Strona główna » energia elektryczna » Wielka awaria elektryczności w Urugwaju

Wielka awaria elektryczności w Urugwaju

Archiwum

3 sierpnia 2016 roku w Urugwaju doszło do największej awarii sieci energetycznej w historii. Z 1,44 miliona odbiorców, aż 1,2 mln zostało pozbawionych prądu na prawie dwie godziny.

Przebieg awarii był bardzo ciekawy, ale najpierw nakreślę tło:

Energetyka Urugwaju przez dziesięciolecia opierała się na kilku elektrowniach wodnych, z których zdecydowanie największa to Salto Grande, położona na rzece Urugwaj, czyli granicy z Argentyną. Jest ona położona niedaleko miasta Salto, około 500 km od Montevideo. Ta i mniejsze elektrownie wodne dostarczały w okolicach połowy zużywanego w kraju prądu. Reszta była zaspokajana produkcją w elektrowni cieplnej w Montevideo, opalanej ropą  oraz importem. Ta elektrownia na ropę z czasem się zmieniała w coraz większa kupę złomu i regularnie zawodziła. Sieć była zawodna, a produkcja droga. W tym systemie elektrownie wodne działały jako elektrownie podstawy (działające 24/7), produkując prąd stabilnie i przez cały czas, a cieplne były włączane w miarę potrzeby.

Pod koniec pierwszego dziesięciolecia bieżącego wieku podjęto decyzję o przebudowie tego. Rozpoczęto budowę nowej elektrowni gazowo-parowej oraz gazoportu. Wprowadzono także jasne i przejrzyste reguły inwestowania w energetykę wiatrową i słoneczną.  Nowa elektrownia nadal jest w budowie, gazoport właściwie nie rozpoczęty, ale energetyka wiatrowa została rozbudowana. W przyszłym roku jej rozbudowa ma się zakończyć, bo zainstalowanych mocy ma wystarczyć na potrzeby kraju i nawet trochę eksportu. Energetyka słoneczna jest droższa, więc jest jej zwyczajnie mniej, rozbudowa trwa i jeszcze kilka lat potrwa.

Dziś więc system energetyczny działa tak, że zasadniczo prąd dostarczają elektrownie wiatrowe, rozproszone po całym kraju, w miarę zgodnie z lokalnymi potrzebami, z pewnym przesunięciem w stronę lepszych warunków wiatrowych wzdłuż wybrzeża. Elektrownie wodne nie działają jako elektrownie podstawowe, tylko po zamontowaniu dodatkowych generatorów uzupełniają prąd gdy z wiatru nie wystarcza. Odrobina wyjaśnienia: ilość przepływającej wody pozostała ta sama, czyli prądu produkuje się rocznie tyle samo, ale ze znaczną zmiennością, czasem dużo mniej, czasem sporo więcej niż w poprzednim systemie. Dziś, gdy nie ma wiatru, to elektrownie wodne produkują tyle energii, ile poprzednio produkowały łącznie wodne i cieplne. W tym momencie wracamy do kwestii odległości. Pomiędzy zaporą Salto Grande a Montevideo jest 500 km. I praktycznie żadnych innych poważnych odbiorców. Jest za to jedna linia wysokiego napięcia (bo i po co więcej?). Ale była ona zbudowana z zamiarem stałej produkcji i stałej transmisji, w szczycie konsumpcja miała być uzupełniana przez elektrownię cieplną w Montevideo.

Na to nakłada się druga część rewolucji energetycznej, czyli przestawianie ogrzewania na źródła odnawialne. A konkretnie odchodzenie od gazu częściowo w stronę drewna, a znacznie bardziej– własnie elektryczności.

I nadszedł 3 sierpnia. W nocy bardzo solidnie wiało, elektrownie wiatrowe pracowały pełną mocą, nic innego nie było potrzebne, woda się spokojnie zbierała za zaporami, mimo niskich temperatur (poniżej 5 C) elektrownie wodne nie były zbyt potrzebne. Około godziny 8 rano wiatr zaczął bardzo szybko słabnąć i praktycznie w całym kraju produkcja elektrowni wiatrowych spadła prawie do zera. Woda za zaporami była zmagazynowana, więc nie uruchamiano elektrowni cieplnej, energii z wodnych powinno spokojnie wystarczyć. I wystarczało. Nawet kiedy wszyscy już o 9 rano byli w pracy i po kolei uruchamiali wszystko czym można było ogrzać wychłodzone pomieszczenia. Czyli klimatyzatory, a jak te nie wyrabiały to grzałki elektryczne. Wszystko nadal jest w porządku, sieć jest do tego dostosowana, ale wspomniana wyżej główna linia przesyłowa działała na granicy. Po bezpiecznej stronie granicy, ale już bez marginesu bezpieczeństwa na nieprzewidzianą awarię.

I wtedy takie oto stworzenie wymyśliło sobie, że do gniazda, które buduje na izolatorze słupa wysokiego napięcia fajnie będzie wpleść kawałek drutu:

Za Wikipedią

Za Wikipedią lic. CC BY-SA 3.0

Serio. Karakara uwiła gniazdo na izolatorze. Nic dziwnego, ani strasznego, zdarza się i nie ma problemu. Ale do tego gniazda ptaszysko użyło kawałek żelaznego drutu, które gdzieś znalazło, pewnie ze starego ogrodzenia. Drut bardzo ładnie połączył linię energetyczną ze słupem i wyskoczyło zabezpieczenie jednego z przewodów. Ale że linia była mocno obciążona, to pozostałe przewody nie wystarczały i po kolei były przeciążane i zadziałały także ich zabezpieczenia. W ten sposób poleciała cała linia transmisyjna, a razem z nią cała sieć.

Gdyby nasza, już usmażona, Karakara zechciała ten drut wstawić dwie godziny wcześniej lub później to dokładnie nikt by tego nie odczuł. Pozostałe przewody by przejęły transmisję potrzebnej ilości prądu, albo przynajmniej nie przegrzałyby się przez czas rozruchu elektrowni na ropę w Montevideo. Przecież właśnie ona wystarczała w poprzednim systemie, prąd który produkuje jest zużywany na miejscu i nie obciąża linii transmisyjnej. Około południa znów zaczęło wiać i produkcja prądu w okolicach zużycia też zaczęła rosnąć, a przy okazji wiatr chłodzi przewody transmisyjne. I też nie byłoby żadnego problemu.

To pokazuje, że o niezawodności sieci najbardziej decyduje średnia wielkość elektrowni i oddalenie od siebie produkcji i konsumpcji. A samo źródło prądu jest kwestią drugorzędną. Ale dla niezawodności znaczenie ma średnia wielkość elektrowni. Im mniejsza, tym lepiej. Dlatego sieć oparta na małej liczbie dużych elektrowni albo będzie bardzo droga, albo bardzo zawodna.

Dla zainteresowanych wykres produkcji prądu z poszczególnych źródeł w czasie stawiania sieci z powrotem:

ute po awarii

Czerwony: zapora Salto Grande Niebieski: elektrownie wiatrowe Zielony: zapora na Rio Negro Jasnobrązowy- elektrownia cieplna

A co należy docelowo zrobić w Urugwaju?

To co się robi. Linia wysokiego napięcia z Salto Grande do Montevideo zawsze będzie piętą achillesową tej sieci. Ale już zwiększenie lokalnej generacji odnawialnej oznacza po prostu zwiększenie ilości fotowoltaiki w okolicach Montevideo, czyli mniej czasu, gdy takie krytyczne zestawienie czynników będzie występować.  Oraz poprawienie służby meteo. Co też jest robione.

Zresztą, Salto Grande to elektrownia wodna. Odbiorca padł, to można wyłączyć przepływ w pół sekundy i nie ma problemu. A jak trzeba to można wodę spuścić poza turbinami i też nie jest to żadne ryzyko. A gdyby to była elektrownia atomowa? Którą po nagłym spadku odbieranej mocy trzeba opanować, gdzieś odprowadzić zbędne ciepło i spokojnie zmniejszyć moc? Dopóki obsługa jest kompetentna to nie ma z tym wielkich problemów, to są ćwiczone procedury. Ale co jeśli jakieś zwierzę w nieodpowiednim momencie gdzieś przyniesie kawałek drutu? A jeśli obsługa i procedury jednak nie są na najwyższym poziomie?

Reklamy

10 Komentarzy

  1. Bronek pisze:

    Całe Montevideo wisi na jednej linii? Nie mają rezerwowego zasilania?

  2. Jest elektrownia cieplna. Turbiny gazowe opalane ropą. Ale była całkowicie zgaszona i nie zdążyli uruchomić.
    Normalnie też elektrownie wiatrowe działają, linie dochodzą z różnych stron.
    Z wodnych idzie jedną linią.
    Widzisz na obrazku, że siec z powrotem stawiali na cieplnej.

  3. Bronek pisze:

    Mogliby wejść w pierścień małym stosunkowo kosztem z B.A. Ile to będzie? Z 300 km? A Salto Grande połączyć z siecią argentyńską, jest taka możliwość? Przecież Urugwaj to nie ma większego zapotrzebowania jak dwa nasze województwa lub Litwa. W ramach Mercosur nie można?

  4. Bronek pisze:

    Sytuacja ta mnie zainteresowała więc jeszcze podrążę temat; piszesz ” Pozostałe przewody by przejęły transmisję potrzebnej ilości prądu, albo przynajmniej nie przegrzałyby się przez czas rozruchu elektrowni na ropę w Montevideo” Przecież w przypadku doziemienia jednej fazy po zadziałaniu SPZ wyłącza się cała linia. Jak więc jest możliwa praca na dwóch fazach? Zabezpieczenia generatorów nie pozwolą na dwufazową pracę.
    Myślę, że oni mają jeszcze zasilanie rezerwowe tylko mniejszej mocy i jak SZR przerzucił na rezerwę to z powodu przeciążenia i rezerwa została wyłączona. Bardzo niekorzystny system mają w Urugwaju.

  5. @Bronek
    Z B.A. potrzeba albo kabel podmorski, albo linię prowadzić przez niedostępne bagna delty Parany, albo lądem jest ponad 500 km, dalej niż do Salto, a ostatnie 200 i tak by było tą samą linią.
    Następna kwestia- oprócz opisanej pięty achillesowej, Urugwajska sieć jest znakomita, niezawodnością dostaw i jakością prądu powyżej np. Polski.
    A argentyńska się sypie. I jak sam zauważyłeś, różnica wielkości jest duża i Urugwaj nie utrzyma Buenos w razie blackoutu. To nie ma sensu.
    Salto Grande jest wspólną elektrownią, na granicznej rzece i tamtędy idzie dystrybucja w jedna lub w drugą stronę.

  6. @Bronek
    Cały czas mi się wydawało i nadal wydaje, że ta linia ma sześć przewodów. Czyli faktycznie dwie linie. Ale przyznam, że miałem to gdzieś w podświadomości, mogę się mylić. Jak znajdę jakąś wiarygodną informację (na przykład sam się znajdę w okolicy) to ewentualnie zweryfikuję.
    Dzięki za czepianie się szczegółów.

  7. Bronek pisze:

    Jestem pewien, że z Salto Grande do Montevideo idą dwie linie. Nie wyobrażam sobie, że Montevideo jest zasilane jedną linią. Nie wiem, jaką moc transmituje ta linia, ale pewnie to będzie z 60% zapotrzebowania energii. Na Google obejrzałem zdjęcia, jest tam chyba 7 turbin, piękna inwestycja. Nie będę się licytował z Tobą, która sieć jest lepsza, ale przynajmniej z mapy widać, że Urugwaj to „trudny temat” dla energetyka. Właściwie jeden wielki ośrodek przemysłowy, geograficznie położony coś jak nasz Gdańsk, na uboczu kraju.
    Polska jest idealnym miejscem do stworzenia pierścienia i tylko niedbalstwo odpowiedzialnych za energetykę dopuściło do kiepskiego stanu sieci przesyłowych. Budowa sieci z podpinanych elektrowni wiatrowych ma sens w przypadku rozległych państw lub wspólnot gospodarczych. Wydawało mi się, że Urugwajczycy mają idealne warunki stawiania E.Wiatrowych na Atlantyku, ale widocznie ich wybrzeże nie jest wietrzne.
    Mam nadzieję, że Urugwajczycy nie ulegają pokusie budowy E.A. przy jednoczesnej likwidacji innych źródeł konwencjonalnych. To byłaby katastrofa.

  8. Wybrzeże jest wietrzne, wzdłuż wybrzeża ciągnie się pasmo wzgórz, idealne miejsce na elektrownie wiatrowe i tam są. Ale są też rozproszone po całym kraju. To działa bardzo dobrze, po prostu nie ma na razie żadnej potrzeby budowania morskich. I tak w przyszłym roku kończą rozbudowę energetyki wiatrowej na dużą skalę (jako pierwszy kraj na świecie z powodu zbudowania ile potrzeba)
    Żadnej EA nie będzie, bo nie ma takiej potrzeby, to nie jest kraj, który ma zwyczaj wywalać miliardy w błoto.
    A tutaj masz ostatnie 24 miksu energetycznego, niestety bez archiwum http://portal.ute.com.uy/

  9. Bronek pisze:

    A nic nie słychać o wspólnym rynku energetycznym Mercosur? To byłaby ciekawa koncepcja szczególnie przy elektrowniach wiatrowych. A tak poważnie, to taka Wenezuela powinna być poważnym eksporterem ekologicznej energii elektr. gdyż ma co najmniej dwa asy w rękawie; fotovoltaika i woda. Jak tam z warunkami budowy wiatraków to nie wiem, ale na pampasach wiatr ma dobre warunki. Ostatnie susze wykończyły ich system elektrenergetyczny. Wiem, że politycznie to socjalizm, ale Chiny również a jak dobrze sobie radzą.

  10. Eee? A co wiatrowe mają z tym wspólnego?
    Wspólny rynek Mercosuru to na razie mrzonki. Restrykcje walutowe, kompletnie niespójne ustawodawstwa i kompletnie różne systemy energetyczne.
    W skrócie: Wenezuela: całkowicie państwowy, uzależniony od hydro, susza wysadziła go w powietrze, dość słabe połączenia
    Brazylia- olbrzymi kraj, ale mocno niespójny wewnętrznie, oparty na wodnej.
    Argentyna- dopiero teraz powstał ogólnokrajowy system energetyczny.
    Paragwaj- dwie elektrownie wodne, z których 20% czy coś takiego wystarcza dla całego kraju, reszta to eksport.
    Urugwaj- po dziesięcioleciach miksu wody z dieslem i importu, wiatr zmienił obraz i z eksportu w szczycie państwowy monopol elektryfikuje wsie i wszystko inne.
    Wszędzie masz albo za dobre interesy aby to zmieniać (Urugwaj, częściowo Paragwaj), albo zbyt duży bałagan (Brazylia i Wenezuela), albo bałagan i nacjonalizm (Argentyna). Jakieś połączenia są, w jednolity rynek w przewidywalnej przyszłości nie wierzę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Follow rewolucja energetyczna on WordPress.com
%d blogerów lubi to: