Strona główna » energia elektryczna » O inwestowaniu w czystsze spalanie

O inwestowaniu w czystsze spalanie

Archiwum

Jedna z dróg dojścia do czystego środowiska polega na tym, że są wprowadzane coraz ostrzejsze normy emisji spalin, budowane są nowe elektrownie gazowe. Następnie to wszystko uzupełnia się powoli zwiększaną ilością energii odnawialnej. Idea jaka temu przyświeca, to poprawianie istniejącego systemu i jego elementów, takich jakie są. Rozsądne, ostrożne podejście. Właściwie jedyne możliwe, gdy nie da się wymienić całego systemu szybko (a zwykle się nie da). To jest na przykład polityka Unii Europejskiej. Stopniowo zaostrzane normy emisji spalin, powoli zwiększane wymagania co do udziału energii odnawialnej w gospodarce. Ale czy to jedyne podejście? Czy najlepsze?

Jak zwykle Urugwaj jest ciekawym przykładem. Na początku rewolucji w energetyce, zużywana elektryczność pochodziła po około 1/3 z elektrowni wodnych, elektrowni opalanych ropą i importu. Plan był taki jak wszędzie- zastąpić ropę gazem ziemnym, dołożyć energetyki wiatrowej w miarę możliwości i potem może kiedyś trochę fotowoltaiki.

Cóż…. Budowa elektrowni gazowej oraz gazoportu to relatywnie prosta sprawa, znana w przemyśle dookoła świata, wiadomo jak się za to zabrać, etc. Ogłoszono przetarg, ktoś go wygrał i wziął się do pracy.

Jednocześnie rozpoczęto zastanawianie się i planowanie rozwoju energetyki wiatrowej. Właściwie budowy zaczęły się znacznie później. Cały plan ogłoszono zaraz na początku prezydentury Jose Mujicy, w 2010, planowanie i budowa gazoportu i elektrowni gazowej rozpoczęły się od razu, budowa na poważnie elektrowni wiatrowych dopiero w 2012-13 roku.

Mamy dziś koniec 2016 roku. Sytuacja jest taka, że rozbudowa energetyki wiatrowej się kończy. Nie dlatego, że coś poszło nie tak. Wręcz przeciwnie. Chętni do budowy elektrowni wiatrowych ustawili się w kolejce i nadal chętnie by się ustawiali. UTE, czyli państwowy monopol energetyczny płaci operatorom stałą stawkę przez 15-20 lat, co się im znakomicie opłaca, bo rezygnują z drogiego importu, a czasem eksportują. Kiedy zostaną zakończone wszystkie bieżące projekty, energetyka wiatrowa będzie dostarczać około połowy elektryczności w kraju. A mają być zakończone w przyszłym roku.

Czytelnicy zapewne teraz pomyślą, ze wszystko poszło zgodnie z planem, elektrownia gazowa sprawnie pracuje i dostarcza prądu, który w całości za dwa lata będzie dostarczany przez elektrownie wiatrowe i wodne, prawda?

Nieprawda. Zacznijmy od tego, że elektrowni gazowej ani gazoportu jeszcze nie ma. Elektrownia będzie gdzieś za rok, może dwa, gazoport… Cóż. Firma go budująca zbankrutowała, po kilku miesiącach debat parlament podjął decyzję, że jednak budowa będzie dokańczana. Już chyba wybrano nowego wykonawcę, może skończy przed wybudowaniem elektrowni, a może nie. Jeśli nie, to elektrownia będzie pracować na oleju opałowym. Czyli znikoma oszczędność emisji CO2 i żadna finansowa wobec aktualnej. CHoć nawet gdyby obecną zastąpiono nową, nawet opalaną olejem, to i tak poprawa środowiska byłaby znaczna, bo obecna elektrownia wybudowana w latach 30-tych, jest w kotlinie w centrum Montevideo, a niedopalona surowa ropa zdecydowanie nie poprawia stanu miejskiego powietrza.

Tyle, że ta elektrownia już dziś prawie nie pracuje, i z dnia na dzień coraz mniej. Akurat jest wyjątkowo mokry rok i elektrownie wodne dostarczają więcej niż zwykle prądu, ale to akurat jest trend wynikający z kierunku zmian klimatycznych.

Stąd, w perspektywie 2-3 lat można przypuszczać, że elektrownie wiatrowe dostarczą 45-50% elektryczności, wodne 40%, słoneczne 10-15% i dodatkowe źródło energii w systemie jest potrzebne tylko na ekstremalne sytuacje. Takie jak kilka zimowych dni bezwietrznej pogody (aż wyczerpie się zapas wody w zaporach elektrowni). To jest możliwa sytuacja i będzie się zdarzać. Ale na te kilkanaście- kilkadzeisiąt godzin w roku rozsądniej by było po prostu zostawić obecną elektrownię, ewentualnie kupić trochę tanich generatorów i umieścić je w strategicznych miejscach sieci, a docelowo po prostu przejść na akumulatory.

A tak zostało wydane już kilkaset milionów dolarów, całość inwestycji wyjdzie zapewne poniżej dwóch miliardów. Albo i nie. I będzie kompletnie, całkowicie bezużyteczna. Ale rozsądnie rzecz biorąc, w 2010 oprócz największych optymistów, nikt się tego nie spodziewał.

Sieć dystrybucji gazu istnieje wyłącznie szczątkowa, więc zbyt wielu innych klientów nie będzie. Stąd cały gazoport też można określić jako inwestycję  zwyczajnie bezużyteczną. Ogrzewanie budynków jest stopniowo wymieniane na elektryczne, rozbudowa sieci dystrybucji gazu jest pozbawiona większego sensu. Zapewne dla odbiorców przemysłowych może to być atrakcyjne paliwo, ale to koniec potencjalnego zapotrzebowania. Setki milionów w plecy.

Kolejną z wielkich inwestycji w ramach poprawiania stanu środowiska była instalacja odsiarczania paliw w rafinerii w Montevideo. Przedtem sprzedawany olej napędowy zostawiał ładną żółtą chmurkę. Sprzedawany olej opałowy nadal jest bardzo solidnie zasiarczony.

Ale dlaczego się czepiam? Rafineria jest częścią państwowego monopolu paliwowego, Ancap, który jako jedyny jest importerem i hurtowym sprzedawcą paliw.  Oczywiście firma ta także wykonywała państwową politykę rewolucji energetycznej. Oprócz modernizacji rafinerii Ancap zbudował gorzelnie, które produkują spirytus dolewany do benzyny, obecnie 10%. Czym zyskał wiernych i oddanych fanów w rejonie uprawy trzciny cukrowej, pogrążonym od lat w beznadziejnym zjeździe ekonomicznym.

Tak samo solidnie wzrosła produkcja biodiesla, nawet zbudowano sieć recyclingu używanego tłuszczu kuchennego (co oczywiście jest bardziej symboliczne i nakręcaniem poparcia niż prawdziwym źródłem paliwa). To  zbieranie tłuszczu obniża jednak koszty oczyszczania ścieków, czym też zajmuje się państwowa firma, więc jest to po prostu synergia dla wspólnego rozwoju.

Nie odbywa się to na skalę brazylijską, nawet dla nowych samochodów nie jest wymagana możliwość jazdy na czystym etanolu i nadal większość paliwa stanowią pochodne ropy naftowej. Więc instalacja odsiarczania była dobrą inwestycją? Jasne, pomoże środowisku i trwałości silników. Ale z drugiej strony wygląda na to, że bez wprowadzania norm Euro 4 i wyższych transport będzie w całości elektryfikowany i cały, lub większość problemu rafinacji ropy po prostu zniknie. Na to nakładamy fakt, ze rafineria w Montevideo jest po prostu mała i jako taka ma dość wysokie koszty przerobu. Ancap już teraz dość często zawiesza produkcję i sprowadza gotowe paliwa, bo ma to więcej sensu.

Te dwie rzeczy sprowadzają nas do zasadniczego problemu- jeśli i tak planujemy określoną zmianę, w tym przypadku największą możliwą skalę rezygnacji z paliw kopalnych (i coraz bardziej okazuje się, że oznacza to 100% RE w relatywnie krótkiej perspektywie),to czy warto poprawiać, inwestować i nieco zwiększać wydajność dotychczasowych rozwiązań?

Czy jednak lepiej po prostu od razu wszystko to, co będzie docelowo niepotrzebne, spisać na straty, używać i nadużywać dopóki jest potrzebne, jeśli się rozpadnie– zamienić na najtańszą możliwą prowizorkę, a w tym czasie budować jak najporządniejszy docelowy system i mieć na to więcej wolnych środków?

Pytanie można pozostawić otwartym, aczkolwiek moje zdanie jest takie:

Tam, gdzie są pieniądze, ale gospodarka jest zbyt duża, aby przestawić ją w całości na nowy system w rozsądnie krótkim czasie, rozsądnie jest podjąć działania zmniejszające emisje starego systemu. To robi Unia Europejska i ma to sens. Na skale gospodarki wielkości europejskiej przestawienie się w całości na gospodarkę odnawialną w krótkim czasie nie jest możliwe. Nawet gdyby podjęto w końcu taką decyzję, i tak nadal i jeszcze długo sprzedawano by nowe samochody z silnikami spalinowymi, a zamykane elektrownie węglowe trzeba by zastępować, przynajmniej w części, gazowymi. Z dwóch bardzo prostych powodów- na całym świecie nie ma dziś wystarczających możliwości wytwarzania elektrowni wiatrowych, paneli fotowoltaicznych i baterii do samochodów elektrycznych, aby od razu zastąpić stary system. Drugi powód to istnienie przemysłu wytwarzającego to wszystko. Są to w skali Europy miliony miejsc pracy, których nie można zlikwidować razem z dnia na dzień. Firmy muszą zmienić profil produkcji, ludzi trzeba przeszkolić, albo część musi znaleźć inne zajęcia.

Skrajnością wobec tego jest kraj, który nie ma żadnego z powyższych problemów oraz znacznie bardziej ograniczone środki. Czyli na przykład Urugwaj. Nawet całkowita i szybka transformacja całej gospodarki jest doskonale możliwa w dzisiejszym świecie. Nie ma problemu wielkich sektorów gospodarki uzależnionych od dotychczasowego modelu, i tak całość potrzebnego sprzętu pochodzi z importu i nie ma żadnego problemu z natychmiastowym dostarczeniem całości tego co potrzeba. W końcu większość elektrowni wiatrowych zbudowano przez ostatnie półtorej roku, a pozostała część powstanie w następny rok.

Stąd- pomysł budowania gazoportu i elektrowni gazowej oraz instalacji odsiarczania diesla wyglądał na rozsądny w 2010 roku. Dziś okazuje się, że całe to ulepszanie poprzedniego systemu było tylko wyrzucaniem pieniędzy w błoto i nie należało tego robić, a sprawa obecnego dokańczania rozgrzebanej inwestycji wygląda jeszcze gorzej. To będzie się ciągnąć smrodkiem politycznym przez dziesięciolecia.

Z drugiej strony decyzja o pozostawieniu naprawdę trującej elektrowni w centrum Montevideo aż do zastąpienia w całości wiatrem i słońcem w roku 2010 by wyglądała na szaloną. Dziś byłaby jedyną rozsądną.

A 2 mld dolarów to akurat mniej- więcej tyle ile potrzeba na elektryfikację całości transportu miejskiego w Urugwaju.A wymiana pojazdów napędzanych silnikami Detroit Diesel serii 71 na elektryczne byłaby większym skokiem komfortu życia i czystości powietrza niż samo zamknięcie elektrowni…

UPDATE:

Już po opublikowaniu tego wpisu parlament Urugwaju powołał komisję śledczą w sprawie gazoportu… Jest spore prawdopodobieństwo, że prace komisji opóźnią dokończenie budowy.

Reklamy

3 Komentarze

  1. Wojtek pisze:

    Ciekawe. Oby kiedyś u nas był taki mądry rząd.

  2. brysio pisze:

    A nie lepiej przerobić ją na LPG?

  3. @brysio
    Wszystko można, ale po co? 95% elektryczności nie wymaga żadnego paliwa, jakakolwiek łatwa i tania będzie reszta, i tak będzie droższa niż prąd z wiatraków. Po co inwestować w to choć złotówkę?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Follow rewolucja energetyczna on WordPress.com
%d blogerów lubi to: