Strona główna » energia elektryczna » Tani prąd dla gospodarki i przemysłu.

Tani prąd dla gospodarki i przemysłu.

Archiwum

Jednym z najstaranniej rozpowszechnianych i mocno propagowanych mitów przez interesy wielkiej energetyki jest teza, że energia odnawialna jest bardzo droga, zawsze taka będzie i jest to wyłącznie zabawka, a prawdziwej, taniej elektryczności może dostarczać wyłącznie węgiel/gaz/atom. Jak zwykle z propagandówką wielkich korporacji mamy kompletnie nieprawdziwą tezę, forsowaną w celu promowania brudnych (dosłownie) interesów, ale jej części składowe są już półprawdami. O tym warto wiedzieć i jeszcze lepiej wiedzieć, gdzie są w tym wszystkim kłamstwa i je umieć wychwycić. Jest to tym bardziej ważne, bo z tej kłamliwej tezy obecny polski rząd uczynił sobie kompas polityki przemysłowej.

W takim razie mamy 3 tezy:

  1. Energia odnawialna (w sensie PV i energetyki wiatrowej) jest bardzo droga.
  2. Zawsze taka będzie
  3. Nie może dostarczyć energii na wystarczającą skalę i zawsze będzie to zabawka.

Zacznijmy od ostatniego punktu. W rejonach, gdzie mamy niewielką populację i duże bezludne obszary z obfitością wiatru i słońca tej energii po prostu wystarczy. W każdym możliwym scenariuszu. To dotyczy całego Nowego Świata, Azji Środkowej czy pustyń Afryki. Dostępnych terenów położonych z dala od jakichkolwiek ludzkich osad jest wystarczająco, aby zastąpić wszystkie paliwa kopalne, użyć elektryczności do wytwarzania ciepła, paliw płynnych i gazowych i jeszcze zostanie.

Jak wspomniałem to nie są kłamstwa. To umiejętnie zmieszane półprawdy. Czyli też kłamstwa, ale takie, którym osoba nie znająca dogłębnie problemu nie będzie potrafiła nic zarzucić. Na drugim biegunie zużycia energii mamy gęsto zaludnione kraje, z rozbudowanym energochłonnym przemysłem i być może gorszymi warunkami dla energii odnawialnej. Są to Niemcy, Japonia, Wielka Brytania i państwa-miasta jak Singapur i Hongkong. Możemy do tej listy dołożyć wschodnią część Chin. Pomimo tego, każdy z tych krajów dysponuje wystarczającą powierzchnią, aby pokryć szczytowe zapotrzebowanie za pomocą energii słonecznej. Nawet szarobura Wielka Brytania i betonowy Singapur. Szczytowe zapotrzebowanie za pomocą fotowoltaiki to ciągle jest w granicach 15-30% rocznego zapotrzebowania. Niedużo, ale zdecydowanie więcej niż „ilość hobbystyczna”. Do tego dokładamy energetykę wiatrową. W Wielkiej Brytanii bez żadnych problemów, przełomów technologicznych, etc. już dziś może zapewnić około połowy potrzebnej energii. Tyle dostarcza w Danii, nie tak wiele mniej w Urugwaju, to tym bardziej może w doskonałej wiatrowo Wielkiej Brytanii. Nie mam danych z samej Szkocji, ale patrząc jak często zdarza się tam produkcja powyżej 100% zużycia, to być może ta część UK już się zbliża do połowy produkcji prądu z wiatru. W Niemczech problem polega na sporo gorszych warunkach wiatrowych, ale i w relatywnie małym kraju o ogromnym zużyciu energii po prostu kończy się miejsce na nowe wiatraki. Jeszcze jest, jeszcze można wymieniać na lepsze modele, ale problem już widać na horyzoncie. I tu mamy drobną część prawdy w tym wiadrze g… W Japonii problem braku miejsca na wiatraki widać jeszcze wyraźniej. W Singapurze w ogóle wiatraki nie mają sensu. Odpowiedzią są morskie elektrownie wiatrowe. Tak, i one są droższe. Ale dla bogatych i uprzemysłowionych krajów to stanowi znacznie mniejszy problem.

2. Energetyka odnawialna nie będzie droga. Już dziś jest tania, ale ceny energetyki odnawialnej ciągle spadają i w przewidywalnej przyszłości spadać będą, więc będzie jeszcze tańsza. Tylko, że ta teza odnosi się do kosztów sprzętu. A co z kosztami paliwa? Cóż, jakby to powiedzieć, wiatr i słońce są za darmo i takie w przewidywalnej przyszłości pozostaną, czego nie da się powiedzieć o żadnych paliwach kopalnych. I tu mamy najważniejszą w tym wszystkim sprawę:

ad. 1.

Energetyka odnawialna może być przy zakupie tania lub droga, zależy jakie mamy warunki, alternatywy i jak zaawansowany technicznie sprzęt kupujemy. Ale po spłacie kredytów (czy amortyzacji) na sprzęt, produkcja prądu wymaga wyłącznie konserwacji. To oznacza, że po spłaceniu sprzętu, praktycznie zawsze energia z wiatru i słońca jest tańsza od tej wyprodukowanej z węgla, gazu i uranu. Co więcej, elektrownie wiatrowe mają sporo części mechanicznych, są poważnymi konstrukcjami, to wszystko zużywa się, wymaga konserwacji i w końcu trzeba rozebrać. Elektrownie słoneczne ulegają stopniowej degradacji, ale tak naprawdę jeszcze nie wiadomo kiedy przestaną w ogóle działać, bo najstarsze działają prawie 4 dziesięciolecia i nadal produkują zauważalne ilości prądu.  Obsługa i konserwacja jest absolutnie minimalna i po ich spłaceniu prąd jest zasadniczo darmowy.

Oczywiście, ktoś musi być właścicielem i coś tam zarabiać, choćby po to, aby tego pilnował. Ale jeśli mówimy o wielkich elektrowniach słonecznych na pustyniach, albo z drugiego bieguna- konstrukcjach dachowych, to ich koszty utrzymania są absolutnie minimalne.

Jeśli mówimy o taniej energii, to mówimy dokładnie o takiej polityce. Aby w kraju powstało jak najwięcej elektrowni słonecznych, które spłacą kredyty zaciągnięte na ich budowę i będą mogły istnieć i działać podłączone do sieci jeszcze przez dziesięciolecia i to wszystko będzie mieć ekonomiczny sens.

Jak to zrobić? Tak, jak ze wszystkim, najlepsze rozwiązanie wymyślili Niemcy, a ulepszyli Japończycy. Brać i kopiować.

Instalacje dachowe otrzymują gwarantowaną stawkę za oddany do sieci prąd, co pozwala spłacić kredyt. Później nadal produkują, ale właściciel stara się to samemu zużyć, albo dostaje stawkę spot. Wystarczająca ilość takich instalacji sprawia, że w okolicach południa ceny prądu, zamiast szybować w górę gnane popytem przemysłowym, szorują o dno, bo rynek jest zalany praktycznie darmowym prądem z fotowoltaiki. Przemysł kupujący prąd za stawki uzależnione od hurtowych cen prądu, może produkować taniej. I to jest dokładnie tania energia. Ta, która sprawia, ze niemiecki przemysł ciężki ma się bardzo dobrze, a z okolicznych nie za wiele zostało.

Taka polityka sprawiła, że w Niemczech jest zainstalowane prawie 40 GW mocy PV, za które raty kapitału są spłacane, a jednocześnie dostarczają darmowego prądu do sieci. W ulepszonej wersji ta polityka sprawiła, że w ciągu ostatniego roku w Japonii zainstalowano około 20 GW (prawdopodobnie i według zgadywania, bo w sprawozdawczości w energetyce w Japonii jest nieopisany burdel, taki jak w kwestii inspekcji i bezpieczeństwa elektrowni atomowych. Być może zresztą ten brak rzetelnych danych służył do regularnego ukrywania awarii w atomie– tego nie wiem i pewnie nikt nie wie.)

Podsumujmy: jeśli pominiemy koszty kapitałowe, to najtańszymi znanymi obecnie ludzkości źródłami energii elektrycznej są energetyka wodna oraz fotowoltaika. Wynika to z długowieczności instalacji i małych potrzeb w zakresie obsługi. Na następnym miejscu jest energetyka wiatrowa. Pozostałe rodzaje elektrowni- zależnie od aktualnych cen paliw.p

A wracając do tego pięknego kłamstwa, które jest rozpowszechniane przez wielkie korporacje. Służy ono oczywiście temu, aby biznes węglowo-gazowo-atomowy mógł toczyć się dalej. Na dziś to nie jest już żaden rozwój, na dziś to jest po prostu metoda łupienia gospodarki przez kartele i przy okazji niszczenia środowiska. W tym wszystkim nie mam wielkich pretensji do samego kartelu, każdy chce żyć. Jednak zadaniem społeczeństwa, państwa i polityków jest powstrzymać to towarzystwo i dbać o poprawę gospodarki i środowiska przez dostarczanie czystej i taniej energii. A na dziś ten problem sprowadza się do znacznie prostszego: „Jak stworzyć takie warunki, w których zostanie sfinansowana budowa jak największej ilości energetyki słonecznej i wiatrowej, która następnie będzie jak najdłużej dostarczać energię już po spłaceniu kapitału, jedynie po kosztach eksploatacji?”

Jak najlepiej i najefektywniej to zrobić też w sumie dość dokładnie wiadomo. A kto podaje opinii publicznej inne rozwiązania ten albo nie wie o czym mówi, albo wie i świadomie kłamie. I adresatem tego są głównie politycy. Osobiście nieuczciwi lub niedouczeni, nie rozumiejący podstaw fizyki i ekonomii oraz ulegający wpływom lobbystów. A ja nie mam odpowiedzi na pytanie czy podejmujący decyzje w imieniu milionów ludzi gorszy jest nieuk czy złodziej.

 

Advertisements

3 komentarze

  1. PawelW pisze:

    Pytanie brzmi, dlaczego u nas nie ma orłów, którzy by z takim planem jak Niemcy jako pierwsi wystartowali… ile można kopiować? Fajnie by było w końcu mieć pionierów w jakiejś dziedzinie, którzy w związku z tym rozwój kraju by do przodu pchali a jednocześnie stwarzali możliwości dla szerokich rzesz … i żeby im nie rzucano ciągle kłód pod nogi…

  2. Pytanie brzmi: dlaczego nie ma orłów, którzy potrafią chociaż inteligentnie skopiować dobre rozwiązania. Tu nie trzeba nic wymyślać, tu trzeba tylko rozumieć co się robi i skopiować co działa…. A wymyślenie nowego i wdrożenie…

  3. Wojtek inzynier pisze:

    Taka ciekawostka, tak na marginesie może wtedy w Polsce nie będzie już się budowało nowych elektrowni węglowych 🙂

    http://futurism.com/building-big-forget-great-wall-china-wants-build-50-trillion-global-power-grid-2050/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow rewolucja energetyczna on WordPress.com
%d blogerów lubi to: