Strona główna » energia elektryczna » Dwie opowieści o Kenii

Dwie opowieści o Kenii

Archiwum

Kenia to kraj dość odległy od wszystkiego. Zamożności, cywilizacji i ogólnie wygodnego życia (chyba, że mówimy o takim dla nielicznych). Od czasu uzyskania niepodległości są tam podejmowane próby doganiania cywilizowanego świata, z bardzo różnymi skutkami.

W produkcji elektryczności dziś dominuje energetyka wodna (ok. 50%), następnie wszelkie produkty ropopochodne (30-35%) i energetyka geotermalna (ok. 12%). Pozostała część to inne rodzaje energetyki odnawialnej.

Eliminacja paliw ropopochodnych z wytwarzania elektryczności jest rzeczą kompletnie oczywistą i praktycznie zawsze* była celem każdego, w miarę środków. Tyle, że tych środków w trzecim świecie nigdy nie było.

Obecnie jest o pieniądze znacznie łatwiej. Fundusze międzynarodowe przeznaczone na eliminację zużycia paliw kopalnych istnieją i są relatywnie łatwo dostępne dla biedniejszych krajów. Stąd w tych krajach, gdzie administracja działa z akceptowalnym miedzynarodowo poziomem organizacji i skorumpowania, trwa boom na energetykę odnawialną. Który przynosi natychmiastowe pozytywne rezultaty, bo wszystko jest tańsze w utrzymaniu od starych diesli.

Mniej więcej z taką sytuacją mamy do czynienia w Kenii. W tym kraju warunki słoneczne są dobre i stabilne przez cały rok. Zupełnie niezwykle jak na tę szerokość geograficzną jest też sporo miejsc z dobrymi warunkami wiatrowymi.

Jednak to, czego zasoby są również olbrzymie to energia geotermalna Wielkiego Rowu Afrykańskiego. Już dostarcza ona istotnej części prądu do sieci i planowana jest potężna rozbudowa tego źródła energii. Pozyskuje się tylko elektryczność, Kenia to nie Islandia, ciepło do użytku komunalnego nie jest nikomu potrzebne. Tę elektryczność pozyskuje się jak wszędzie ze źródeł geotermalnych, czyli ogrzewa wodę w głębi Ziemii, pozyskując parę, która napędza turbiny parowe. Tak samo jak w elektrowniach węglowych czy atomowych. I dokładnie tak samo potrzeba tę parę skroplić za turbinami. I dokładnie tak samo do tego potrzebna jest woda, która jest częściowo podgrzewana, a częściowo odparowywana.

Przypomnijmy miejsce wydarzeń: sawanny w Afryce, tereny, które wskutek zmian klimatycznych pustynnieją, co więcej– Kenia, kraj z istotnym wiejskim przeludnieniem. W skrócie– kraj, gdzie w interiorze  woda ma znacznie większą wartość niż elektryczność, a z upływem czasu sytuacja będzie się pogarszać.  I ta woda jest ot, tak sobie wyrzucana w olbrzymich ilościach przez instalacje chłodnicze elektrowni geotermalnych. Cóż, akurat na to udało się znaleźć pomoc miedzynarodową, zapewne japońscy producenci turbin parowych szukali jakiegokolwiek zbytu i słabą administrację potrafili przekonać. Maszyny i robotnicy są, a przecież w żadnym nawet na wpół rozwiniętym kraju już się nie buduje elektrowni atomowych ani węglowych… A nie, czekaj…

Poza tym, elektrownie geotermalne pracują cały czas ze stałą mocą, co dość dobrze utrudni włączenie do sieci dużych ilości energetyki wiatrowej i słonecznej.

Za to drugi projekt w Kenii wygląda zupełnie inaczej

I skupia jak w soczewce bardzo wiele z problemów spowodowanych zmianami klimatycznymi oraz właściwy kierunek rozwiązań.

Jednym z ludów tego regionu są Masajowie. Ludność półkoczownicza, generalnie marginalizowana w społeczeństwie, pod każdym względem.

Zajmują praktycznie wyłącznie hodowlą bydła, co wskutek presji populacyjnej i zmian klimatycznych staje się coraz trudniejszym i coraz bardziej niebezpiecznym zajęciem. Kluczową dla przeżycia zwierząt wodę zużywa w olbrzymich ilościach przemysłowa uprawa kwiatów (komuś dojrzałe kwiaty na Walentynki w Europie?). Hodowla jest niebezpiecznym zajęciem z powodu wzrastającego konfliktu ludzi i środowiska, w tym dzikich zwierząt. Mniej wody, to mniej zwierzyny i wielkie koty chętniej rozglądają się za bydłem. Zresztą nie tylko. Ludzie (konkretnie mężczyźni) są zmuszeni pilnować stad zarówno w dzień, jak i w nocy. Na noc zagania się zwierzęta do zagród mających je zabezpieczać przed drapieżnikami i tradycyjnie wystarczała jedna osoba do pilnowania. W ostatnich czasach to jest zbyt mało. Koty nie mają większego wyboru, mniej wody to mniej dzikiej zwierzyny, znacznie trudniej je odstraszyć od bydła. A przynajmniej już się nie boją ludzi. I ich zabijają. Choć co do wyżywienia ograniczają się do bydła.

Ogień, czy w ogóle światło jest znakomitą metodą odstraszania i obrony, ale najpierw trzeba mieć jakiś opał lub elektryczność. O sieci energetycznej w tymczasowej osadzie w Afryce nawet nie warto wspominać. Nie ma jej i w żadnej perspektywie nie będzie.

Pozostaje kwestia ognia. Którego też nie ma. Znaczy jest, ale zdobycie opału wymaga z roku na rok coraz więcej czasu i pracy. Kobiet, bo to one się tym zajmują. I te regiony szybko zbliżają się do katastrofalnego wylesienia.

Dla tej grupy został zaprojektowany program efektywności energetycznej. Jak najbardziej, dotowany przez pomoc z pierwszego świata.

Obejmuje on dwie rzeczy- wydajne piecyki na drewno, do gotowania posiłków, oraz panele PV z akumulatorami. Piecyki zużywają kilkukrotnie (tak!) mniej drewna do ugotowania posiłku niż otwarte paleniska. Kosztują nieco ponad 50 USD, ale nabywcy płacą w przeliczeniu ok 11 USD. W ratach, bo i ta kwota mocno przekracza możliwości typowego gospodarstwa. Reszta jest dotowana z pomocy międzynarodowej. Panele PV (zapewne o mocach rzędu 3-20 W) są dostępne tylko dla rodzin, które już nabyły piecyki. One także są spłacane przez wiele miesięcy, czy nawet lat. Ale zapewniają światło. Co pozwala nie tylko zrezygnować z drogich i kopcących lamp naftowych, ale i mieć wystarczająco światła dla odstraszania drapieżników.

Tak własnie wygląda rewolucja energetyczna. Ulepsza życie w wielu miejscach i w różny sposób.

Teraz wiemy jak bardzo taki drobiazg, groszowy dla mieszkańców pierwszego świata może odmienić tam życie. Albo po prostu pozwolić przeżyć jej mężowi i synom.

Linki:

projekt energii dla Masajów 

Sytuacja energetyczna Kenii

Opis konfliktów o wodę w regionie

Podobało się? Wesprzyj przez Patron. Otrzymasz wyłączny dostęp do niektórych wpisów oraz wcześniejszy do innych.

*z wyjątkiem krótkiego okresu 1955-70, kiedy ropa naftowa była najtańszym źródłem energii. Co akurat pokrywa się z dekolonizacją i planami modernizacji nowych krajów. Ta modernizacja to była m.in. rozbudowa sieci energetycznych, stąd taka popularność elektrowni opalanych ropą.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Follow rewolucja energetyczna on WordPress.com
%d blogerów lubi to: