Strona główna » transport » Chevrolet Bolt, czyli prawdziwa rewolucja w transporcie.

Chevrolet Bolt, czyli prawdziwa rewolucja w transporcie.

Archiwum

GM zaprezentowało nowy model. Prezentuje kilkanaście/kilkadziesiąt rocznie, więc co w tym dziwnego?

Otóż to, że tym razem jest to samochód elektryczny. Też właściwie nic dziwnego, prawie każdy producent ma w ofercie jakiś samochód elektryczny, głównie dlatego, że są do tego zmuszani przez regulacje na niektórych rynkach.

Te samochody „regulacyjne” to jest, powiedzmy sobie szczerze, w lwiej części dziadostwo, którego kijem nie należy dotykać. I mam poważne podejrzenia, że dokładnie tak zostały zaprojektowane. Aby wielkie koncerny motoryzacyjne mogły pokazać, że co prawda samochód elektryczny da się zbudować, ale będzie marny, słaby o żenującym zasięgu i bez dotacji nie wart uwagi.

Stąd synonimem porządnego samochodu elektrycznego jest Tesla. I stała się rzecz niespodziewana. Wielki koncern General Motors zaprezentował Chevroleta Bolt. Samochód nudny jak Chevorlet, standardowy jak produkt GM i bez wyrazu jak Opel. I do tego elektryczny. O zasięgu ponad 300 km. I cenie mieszczącej się w granicach rozsądku, czyli od 37 tys USD. Przyzwoita moc, przyzwoity zasięg, szybkie ładowanie i parę innych rzeczy, których oczekujemy od porządnego samochodu elektrycznego.

A to wszystko w pojeździe, który jest podobny do wszystkiego.

I dlatego jest to świetny samochód i świetna wiadomość. Samochód absolutnie nie dla mnie. Ja lubię i doceniam wzornictwo przemysłowe i sztukę użytkową. Lubię samochody, tak jak i inne rzeczy spełniające pożyteczne role w życiu, kiedy są ładne, proporcjonalne, a proporcje i forma wynikają z funkcji. Stąd zapewne byłbym jeździł włoskimi samochodami, gdybym nie stawiał praktyczności nad formą.

I dokładnie dlatego w życiu nie wybrałem jako swojego pojazdu Opla czy Chevroleta i zapewne tego nie zrobię. Ale jest mnóstwo ludzi, a jeszcze więcej firm, dla których stylistyka i forma użytkowa mają małe lub żadne znaczenie. Ci ludzie zawsze będą zadawać pytania dlaczego i po co mają kupić Teslę ze wszystkimi dziwnymi gadżetami, skoro mogą kupić zwykły samochód. I dziś GM zaoferował taki zwykły samochód. Ekstremalnie zwykły. Nie opisywałem go tu dokładniej, bo się nie da. Gdyby stu ludziom pokazać Chevroleta Bolt i poprosić o opisanie, zapewne 50 by opisało: no…, yyy…, taki samochód, następnych 30 zapytało się:”a tu był jakiś samochód?”, a pozostałych 20 trzeba by było obudzić, bo nie doczekali się niczego zauważalnie interesującego.

I to jest rewolucja. Zwykły samochód, ale elektryczny. Którzy kupią właściciele Opli, będą jeździć tak samo jak zawsze, tylko inaczej tankować. W Europie już pewnie zmieniali sposób tankowania, z benzyny na diesla i być może z powrotem, może też na gaz. Ładowanie nic nie zmieni w ich życiu i korzystaniu z samochodu. I to właśnie jest wyrok na producentów silników spalinowych. Koniec. Ludzie dostali prawdziwy wybór. Nie w każdym miejscu, nie w każdym przedziale cenowym i klasie samochodu. Ale jest zwyczajny samochód, ale elektryczny. Żaden dziwoląg, a wręcz przeciwnie, po prostu dobry samochód.

Advertisements

21 komentarzy

  1. Wojtek inzynier pisze:

    37 000 USD to wciąż kupa kasy. Wiem, to znacznie mniej niż za Teslę, ale taka najtańsza Tesla przynajmniej wygląda na te swoje 2 razy więcej niż Bolt. Bolt wygląda na maksymalnie 25 000 $ i tu widzę problem.

    Rewolucja wg mnie przyjdzie, gdy w tej samej cenie stanie obok siebie w salonie samochód spalinowy i elektryczny. Wtedy mimo braków w infrastrukturze ładowania, wielu ludzi, jak nie większość, pokusi się o samochód elektryczny. Co tam, że podróże staną się wyzwaniem, że muszę zamontować ładowarkę w domu, ale będę jeździć taniej, ciszej.

    Pomijam ekologię – w Polsce diesle są bardziej ekologiczne niż prąd z naszych elektrowni (czytałem szacunek, że obecne diesle są na poziomie 02 a elektryczne w Polsce to niestety 165 g CO2).

    Oczywiście Bolt cieszy mnie tak samo jak Autora. Jednak wg mnie to tylko kolejny krok do rewolucji, a nie rewolucja sama w sobie. Ta nastąpi, gdy za np 85 000 zł będzie stał Nissan Leaf/Renalt Zoe w salonie (wersje z większymi akumulatorami już z nami są, tylko kosztują 2 razy więcej).

  2. Wojtek inzynier pisze:

    errata
    dzisziejsze diesle emitują ~140 g C02 na 1 km, a jeżdżąc na prądzie w Polsce emitujemy 165 g C02 na 1 km.

  3. Wojtek inzynier pisze:

    I dodam, że choć kocham samochody, to obecne spalinowce są dla mnie parowozami z początku XX wieku. Nie mogę się doczekać rewolucji w transporcie.
    Dziękuję też Autorowi za zainteresowanie elektrycznymi „odrzutowcami”. Co ciekawe Airbus/Siemens od kilku lat ma takie coś, aż mi wstyd,że o tym nie wiedziałem.

  4. Migrant Worker pisze:

    Wojtku, cena to nie problem – jeśli się przyjmie, że nie każdy musi mieć samochód. Co jest rozsądnym założeniem, z wielu powodów.

  5. Wojtek inzynier pisze:

    Migrant Worker

    Samochód daje wolność – rezygnacja z niego to krok do tyłu. Oczywiście nie każdy potrzebuje wolności przemieszczania się, ale tylko samochód pozwala wyskoczyć w góry/nad morze spontanicznie, bez planów, szukania biletów, połączeń. Wożenie chorującego dziecka zamiast wzywanie lekarza do domu jest jeszcze lepszym argumentem za samochodem.

    Czytam od lat exignoranta, znam koncepcję cofnięcia się ludzkości w rozwoju. Nie zostałbym inżynierem, gdybym się z nią zgadzał.

  6. Cenę samochodu elektrycznego vs. spalinowego wypada skorygować o koszty eksploatacji. A dla elektryka to jest 20-35% tego co w spalinowym. Tu dane dla podobnego spalinowego w USA https://www.edmunds.com/chevrolet/cruze/2015/cost-to-own/
    Prawie 10 tys USD przy 75 tys. mil w ciągu 5 lat.
    W momencie wydania 25-30 tys USD na eksploatację benzynowego ceny się wyrównują.
    Czyli przebieg około 200 tys mil/320 tys km wyrównuje koszt zakupu + eksploatacji w warunkach USA.
    Prawie wszędzie indziej koszty paliwa są wyższe, a często również serwis, co ten przebieg skraca.
    Spokojnie można powiedzieć, ze w Europie Zachodniej i podobnych kosztowo miejscach przy przebiegach 50 tys rocznie Chevrolet Bolt wyjdzie taniej niż Cruze

  7. Wojtek inzynier pisze:

    Niby tak, ale 50 000 km rocznie nie robią samochody tak małe i raczej mniej wygodne o zasięgu 300 km i długim ładowaniu. Na pewno jest potencjał na samochód miejski dla kuriera itp. Ale zwrot różnicy ceny musi nastąpić do 100 000 km, dalej to nie ma sensu (koniec gwarancji, firma się pozbywa samochodów najczęściej wtedy – tak też kalkuluje leasing by tak to nastąpiło).

    Trzymam kciuki za Bolta – choć póki co to jedynie krok po Nissanie Leafie (podobna cena, lepszy zasięg).

  8. Chyba nie do końca skojarzyłeś wielkość. Przecież to jest segment C. Czyli zwykły samochód rodzinny. Konkurencja dla Hondy Civic i VW Golfa, najbliżej spokrewniony z Cruze.
    Nie spodziewam się szalonej sprzedaży i samochodu dla każdego. Ale chodzi o to, że jest to mainstreamowy, porządny samochód. Z ładowarką ChaDeMO powinno być około 200+ kilometrów zasięgu w godzinę ładowania, to jest akceptowalne.
    Po prostu zwykły samochód, za cenę dostępną dla sporej części zachodnich społeczeństw, a dla części po prostu opłacalny jako najtańsza alternatywa. To jest wejście z buta razem z drzwiami w mainstream. I o to mi chodziło w tekście.

  9. Migrant Worker pisze:

    Wojtku, z cofaniem się w czasie nie ma to nic wspólnego. To prosta ekonomia- jak kogoś nie stać na jakąś rzecz, to w końcu sobie życie zorganizuje tak żeby się bez tej rzeczy obejść i wtedy przestaje ją kupować. Zauważ że i ty nie proponujesz kupowania samolotu w celu spontanicznego wyskakiwania na Malediwy – czemu? Co to, jakieś mniej spontaniczne by było? 😉

  10. ZQW pisze:

    Mnie też bardzo cieszą tego typu samochody. Są segmenty rynku, gdzie mogą być prawdziwym hitem np. jako miejskie samochody na minuty np.
    https://www.traficar.pl/
    Samochody miejskie serwisantów.
    Podstawowe samochody na niewielkich wyspach typu Karaiby, Kanary, Islandie, Tajwany itp.
    Biorąc takie auto w finansowaniu na 10 lat rata wynosi ok. 8 USD dziennie.
    Może 2 USD więcej dziennie niż rata za spaliniaka, a odpadają koszty olejów, smarów, paliwa itd. Rzecz jak najbardziej warta rozważenia.

  11. 300 km zasięgu + szybkie ładowanie to jest całkowicie wystarczające dla 90% użytkowników samochodów. Z grubsza rzecz biorąc nie wystarczy tym, którzy dzień w dzień spalają bak w całości. Ale takim Tesla S 100 i tak by pasowała bardziej niż spalinowe. Ograniczeniem pozostaje tylko gęstość sieci ładowania, ale to w cywilizowanych miejscach już przestaje być problemem.

  12. futrzak pisze:

    Wojtek Inzynier:

    A tak przy okazji, pamietasz jak napierałeś na toyote Mirai, odskarzajac o naiwnosc i nieakceptowanie „faktow” autora bloga?

    No to masz:
    http://qtelegram.com/shift-toyota-is-shifting-towards-electric/1535

    „Toyota also has to review its strategy with respect to hydrogen. This other fuel electric cars still poses serious problems including refueling infrastructure – which is nonexistent. However, it is inconceivable that Toyota abandons this sector. Even if, for example, it only sold 813 copies of his Mirai US since its marketing in October 2015. And even if acknowledged in a statement Thursday that it was necessary to turn to the all-electric battery.”

  13. futrzak pisze:

    Jest dokladnie tak, jak rewolucja pisal. Samochod na ogniwa jest mozliwy do zrobienia i zostal wyprodukowany, ale od strony ekonomicznej zupelnie nie ma sensu i nie jest zadna konkurencja w stosunku do elektrykow.

  14. Wojtek inzynier pisze:

    Dzięki za linka. Pytanie jak jest w Japonii. I czy w jakimkolwiek kraju Toyota planuje zbudować infrastrukturę. Sam ostatnio czytałem o grafenowych bateriach (liczyłem, że może Morawiecki coś pójdzie w tym kierunku, skoro chce budować samochody elektryczne i mamy zaczynać z czymś nowym), ale to Elon Musk od 2 lat nad tym pracuje. Ładowanie zajmie 15 minut. I to już będzie koniec dla Mirai i innych samochodów – spalinowych.

  15. futrzak pisze:

    No więc wygląda na to, ze bylo duzo zapowiedzi, bicia piany, planów i cudów wianków a jak narazie … do maja 2016 w Japonii bylo tylko…80 stacji ładowania.
    I nie widac, zeby komukolwiek sie spieszylo ze zwiększaniem tej liczby.

    Bo to po prostu ekonomicznie nie ma sensu, a Toyota kompletnie poszla w zlym kierunku, z czego dzisiaj jak widac sie rakiem wycofuja.

    A Tesla Gigafactory juz produkuje.

  16. Wojtek inzynier pisze:

    Tesla do 80 superchargerów też nie doszła w pierwszym roku działalności. Ale generalnie masz rację – Teslę każdy mógł naładować w domu. Mirai nie zostanie naładowany nigdzie indziej, niż w tych 80 punktach. Czyli Elon miał od początku racje.
    Jeśli opracuje grafenowe baterie i będą one naprawdę pozwalały na ładowanie do pełna w 15 minut, wtedy mamy zwycięzcę w tym wyścigu.

    Ale są dwa potężne ale
    1. jak wygląda utylizacja/regeneracja i ekologiczność produkcji akumulatorów Tesli? Może to były mity, ale 10-15 lat temu słyszałem, że Toyota produkcją hybryd – ich akumulatorów, powoduje ogromne szkody środowiskowe, w żaden sposób nie równoważone przez ekologiczność Priusa

    2. Jeśli Tesli się nie uda zrobić tych grafenowych akumulatorów, Toyota wciąż będzie mogła przeważyć szalę na swoją stronę, jeśli rozbuduje infrastrukturę. Zapewne się jej nie uda, ale proszę pamiętać – to największy producent samochodów na świecie z ogromnymi zyskami dotąd i ogromnym kapitałem. Problemem może być jednak mentalność Japończyków – im starsi, tym wyżej w struktorze firmy. A najstarsi z ludzi nie mają skłonności do ryzyka i zmian/rewolucji. Jednak Priusa a teraz Miraia zrobili.

  17. @Wojtek Inżynier
    Tesla w Gigafactory ma na miejscu automatyczną liniędemontaży i całkowitej reutylizacji baterii. O ile się orientuję w technologii, podejrzewam, że przy recyclingu grafit z baterii może być spalany, ale reszta na pewno odzyskiwana.
    Kwestia toksyczności to w dość dobrym przybliżeniu kwestia zawartości metali ciężkich. Lepsze baterie lat 90-tych to była czysta trucizna dla wszystkiego, nikiel i kadm, dziś sytuacja jest zupełnie inna.
    2 Po jaką cholerę ci dziś akumulatory z grafenu, czy innego unobtanium?
    Masz dwie podstawowe liczby- 200 Wh/kg jako state of the art dziś i 2,5-3 kWh jako substytut 1 litra diesla. I przelicz sobie jakiego pojazdu dziś potrzebnego nie da się z tego zrobić, po odjęciu ciężaru wszystkich niepotrzebnych rzeczy.
    Hint- wodór zamiast baterii to naprawdę bzdura, przynajmniej w pojazdach lądowych.

  18. Wojtek inzynier pisze:

    1. Dzięki za odpowiedź, bardzo bałem się, że niewiele z tym zrobiono przez minione lata i problem z CO2 zastąpimy innym

    2. Mi chodzi tylko o czas ładowania. Jako przygoda, gdy podróż to tylko przyjemność i mamy na nią dużo czasu – żaden problem.

    Ale w rzeczywistości 15 minut na stacji to maks, ile człowiek wytrzyma. Przynajmniej ten, pamiętający samochody spalinowe.

    Sam przestawiłem się z ładowania telefonu co 4 dni na ładowanie 2 razy dziennie i rozumiem, że można zrezygnować z czegoś, by coś zyskać. Nie mam pojęcia kto wygra, ale kibicuje Tesli by zeszła z ładowaniem do tych 15 minut. Wierzę, że wtedy szybciej dokona się rewolucja w transporcie.

    Należy jednak pamiętać, że samochody benzynowe też miały bardzo ciężko na początku, benzynę kupowano chyba w aptekach(?), a spalanie węgla/drzewa było powszechne. Rafienerie to było coś bardzo zaawansowanego ponad 120 lat temu. Stąd rozumiem opór do wodoru (zwłaszcza strata w wydatku energetycznym), ale naprawdę sporo zależy od infrastruktury, cen i czasu ładowania.

  19. @Wojtek Inżynier
    Bateria Tesli może podać jakieś 6-8C w trakcie przyspieszania.
    Jak chcesz dokładnej liczby to weź przyspieszenie (2,4 s do 100 km/h), masę, potrzebny na to wydatek energetyczny, podziel przez pojemność najmniejszej baterii (60 kWh) i masz maksymalne C, które może podać bateria. Zgaduję, ze jest to coś ok 7C
    Przy ładowaniu możesz podać taki sam prąd. To oznacza, że dzisiejsze baterie w samochodach Tesla Motors można naładować w około 8 minut do pełna.
    Problemem jest zarządzanie temperaturą ogniw, ale tu mówimy o zwykłym chłodzeniu, technologii 19-wiecznej.

  20. Wojtek inzynier pisze:

    Znów dzięki za merytoryczną odpowiedź.

    I właśnie to chłodzenie jest problemem na dziś dzień – masz rację, że chłodzenie samo w sobie nie jest czymś nienzanym, jednak jest na dziś dzień problemem przy ładowaniu (z resztą odczuwa to każdy posiadający choćby w miarę nowy smartphone z funkcją smart charge – w 20 minut można naprawdę mocno go podładować, ale obudowa prawie parzy, później ładowanie bardzo zwalnia). I trzymam kciuki by się on rozwiązał. Mam marzenie, że mój następny samochód do wożenia rodziny na wakacje będzie elektryczny. Obecny wytrzyma jeszcze 5-10 lat.

  21. Wojtek inzynier pisze:

    errata: miało być fast charge nie smart

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow rewolucja energetyczna on WordPress.com
%d blogerów lubi to: