Strona główna » energia elektryczna » O bezpiecznej i zaawansowanej energii atomowej

O bezpiecznej i zaawansowanej energii atomowej

Archiwum

Niedawno przez niektóre media przemknęła drobnym drukiem wiadomość, że rząd Francji zdecydował o zamknięciu elektrowni atomowej w Fessenheim.

Zgodnie z tą decyzją elektrownia bedzie zamknięta. Kiedyś. Najlepiej po ukończeniu nowo budowanej następnej elektrowni, która być może nie będzie nigdy ukończona. Historyjka już na pierwszy rzut oka wygląda dziwnie. Po dokładniejszym przyjrzeniu się sprawie, włos jeży się na głowie.

Bezspornymi jest, że elektrownia, położona około kilometra od granicy Niemiec i około 40 km od Szwajcarii, została oddana do użytku w 1977 roku, po 7 latach budowy. Jest najstarszą dziś działającą elektrownią atomową we Francji. Od 2004 roku było tam co najmniej 5 awarii zgłoszonych Miedzynarodowej Agencji Atomowej tj. takich, w których nastąpiło zagrożenie dla życia ludzi, wycieku radioaktywnego lub braku działania systemów zabezpieczeń przed awarią. W praktyce  MAA zajmuje się promowaniem energetyki atomowej oraz klasyfikowaniem incydentów w urządzeniach atomowych. Jest zupełnie zrozumiałym że stara się, w miarę możliwości, te ostatnie bagatelizować i relatywizować. Jako uznana i z dobrymi tradycjami agencja miedzynarodowa robi to konsekwentnie i skutecznie.

W takim razie co się stało w naszej elektrowni?

Oficjalnie —  nic. W 2014 nastąpiło zdarzenie.  Z komunikatów wynikało, że nastapiło nieplanowane wyłączenie reaktora wskutek zalania pomp. Nieplanowane, czyli w jakimś stopniu związane z nieprawidłowym działaniem, ale to nieprawidłowe działanie mogło dotyczyć reaktora, turbiny parowej, generatora, transformatorów, czy wręcz samej sieci energetycznej. Krótko mówiąc takie zdarzenie nie musiało i zwykle nie ma nic wspólnego z promieniotwórczością. Wszystko by było w porządku, gdyby nie drobne ale:

6 marca bieżącego roku Sueddeutsche Zeitung (uwaga —  niemiecka gazeta) podał informację, że w rzeczywistości zawiodły wszystkie normalne systemy kontroli rdzenia i reaktor zalano solami boru, aby zatrzymać reakcję łańcuchową, bo wymykała się spod kontroli. Przyczyną było zaprzestanie działania WSZYSTKICH pomp pierwotnego obiegu reaktora, czyli całkowita utrata możliwosci chłodzenia. Prawie się zgadza z oficjalną wersją.

Po tym doniesieniu we Francji nastąpiła w mediach histeria pod tytułem „Niemcy nas atakują”.  Bez grama odniesienia sie do meriutum sprawy a tym bardziej odpowiedzi na pytanie jak to się stało, że tajny raport opisujący przebieg awarii, wyniesiony przez francuskiego (na pewno) inżyniera (prawdopodobnie) nie został opublikowany przez francuskie media. Czyżby nikt nie był zainteresowany „oczernianiem francuskiego przemysłu”? Media doniosły też, że francuski urząd energetyki atomowej ukrył znaczącą cześć okoliczności awarii nawet przed Międzynarodową Agencją Atomową.

Tak czy inaczej byli zainteresowani obywatele i media kraju, który by otrzymał lwią część skażenia. Przypomnę, że tam przez co najmniej 80% czasu wieją zachodnie wiatry, a kilkaset metrów na zachód od elektrowni są Niemcy. W razie jakiegokolwiek wycieku promieniotwórczego większość skażonego i gęsto zaludnionego terenu znajdowałaby się w Niemczech.

W takim razie pozostaje wyjaśnić o co chodzi z tymi boranami

Jony boru wyłapują neutrony i w ten sposób hamują reakcję łańcuchową. Bardzo szybko i skutecznie. Dlatego nie służą jako normalny moderator, a jako ostatni mechanizm awaryjny. W sytuacji, kiedy zwykłe metody kontroli przestają działać, a sytuacja grozi niekontrolowaną reakcją łańcuchową, rdzeń reaktora po prostu zalewa się roztworem soli boru. Efektem jest odparowanie częsci wody, dalsze zwiększenie stężenia soli, która przechodzi także do prętów paliwowych i bardzo skuteczne spowolnienie emisji neutronów przez rozpadające się jądra uranu. Co więcej, część soli osiada na prętach paliwowych i całej reszczie gadżetów w reaktorze skutecznie uniemożliwając dalszy rozpad promieniotwórczy. Jako ostatecznie rozwiązanie można to porównać do zalania płonącego biura wodą przez strażaków. Ogień zgaszą, nie dopuszczą do większej katastrofy, uratują ludzi i otoczenie, ale nic co tam się znajdowało już nie będzie się nadawać do użytku, zaś same pomieszczenia wyłącznie do remontu. Po „drobnej awarii” tego kalibru podano ładny komunikat „na chwilę zgasło światło”.

Dla pokazania skali — w historii energetyki jądrowej to był trzeci przypadek decyzji o zalaniu rdzenia boranami. Z dwoch poprzednich przypadkow jeden to Fukushima, co zapewne uratowało przed promieniowaniem kawałek Japonii a drugi to jeden z reaktorów elektrowni Kozłoduj w Bułgarii. W tejze bułgarskiej elektrowni ekstremalnie awaryjne reaktory radzieckiego projektu VVER-440 twóczo połączono z lokalnym złodziejstwem i tradycyjnie silną w Bułgarii rosyjską kulturą. Efektem była przynajmniej jedna poważna awaria rocznie, aż Unia Europejska postawiła jako warunek przyjęcia Bulgarii wyłaczenie 4 najstarszych reaktorów. Jednen z nich został wyłączony nieco przedwcześnie przez zalanie rdzenia boranami. Co oznacza, że przynajmmiej w tym przypadku unijni urzędnicy nie przesadzali ani trochę. Przy okazji — ten sam typ reaktorów miał pracować w Żarnowcu, a co do złodziejstwa. Cóż, lata biedy końca komuny, ociekająca pieniędzmi z przemytu Gdynia i praktycznie niograniczone ilości deficytowego cementu w Żarnowcu. Tak, gdyby ktoś się pytał dlaczego te budynki administracji elektrowni, które zbudowano, tak szybko się rozpadły.

Czytając te historię bułgarskiej elektrowni zmieniłem zdanie także na temat Żarnowca. Budowę elektrowni atomowej w 21 wieku uważam za czysty bezzsens, ale dotychczas dopuszczałem tezę, że w warunkach lat 80-tych mogła ona w Polsce mieć sens. Nie, nie mogła. W tej technologii i warunkach ekonomicznych był to przepis na katastrofę i zablokowanie tej budowy to było realne zwycięstwo społeczeństwa obywatelskiego. Co prawda w Bułgarii najbardziej prawdopodobną przyczyną zablokowania się prętów moderatora co prowadziło do wymknięcia się spod kontrolii reakcji łańcuchowej były błędnie zaprojektowane pręty moderatora w trakcie modernizacji. Modernizacja została zaprojektowana przez rosyjską firmę, tę samą, która w czasach radzieckich projektowała sam reaktor. Teoretycznie najbardziej kompetentną, w praktyce pokazującą poziom ekipy, która robiła oryginalny projekt.

W Fukushimie zalanie rdzenia boronami zapobiegło jeszcze większej katastrofie i było to zdecydowanie właściwe zastosowanie tego systemu bezpieczeństwa. Uratowało przed promieniowaniem i zapewne ocaliło życie wielu ludzi.

Zauważmy  jednak, że w obu tych przypadkach reaktorów już nie uruchamiano. W Fessenheim bardzo szybko wymieniono pręty paliwowe i resztę sprzętu oraz uruchomiono reaktor. Brzmi to dość dziwnie, ale zupełnie logicznie biorąc pod uwagę ilość wysiłku włożonego w ukrycie rzeczywistej skali incydentu.

Następne pytania brzmią: dlaczego? oraz — czy to pierwszy raz?

Łatwiej odpowiedzieć na to drugie pytanie. W trakcie eksploatacji tej elektrowni nastapiło około 200 różnych incydentów, z czego olbrzymia większość to oczywiście drobiazgi typu konieczność zresetowania jakiś niekrytycznych systemów. Kilka awarii nawet oficjalnie wyglądało na poważne, a jeśli założyć podobny jak w tym przypadku poziom ukrywania rzeczywistej ich skali, mogły być kolejną potencjalną katastrofą. Kolejno: w 2011 doszło do awaryjnego wyłączenia reaktora. Oficjalna przyczyna — pracownik przez pomyłkę wyłączył. W 2012 był pożar w hali generatorów (to jest część nienuklearna) wskutek awarii chłodzenia. Następnie znów awaryjne wyłączenie, oficjalna przyczyna — ćwiczenia. Jeszcze w tym samym roku kilka osób zostało rannych wskutek oparzenia wodą utlenioną (rozkład wody następuje wskutek temperatury i promieniowania, drugim produktem jest wodór, który np. zniszczył obudowy w Fukushimie). Kolejnym poważnym incydentem było właśnie nasze wyłaczenie wskutek awarii pompy w 2014 roku.

I na tym można zakończyć opowieść o energetyce atomowej, jej niezawodności, rozbudowanych procedurach bezpieczeństwa i transparentności całego przemysłu, jawności informacji o awariach, etc.

Można, ale przypomnijmy — mówimy o elektrowni atomowej zbudowanej i ekspoloatowanej przez firmę z największym doświadczeniem na świecie, w jednym z najbogatszych regionów świata, sercu przemysłowej Europy. Czy gdzieś możemy się spodziewać wyższej kultury technicznej?

Reklamy

3 Komentarze

  1. PawelW pisze:

    Te kilka elektrowni atomowych w okolicach granicy y Niemcami jest nieraz w DE jako nowa Linia Maginota odczytywana 🙂

    Ale sporo tych elektrowni w europie zachodniej jeszcze stoi

  2. PawelW pisze:

    Na tej stronie Maja dokladnie takie samo zdanie odnosnie energii atomowej
    http://www.greenpeace-aachen.de/archiv/energie/atomenergie.php

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Follow rewolucja energetyczna on WordPress.com
%d blogerów lubi to: