej jest jeszcze bardzo daleko. Choć wystarczy przejechać wschodnią granicę, aby przekonać się, ze zawsze może być gorzej.

Reklamy

4 Komentarze

  1. W samym tekście nie ma od strony technicznej nic. I właściwie na tym można zakończyć, bo takich opowieści o superprzełomowych wynalazkach to można w każdej epoce na pęczki.
    Z tego dziennikarskiego bełkotu można podejrzewać, ze chodzi o ogniwo paliwowe. Takie rzeczy są, działają, można kupić w sklepie, żaden przełomowy wynalazek. Reakcja wodoru z tlenem na membranie półprzepuszczalnej, Pytanie skąd wziąć wodór. Na to pytanie żadnej odpowiedzi nie ma, bo jakoś trzeba dostarczyć energii, czy to w postaci węglowodorów, czy wody i prądu.
    W skrócie- prawdopodobnie niedouczony dziennikarz i cwaniczek szukający „inwestorów” czyli frajerów.

  2. sizarsizar pisze:

    Dziękuję za odpowiedź. Znalazłem nieco bardziej składny opis tegoż urządzenia:
    http://www.tvp.pl/wiedza/nauka-i-technika/polski-wynalazek-2013/galeria-wynalazkow/biohydrogen-urzadzenie-do-produkcji-pradu-elektrycznego-z-paliw-i-biopaliw/10256470

    ale ten artykuł jest sprzed dwóch lat, także chyba faktycznie nic specjalnego z tego nie wyszło.

    Pozdrawiam

  3. OK, teraz zaczyna to być jasne. Chodzi o ogniwo paliwowe ze sklepu, które jest zasilane wodorem z reformera. Reformer, czyli gadżet do wytwarzania gazu z paliw płynnych lub stałych z pomocą pary. Wychodzi mieszanina czadu i wodoru. Wynalazek z początku 19 w. Połączenie tych dwóch rzeczy to rzecz IMO zbyt oczywista na patentowanie. Ale problemy są w szczegółach- jak nie zatruć ogniwa paliwowego tlenkiem węgla i ewentualnymi tlenkami siarki. Przy paliwach stałych jak tym dobrze sterować (w 19 w. budowano zbiorniki na gaz do chwilowego magazynowania i wyrównywania ciśnienia), jeszcze pełno podobnych. Na paliwa płynne to nie ma sensu, bo są zbyt drogie. Zresztą np. czysty gaz ziemny też się nadaje do zasilania ogniwa paliwowego a jest tańszy niż paliwa płynne. Gdyby rozwiązał problemy związane z użyciem paliw stałych, taniej biomasy czy śmieci, to byśmy mówili naprawdę o rewolucji. Ale tam była mowa o zasilaniu paliwami płynnymi, a „wynalazca” chyba sam nie był pewien.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Follow rewolucja energetyczna on WordPress.com
%d blogerów lubi to: