Strona główna » ogrzewanie » Ile powinno kosztować ogrzewanie domu?

Ile powinno kosztować ogrzewanie domu?

Archiwum

W polskim sosie pełnym niezrozumienia działania domów i ogrzewania, niekompetentnych władz, architektów i budowlańców przyprawionym falami kolejnych mód sponsorowanych przez producentów tego i owego, nikt nie potrafi jasno i prosto odpowiedzieć na tytułowe pytanie. Ja spróbuję:

Załóżmy, że zamiast barokowych kukułek i wieżyczek, ktoś by chciał zbudować dom taki, jaki powinien być. Za normalnie pieniądze.

Przyjmijmy dom dość duży, 120 m2 powierzchni zabudowy, z dwuspadowym dachem, z poddaszem częściowo użytkowym. Czyli powierzchnia użytkowa 120-200 m2 (czy i jak dokładnie będzie użytkowane poddasze to kwestia trzeciorzędna). Z zastrzeżeniem braku okien dachowych. Kukułki teoretycznie mogłyby być, ale wyłącznie z wzorowo wykonanym dociepleniem, co jest w praktyce b. mało prawdopodobne.

Mamy dom, o wymiarach 8 x 15 m, z prostym dwuspadowym dachem (równie dobrze może być jednospadowy lub mansardowy, wychodzi tak samo), bez udziwnień. Bez piwnic, itp. Zbudowany według współczesnej technologii z rozsądnym planowaniem i raczej oszczędnie, choć bez kompromisów z wygodną i tanią eksploatacją.

Powierzchnia dachu 170 m2 (nachylenie 45 st), powierzchnia ścian zewnętrznych 135 m2 (15 x 2,5 + 8 x 3,75), w tym 15 m2 okien i drzwi.

Materiał na ściany i dach nie ma żadnego znaczenia, dopóki budynek się nie zawali. Dla wydajności energetycznej jest to praktycznie bez różnicy. Ważna jest izolacja. Mówimy o mniej więcej standardowym obecnie 15 cm na ścianach i 25 na dachu. Kwestia styropian, wełna mineralna, szklana, etc, też nie ma większego znaczenia, bo te wszystkie materiały mają zbliżony współczynnik izolacyjności. Jeśli ktoś miałby ochotę robić sobie płyty ze słomy i wapna, czy inne wynalazki, należy to oczywiście stosownie przeliczyć, ale to nie czas i miejsce.

To daje przenikalność cieplną w wysokości 0,15 W/K/m2 w przypadku dachu i 0,25 dla ścian.

Okna w miarę przyzwoite, ale bez wodotrysków, które kosztują. Czyli o przenikalności 1 W/K/m2. Ale za to trzymając się rozsądku dokładamy do tego okiennice z izolacją cieplną, czy coś w tym stylu. Rozwiązań jest sporo. Z oknami zasłoniętymi przez noc i przez czas spędzany poza domem, średni współczynnik spada nam do 0,6. Jak ktoś ma z tym rozwiązaniem problem, to podobny współczynnik mają okna z najwyższej półki.

Przyjmijmy temperaturę zewnętrzną 0 st. C i wewnętrzną 20 st. C. Przenikalność cieplna dachu wynosi 510 W, okien 180 W, a ścian (dla których liczymy 2 st. mniej, bo temperatury przy podłodze są niższe, a przy gruncie wyższe) 540 W.

Razem utrata ciepła wynosi 1330 W. Przy temperaturze, dla której teoretycznie należy obliczać domy w Polsce, czyli dla większości kraju to -20 C, zużycie jest dwa razy wyższe. Czyli wynosi 2660 W.

Szokująca liczba, nieprawdaż? Pojawia się zasadnicze pytanie, dlaczego właściwie standardem w nowych domach są piece 24 kW? Czyli dziesięciokrotnie za duże???

Nie wiem. Ale podejrzewam galopującą ignorancję nabywców i przerażającą niekompetencję dostawców. Wszystkiego. Przekombinowane i robione na kolanie projekty „standardowe”, błędy wykonawcze, tworzenie wielkich marginesów na wszystkie te czynniki. A na końcu namawianie przez sprzedawców. Do których nikt nie wróci z pretensjami jak ma za duży piec, ale gdy okaże się za mały, to i owszem.

Tak, oczywiście, nikt nie pali ciągle pełna mocą. Ale wypada przypomnieć, że generalnie instalacje do spalania paliw stałych dobrze pracują w zakresie 70-110 % mocy nominalnej, naprawdę dobrze zaprojektowane mogą być nieco bardziej elastyczne, jednak w żadnym przypadku nie będą prawidłowo działać na poziomie 10% czy 25% mocy.

Sama transmisja ciepła przez mury i dach to nie jest jednak całość. Do tego dochodzi wentylacja, oraz, po drugiej stronie równania zyski słoneczne i bytowe.

Ile energii potrzebuje wentylacja?

Odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta. Zależy ile się dostarczy. I jaka wentylacja. Mechaniczna zużywa prąd i zużyje go tyle, ile potrzeba aby napędzić wentylatory.  Ale absolutnie dominująca w małych budynkach jest wentylacja „grawitacyjna”. Użyłem cudzysłowu, ponieważ coś musi napędzać ruch powietrza w kominie, nieprawdaż. I to coś można nazwać grawitacją, bo jak najbardziej chodzi o różnicę w wadze powietrza, gdzie lżejsze unosi się do góry przez komin. Ale najpierw coś tę różnicę musi spowodować. Tę różnicę powoduje ciepło. Powietrze, aby mogło się wydostać przez komin musi być lżejsze, więc cieplejsze od otoczenia. A następnie do wnętrza domu jest zasysane zimne powietrze z zewnątrz.

Jak łatwo zauważyć ten model ma jedną zaletę-  jest napędzany energią cieplną, a nie elektryczną, więc przy niegodnej zaufania sieci energetycznej jest to jakaś zaleta. Oprócz tego przeważnie jest cicha. Źle zrobiona mechaniczna- nie bardzo.

Ale nie możemy nią sterować, jest tym wydajniejsza im większa jest różnica temperatur i napędzamy ją ciepłem z budynku. To oznacza, że przy wentylacji „naturalnej” zapotrzebowanie na ciepło wraz ze spadkiem temperatury rośnie nie liniowo, a wykładniczo. I to dość nieprzewidywanie, bo zależnie od ilości powietrza która może się do budynku dostać rożnymi szczelinami. W ten sposób, czasem może być i potrzebny piec 24 kW.

Przeglądając wyczyny polskich renomowanych biur architektonicznych zobaczyłem też rzeczy, które by mi do głowy zupełnie nie przyszły. Mianowicie można w doskonały sposób połączyć i zwielokrotnić wady obu rozwiązań. Na przykład w ten sposób, że w budynku jest wentylacja mechaniczna, ale w części wentylowanej mechanicznie jest piec, który potrzebuje odpowiednio dużo tlenu i oczywiście komina. W ten sposób piec zużywa powietrze wcześniej dostarczone przez wentylację mechaniczną, z wszystkimi jej wadami oraz zużywa energię po to, aby ogrzane powietrze wyrzucić do komina i zaciągnąć nowe, choć jest już dostarczane przez wentylatory.  Wydaje mi się, że trudno o coś głupszego, ale jestem mocno przekonany, że to źródło jest niewyczerpane.

To jest zresztą świetny sposób na odróżnienie kompetentnego architekta od nie mającego pojęcia o swojej robocie.

Wracając do sensownego domu. Jak ktoś już koniecznie musi używać ognia, to w wydzielonej części, poza zasięgiem wentylacji mechanicznej. A sypialnie i pokoje dla ludzi- jak najbardziej, powietrze niech dostarcza elektryka i elektronika. Robią to znacznie lepiej.

Ile powietrza potrzeba w domu?

Jak zwykle szamani komplikują proste rzeczy. Potrzeba 100 m3 na godzinę, a jak robimy dużą imprezę to więcej, do 300 m3.

Nie ma co przeglądać norm, ilości wymian, współczynników, itp. To są bzdury. Prawdziwe pytanie brzmi ile powietrza potrzebuje człowiek dla komfortu. Odpowiedź jest prosta i znana. Dolna granica, z ryzykiem złego samopoczucia, itp. to 10 m3/h. Powyżej 25 m3/h nie widać różnicy, nawet przy pewnym wysiłku. Dla 4- 8 osób te 100 m3 wystarczy, jak naprawdę potrzeba więcej, to się włącza więcej.

Podgrzanie tej ilości powietrza o 20 stopni to zaledwie 0,72-0,75 kWh, o 40 st to przecież tylko 1,5 kWh.

 Ale przy nawiewach elektrycznych możemy bez trudu odzyskać większość tego ciepła. Od połowy w najtańszych i zbyt małych rekuperatorach do 93% na górnej półce. Tu się pojawiają kwestie kondensacji, oblodzenia, akumulacji ciepłą w systemie i inne podobne, które mogą poważnie zmienić te liczby, ale to mocno wykracza poza temat.

Dodając wszystko razem

Realne potrzeby energetyczne poprawnie i rozsądnie zbudowanego domu według dzisiejszych standardów to 3 kW przy temperaturze zewnętrznej 0 st. C i dwukrotnie więcej przy -20, czyli najniższej normalnej temperaturze na większości obszaru Polski. Do tego dokładamy zużycie elektryczności przez wentylację, skoro nie jest napędzana ciepłem.

Na drugiej szali trzeba jednak przypomnieć zyski. Zauważmy, że przy tejże rodzinie w domu, wydajnej rekuperacji i poborze prądu w wysokości 900 W już nie potrzeba żadnego ogrzewania, ani kawałka przy temperaturze 0 st. C.

Przecież każdy pobrany z sieci elektron, kiedy już wykona swoją pracę, wydzieli tyle samo ciepła ile zawierał swojej energii. Zresztą tego ciepła nie potrzeba wiele. Solidne przeszklenie od słonecznej strony może spokojnie załatwić całość.  Ale ja bym tego w Polsce raczej nie robił, bo strach pomyśleć jak mogą coś takiego zaprojektować polscy architekci… Zamiast salonu wyjdzie pomieszczenie które będzie się nadawało wyłącznie na plantację marihuany. Albo basen.

Tak czy inaczej, przy okolicach zera stopni, ogrzewanie jako takie jest niepotrzebne, bo nie za bardzo jest po co grzać. Po uwzględnieniu pozostałej energii, potrzeby energii czysto grzewczej powinny oscylować wokół zera.

Przy 20 stopniach mrozu oczywiście więcej. Ale nadal to oznacza, że potrzeba jedynie lekkiego dogrzania. Na koniec- zauważmy, że nie mówimy o żadnym domu pasywnym, niczym projektowanym z zamiarem super wydajności. Chodzi o zupełnie zwyczajną konstrukcję trzymając się rozsądnych kosztów i dzisiejszej technologii. Takie domy w temperaturach dodatnich nie powinny wymagać ogrzewania, a przy największych mrozach możliwych w Polsce nie większego niż kilka kW, czyli np. najmniejszego możliwego do nabycia pieca.

Przyjmując, że w Polsce jest 1000 mroźnych godzin rocznie, a w tym czasie potrzeba 3 kW dla ogrzewania, to oznacza 3 MWh energii cieplnej dla ogrzewania rocznie. To oznacza np. 500 kg węgla na sezon. Uwzględniając sprawność pieca, powiedzmy 700 kg. Prawidłowo zbudowany nowy dom w polskim klimacie nie powinien zużywać więcej energii.

A jeśli zużywają dużo więcej, to tylko dlatego, że domy w Polsce są budowane przerażająco źle. Co powtarzam jak mantrę.

Przy tej okazji chciałbym też powtórzyć informację o zbiórce na lepsze działanie strony

Advertisements

17 komentarzy

  1. jackoj1 pisze:

    24kW kotły są potrzebne ze względu na priorytet przygotowania c.w.u. w sposób przepływowy (czyli bez zasobnika). A nawet i to jest zbyt mało przy jednoczesnym korzystaniu np. z prysznica i wanny (jak są 2 łazienki w domu)

  2. Tak, wiem. Ale o czymś takim możemy mówić przy piecach gazowych. Dwusystemowe piece na paliwo stałe, z ich bardzo niską sprawnością przy małej mocy, instalowane w taki sposób, to po prostu czyste, chore szaleństwo.

  3. Czytelnik pisze:

    Dzień dobry! Bardzo dobry i mądry tekst. Też nie jestem specjalistą ale wybudowałem na Śląsku w 2014/2015 r. dom, normalny zwykły dom, systemem gospodarczym w cenie kawalerki w Warszawie w dobrej lokalizacji, większość robiłem sam, 2014 stan surowy, 2015 reszta – mam kilka doświadczeń z którymi chcę się podzielić. Zabudowa 11x12m na dole 100m2 użytkowej + nieogrzewany (bo po co) garaż. Góra zamieszkała 130m2 = 230m2 łącznie użytkowej. Dach dwu-spadowy, 4 okna dachowe normalne (nie pasywne). Poddasze ocieplone pianą 20-23cm, ściany zewnętrzne styr grafitowy 15cm, podłoga na parterze tylko 10cm (błąd miałem dać 20cm). Okna normalne, wentylacja grawitacyjna 1x parter, 1x piętro + wentylacja przy gotowaniu mechaniczna. Źródło ciepła: kocioł gazowy, kondensacyjny, dwu-funkcyjny UWAGA 24kW – nie było mniejszych tego rodzaju, nie chciało mi się bawić w źródła ciepła, zbiorniki 200-300l – mam wbudowane w kotle. Ogrzewanie podłogowe w 100% dół & góra, dwa małe kaloryferki w łazienkach na ręcznik. – Czyli jak widzicie standard, bez wodotrysków. Piec oczywiście na ustawieniach „instalatora-specjalisty” wariował, grzał max mocą, mieszalniki na obiegach podłogówki ścinały wodę więc piec pracował nierównomiernie w trybie ON-OFF. Spoglądam na instrukcje pieca i okazuje się… że największą sprawność kondensat osiąga pracując z MINIMALNĄ mocą nominalną. Wchodzę więc w ustawienia instalatora pieca, ścinam max moc grzewczą na uwaga 5kW i otwieram obiegi podłogówki. I co? I REWELACJA. Piec z taką mocą w nawet najmniejsze mrozy spokojnie był w stanie ogrzać dom, nie potrzebował pracować non stop. Jak wygląda zużycie za cały 2016 r? Od rocznego zużycia gazu odjąłem gaz potrzebny na przygotowanie CWU i wychodzi mi 650 m3 gazu za CAŁY ROK = 7,4 MWh + 2,5 MWh energii elektrycznej (jeżeli traktujemy telewizor czy wodę ogrzaną w zmywarce/pralce jako energię która grzeje dom z czym nie do końca mogę się zgodzić bo woda idzie w kanalizację) Inaczej mówiąc źródło 5kW ciepła spokojnie ogarnia standardowy dom w Polsce i to jeszcze z naddatkiem – potwierdzają się więc obliczenia w Twoim tekście (dom mam większy, kilka okien dachowych). Nie pobierałem dotacji, nie robiłem certyfikatów – po prostu normalnie zdroworozsądkowo podszedłem do sprawy, trochę czytałem, trochę liczyłem. W związku z smogiem nie instalowałem rekuperacji (to jest istne samobójstwo w naszych warunkach instalować rekuperacje). Także jak słyszę, że ogrzewanie gazem jest drogie to nie wiem co powiedzieć, ludzie nie są w stanie odłożyć 10-15 tyś. PLN na ocieplenie domu i to jest problem, nie piece, nieogrzane domu i niewiedza to jest problem. Gaz jest bez roboty, bez brudu, w miarę czysto. Jak mi piec padnie zainstaluję pompę ciepła. Pozdrawiam!

  4. Arturro pisze:

    Przymierzam się do budowy domu i od pewnego czasu zbieram wszelkie dane dotyczące budowy i utrzymania. Jedna z ciekawostek na które ostatnio trafiłem, to pompa ciepła do c.w.u. instalowana w domu. W całości. Górne i dolne źródło w tym samym pomieszczeniu. Dystrybutorzy reklamują te urządzenia bardzo wysokim COP, w okolicy 5tki. I ani dystrybutorom, ani monterom, ani wielu klientom nie przeszkadza, że tak zainstalowana pompa ciepła wychładza dom. W przypadku sprzedawców mogę zrozumieć – chciwość. Ale motywacji kupujących zrozumieć nie mogę…
    BTW – Wg wstępnych wyliczeń zapotrzebowanie mojego przyszłego domu na c.o. i c.w.u. to około 8MW ciepła łącznie. Przy 250m2 i 4 osobach. 2400zł przy grzaniu prądem w drugiej taryfie. W okolicy ludzie grzejący gazem płacą po 6-7 tysięcy za sezon…

  5. @czytelnik
    Gratuluję udanego domu.
    Piec kondensacyjny w istocie ma wyższą sprawność przy mniejszym obciążeniu. Ale to nie takie proste. Wyższa sprawność jest dzięki większemu schłodzeniu spalin, bo w gazowym spalanie zawsze powinno być kompletne. Czyli różnicy temperatur na wymienniku ciepła (im mniejsza tym lepiej, trudno osiągalne minimum to w okolicach 2-3 C) oraz niższej temperatury po drugiej stronie, czyli górnej temperatury instalacji CO.
    Dla rozwiązania pierwszego problemu, powinien być jak najwolniejszy przepływ na jak największym wymienniku, czyli duży piec na małej mocy. Ale jest druga część, czyli zejście najniżej jak się da z temperaturą instalacji CO.
    Przy tym opisie poddam pod rozwagę przestawienie grzejników łazienkowych na prąd i zasilanie wyłącznie podłogówki. Różnica powinna być wyraźnie widoczna.
    A przy takiej instalacji ciepło wychodzące z podłogówki, o temperaturze powiedzmy 30 C, jest darmowe. Wymiennik w piecu i tak działa przeciwbieżnie, więc co najwyżej bardziej schłodzi spaliny. A można sobie ogrzać szklarnię. Lub garaż do 15 C.

  6. @czytelnik
    „W związku z smogiem nie instalowałem rekuperacji (to jest istne samobójstwo w naszych warunkach instalować rekuperacje)”
    Nie rozumiem. A dokładniej- moim zdaniem jedyny problem polega na filtrze powietrza wchodzącego, przed rekuperatorem. Co trzeba uwzględnić przy obliczaniu spadku ciśnienia. Z takiego obliczenia może wyjść, że instalacja musi być mniej rozgałęziona, ale innych problemów specjalnie nie widzę. Oprócz kosztów filtrów, co też można rozwiązać inaczej niż płacąc dość chore pieniądze za oficjalne rozwiązania.
    A poza tym to wentylacja mechaniczna z filtrem jest jedynym możliwym zabezpieczeniem przed smogiem.

  7. Marek W. pisze:

    Rzeczywiście ogrzewanie może niewiele kosztować. Ja dom 120m2 na parterze i 50m3 na poddaszu ogrzewam piecem na drewno 20 kW. Z tym że najpierw grzeję 2 tony wody w buforze, a później podłogówkę i przepływowo CWU. Przy temp. około 0 – 5 C wystarczy napalić raz na 2-3 dni.

    Przy 20 cm styropianu grafitowego na ścianach z dużymi oknami i 15 cm wełny i 10 pianki PUR na dachu. W całym zeszłym roku spaliłem 10m3 buka za jakieś 1300 zł.

  8. @Arturro
    Oczywiście, taki sposób grzania wody ma sens, tam gdzie przy okazji schłodzenie powietrza ma wartość lub nie przeszkadza. Co spokojnie może mieć miejsce też w Polsce, np w częściej używanych kuchniach, etc. Ale Jeśli zamontuje się go w miejscu zwykłego bojlera, czyli gdzieś w łazience, to w istocie sprawnie się popsuje klimat w mieszkaniu i nic nie zaoszczędzi.

    Mimo to pompa ciepła może mieć swoje dobre miejsce w domu w polskim klimacie.
    Załóżmy spory akumulator ciepła i grzejące go solary, ustawieniem optymalizowane pod zimę. W lecie zawsze jakoś nagrzeją i tym się nie przejmujemy. Najwyżej potrzeba większego zbiornika i więcej solarów.
    W zimie, niezależnie od wielkości i ilości i tak nie dogrzeją bardziej niż do 15-25 C. I tu ma swoje miejsce PC. Z oboma końca w zbiorniku, Schłodzi dół, podgrzeje górę. Dół z powrotem dogrzeją solary. Grzałka tylko awaryjnie i też na 2 taryfie.

  9. Arturro pisze:

    @Rewolucja Energetyczna
    Gdyby chodziło o kompaktowe urządzenie (pompa + zbiornik cwu), które wstawia się w kotłowi aby ogrzewało wodę w lecie (i przy okazji chłodziło dom), to miało by to jakiś sens – np. wygodę. Ale ja widziałem takie cuda reklamowane jako ekonomiczne połączenie z akumulacyjnym ogrzewaniem elektrycznym…
    Kupno w Polsce pompy ciepła, którą można podłączyć swobodnie do bufora ciepła graniczy z cudem. Do tego ceny pomp są z kosmosu, chyba z powodu dotacji. W wyniku czego wiele osób decyduje się na wykonanie „samoróbki” czyli podłączenie modułu zewnętrznego klimatyzatora z funkcją grzania, po drobnych przeróbkach, do własnej roboty bufora.
    Czemu bufor własnej roboty? Sprzedawane w Polsce bufory są zwykle małe (od 500l), drogie (od 2500zł) i w zasadzie nie ocieplone.
    Reasumując – wiele, jeśli nie większość oferowanych do sprzedaży i montażu pomp ciepła jest niedopasowana pod względem potrzeb, nieprawdopodobnie droga, a często „nie pasuje” też do praw fizyki. Mam zamiar popełnić wkrótce dłuższy wpis o polskim rynku pomp ciepła bo to tragikomedia.

  10. Czytelnik pisze:

    @Rewolucja Energetyczna – na poziom stężeń pyłów zawieszonych tutaj na śląsku NIE ma mocnych, NIE ma filtrów – a te które są zapychają się. Słynny test wacika na końcówce odkurzacza, 3minuty, wacik czarny, czarny, nie szary, nie ciemny, czarny jak smoła. Wszystkim się wydaje, że Krakowskie poziomy 200-300 ug/M3 to jest dużo. W mojej miejscowości były noce w których średnia za kilkanaście godzin przekraczała 1200 ug/M3. Mimo filtrów HEPA na rekuperatorze w domach ludziom po prostu śmierdzi, a wloty powietrza są czarne… więc wyłączają wentylacje. Filtr zapycha się po 2-3 dniach użytkowania. Poza tym kto w rekuperacji zwraca uwagę aby mieć taki filtr?? Ceny są kosmiczne. Mam oczyszczacz Daikina i jakość powietrza jest rewelacyjna, dzieci przestały kaszleć, smarkać, my czujemy się super, lepiej się wysypiamy. Placebo? Nie sądzę.
    Jeżeli chodzi o kaloryfery, są na jednym obiegu z pieca wychodzi mi 30-32 C, wraca 24-26 C. Dzięki 🙂

  11. @Marek W.
    10 m3 na taki dom, to zależy jak liczyć, jest 3-10 x razy za dużo. Coś jest mocno nie w porządku. Albo ze spalaniem, albo z izolacją. Albo ogrzewacie do 27 C. Skoro ktoś lubi, to w porządku.

  12. @czytelnik
    Nie istnieje taki problem jak „nie da się oczyścić powietrza”. Problemy polegają na wydatku energetycznym i/lub inwestycyjnym.
    Oraz na tym, że żaden producent nie sprzedaje urządzeń sprawdzających się przy polskim poziomie zanieczyszczenia powietrza. I to jest problem przez Ciebie podkreślany, zupełnie prawdziwy. Przy takiej ilości każdy firlt kosztujący więcej niż grosze będzie poza zasięgiem finansowym większości ludzi.
    Ale są co najmniej dwa inne rozwiązania:

    Wstępna filtracja przez coś taniego, improwizowanego. Trzeba by było trochę poeksperymentować, ale może wełna mineralna, może ręczniki papierowe, może jakieś tkaniny. I potem takie powietrze do prawdziwego filtra.
    Druga wersja, i chyba lepsza to woda. TU mówimy o większym wydatku energii na oczyszczenie, ale nie ma problemu wymiany wkładów, cokolwiek by to nie było.

    A odjeżdżając, ale jeszcze w ramach fizyki- 1 g/m3 przy normalnej wentylacji to 2,4 kg na dobę. Mieszaniny pyłu węglowego i węglowodorów, głównie aromatycznych. Spokojnie 5 kWh/kg, nawet więcej. Pozostaje zwiększyć wentylację i na ogrzanie porządnego domu prawie wystarczy…. 😉

  13. @arturro
    „Reasumując – wiele, jeśli nie większość oferowanych do sprzedaży i montażu pomp ciepła jest niedopasowana pod względem potrzeb, nieprawdopodobnie droga, a często „nie pasuje” też do praw fizyki. Mam zamiar popełnić wkrótce dłuższy wpis o polskim rynku pomp ciepła bo to tragikomedia.”
    Tak. Ale nie tylko pompy ciepła. Właściwie wszystko, od obłędnie ciężkiej i drogiej konstrukcji budynku zaczynając.
    Jak się nad tym zastanawiam z większego kalibru brzytwą Ockhama, wychodzi tak niesamowita ilość niepotrzebnych rzeczy budowanych w domach w Polsce, że gdyby je wyrzucić i pozostawić to, co jest potrzebne, to podejrzewam, że z budową dobrego, wygodnego i przyzwoitego standardu domu bym się wyrobił w 100 tys. zł w Polsce. Albo nie tak wiele wiecej.
    A wracając do pompy ciepła
    Uważam, ze w dużym buforze to jest dobra rzecz. Z wodą po obu stronach w tym samym zbiorniku, tylko na różnych poziomach. Pozostaje problem dogrzanie dolnego źródła i tu solary, nawet w zimie mają sens. Choć na dziś trzeba jeszcze raz przeliczyć, czy przypadkiem PV użyte do grzania oporowego nie będzie lepsze.
    A tak, jak przejrzałem oferty to ceny są czystym absurdem, a moce dużo za duże.

  14. Arturro pisze:

    @Rewolucja Energetyczna
    „Uważam, ze w dużym buforze to jest dobra rzecz. Z wodą po obu stronach w tym samym zbiorniku, tylko na różnych poziomach. Pozostaje problem dogrzanie dolnego źródła i tu solary, nawet w zimie mają sens.”
    Szacuję, ale solary nie będą tu potrzebne. Woda z wodociągów ma przynajmniej 8 stopni w zimie. Spokojnie można schłodzić ją do 4 stopni i tej schłodzonej używać do toalet (tylko toalet bo w innych zastosowaniach trzeba by wodę ponownie podgrzać). Jeszcze lepszy efekt można osiągnąć korzystając z szarej wody. Ta ma blisko 20 stopni i warto ją schłodzić aby nie rozwijały się tam bakterie.
    Kombinuję teraz z koncepcją bufor ciepła + bufor zimna + zbiornik na szarą wodę. Ze wstępnych szacunków wynika, że inwestycja wyniesie około 6 000zł i da rocznie 1000 zł oszczędności na wodzie i ściekach, 500 zł na chłodzeniu. W zależności od przyjętego źródła ciepła da od 500zł do 4000zł na ogrzewaniu. Czyli zwróci się w góra 3 lata.

    ” z budową dobrego, wygodnego i przyzwoitego standardu domu bym się wyrobił w 100 tys. zł w Polsce”
    Przy małym budynku, do 100m2 (typowa sypialnia podmiejska), zjadły by Cię koszty papierologii, przyłączy, fundamentów, robót ziemnych, dachu i podstawowych instalacji. Ale już koszt każdego dodatkowego piętra to tylko 50tyś. Planuję postawić dom o powierzchni 250 m2 za mniej niż 350 tyś w stanie deweloperskim. Wstępne wyliczenia dały mi koszt 290 tyś, ale to pewnie nadmierny optymizm, stąd 350 tyś. W standardzie prawie pasywnym. Prawie, bo w Polsce certyfikat pasywności to wydatek od 30 do 60 tyś zł.

  15. @arturro
    ” zjadły by Cię koszty papierologii, przyłączy, fundamentów, robót ziemnych, dachu i podstawowych instalacji”
    OK, wyłączmy z tej mojej deklaracji papierologię i przyłącza, bo nie wiem ile to w ogóle kosztuje w Polsce oraz przyjmijmy minimum robót ziemnych, bo to bardzo zależy.
    Co powiedziawszy, w miarę utrzymuje moją deklarację. I jak najbardziej, przyjmuję do wiadomości, ze liczyłeś dokładnie, dla konkretnego domu i miejsca. Ale ja patrząc na sposób wykonywania i projektowania widzę tak ekstremalne nieefektywności, że podejrzewam możliwość kilkukrotnego ścięcia kosztów i jednoczesnej poprawy jakości.
    Od fundamentów zaczynając, w Polsce projektowanych pod bunkry, a nie zwykłe domy. O dachach można w sporej części powiedzieć to samo.
    Poza tym dach opisałem w tekście. Dwie połacie, bez niczego. Żadnego komina, okna, w miarę możliwości też bez rynien. NIC. To nie kosztuje.

    A co do dolnego źródła w akumulatorze ciepła. Myślę, że nienależnie bagatelizujesz sprawę, a jest ważna.
    1. temperatura przychodzącej ma znaczenie tylko w tym miejscu, że jak już dojdzie do sytuacji awaryjnej, czyli dół zejdzie poniżej 4 C i się wymiesza w buforze, to wymiennik u góry zapobiegnie zamarznięciu. Ale woda nie będzie ogrzana. Chyba, że myślisz o buforze jako przechowalni wody sieciowej w trakcie grzania- nie idź tą drogą!! Jeśli nie wymieniasz wody i jej nie mieszasz, nie ma problemu z korozją. Jeśli będziesz wymieniał wodę w zbiorniku kilku m3, to czekasz na katastrofę.
    2. Odzysk temperatury z szarej mnie nie przekonuje. Nie liczyłem, może się mylę, ale potrzeba kolejnego, dość dużego wymiennika na zbieranie drobnych, które nie wystarczą.
    3. Jeśli chcesz korzystać z PC zanurzonej po obu stronach w tym samym akumulatorze (co popieram i pochwalam), to potrzeby z dołu będą poważne i ja widze trzy realne żródła energi na tą stronę:
    a) solary. W dużej ilości, w lecie same załatwią sprawę, w zimie utrzymają 4 C. Mogą nie wystarczyć, potrzebny backup.
    b) zejście z temperaturą kondensacji spali do 10C, czyli superwydajne spalanie
    c) ciągniecie ciepła z ziemi. Gdzie masz średnią całoroczna, czyli 7-8C, nawet po wychłodzeniu nie powinna zejść poniżej 4C. Ale zaraz pod budynkiem czy obok wychłodzisz grunt i zwiększysz zużycia całego budynku.

  16. Arturro pisze:

    @Rewolucja energetyczna
    „patrząc na sposób wykonywania i projektowania widzę tak ekstremalne nieefektywności, że podejrzewam możliwość kilkukrotnego ścięcia kosztów i jednoczesnej poprawy jakości.”
    W tym punkcie sporu nie będzie 🙂 Banki w Polsce liczą, że stan surowy zamknięty w trybie gospodarczym to minimum 2500 zł za metr. Stan deweloperski to minimum 4000 zł za metr. Z moich obliczeń wynika, że metr domu prawie pasywnego, stan deweloperski, wyjdzie w okolicy 1400 zł. Jeśli będzie się budować w wersji najtańszej to jest szansa zejść poniżej 1000zł za metr. Cena oczywiście nie uwzględnia działki.

    Odpowiedź na pozostałe punkty jest zbyt obszerna by zmieścić ją w komentarzu. Zwłaszcza, że wypadało by odpowiedzieć z podparciem w obliczeniach.
    W wielkim skrócie tylko – jako dolne źródło ciepła można wykorzystać szereg wynalazków w tym wodę sieciową, szarą, solary itp. Co energetycznie miało by sens, tylko po co – alternatywne sposoby grzania wody są tańsze i wygodniejsze.
    W przypadku szarej wody istnieje problem z rozwijającymi się w niej bakteriami. Jednym ze sposobów jego rozwiązania jest jej schłodzenie. Odzysk ciepła jest niejako przy okazji.
    Bufor ciepła i bufor zimna to skomplikowany temat. Da sie oczywiście wykorzystać do tego jeden zbiornik, ale ze względów technicznych lepiej mieć dwa.
    Użycie wody sieciowej w instalacji grzewczej to oczywiście kiepski pomysł. Nawet bardziej z powodu odkładania się kamienia niż korozji.

  17. Łukasz pisze:

    W większości rejonów w PL jest wymóg dachów dwuspadowych. Dlaczego? Bo tak! – odpowiada burmistrz mojego miasta, który nie chce by w gminie można było postawić dom z tzw. dachem płaskim. Pokazałem mu wywiad z architektem – Radosławem Wanago z pracowni RAW – który wybudował dla swojej rodziny bardzo mały dom (80m2) z dachem płaskim. Wanago mówi w nim, że dach płaski kosztował go 30 000 zł (koszt rzeczywisty). Wcześniej ten sam dom został przykryty dachem dwuspadowym (projekt) a otrzymane wyceny od wykonawców oferty były od 55 000 zł do 60 000 zł.

    Widać, jak głupi przepis wysysa pieniądze z kieszeni inwestorów. Przecież np. 30 000 zł to koszt studiów na np. Politechnice Krakowskiej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow rewolucja energetyczna on WordPress.com
%d blogerów lubi to: