Strona główna » finansowanie » Czym właściwie jest Rewolucja Energetyczna?

Czym właściwie jest Rewolucja Energetyczna?

Archiwum

Od dłuższego już czasu opisuję na tym blogu nowe technologie, zmiany zachodzące na świecie, nowe możliwości starych technologii i nowe spojrzenie na połączenie tego wszystkiego. Jaki jednak jest wspólny mianownik opisywanych zjawisk?

Wspólnym mianownikiem jest to, że możliwości handlowe i wytwórcze, a co za tym idzie bogactwo kraju, społeczeństwa i jego wpływy na świecie, są pochodną dostępności i względnych kosztów energii cieplnej (zwłaszcza do obróbki metali, w tym czynników redukujących po pozyskiwania ich z rud), mechanicznej (do wszystkiego innego) i kosztów transportu. Gwałtowne zmiany i skokowe obniżenie tych kosztów było nazywane kolejnymi rewolucjami przemysłowymi. Nie inaczej staje się dziś, dzięki pozyskiwaniu elektryczności z energii wiatru i słońca, tanim bateriom i elektryfikacji transportu. W  największym skrócie:

Rewolucja energetyczna jest kolejną rewolucją przemysłową

Aby to wyjaśnić, musimy cofnąć się nieco w czasie. Pierwszym krajem przemysłowym w Europie stała się Holandia, wkrótce po uzyskani niepodległości. Zawdzięczała to doskonałej sieci transportowej, taniej energii cieplnej (bo taniej w transporcie) i obfitości energii mechanicznej dostępnej dzięki technologii. Sieć transportową stanowiły rzeki i kanały, które pozwalały przywozić paliwo prosto z torfowisk a energię mechaniczną zapewniały wiatraki, najdoskonalsze w  ówczesnym świecie m.in. dzięki dużej liczbie imigrantów wnoszących ze sobą wiedzę techniczną. Zwykle te zjawiska jeszcze nie były nazywane rewolucją przemysłową. W fantastyczny sposób wykorzystano i ulepszono rzeczy znane od setek i tysięcy lat i możemy bardzo długo dyskutować czy stworzyły one nową jakość czy nie.

Tych wątpliwości nie ma co do zdarzeń, które miały miejsce wiek później w Wielkiej Brytanii. Tam opanowano umiejętność przetwarzania węgla na energię mechaniczną i  umiejętność wytopu metali na niespotykaną wcześniej skalę. O tej rewolucji słyszał każdy. Tak samo jak w Holandii, spora część czynników ekonomicznych stojących za tymi zmianami była zapewniana przez popyt ze strony żeglugi i marynarki, a jednocześnie finansowana przez handel międzynarodowy, zapewniany i ochraniany przez te floty.

Następnym skokiem była przemysłowa produkcja i wykorzystanie elektryczności jako formy energii mechanicznej. To stworzyło zupełnie nowe możliwości dla dotychczas zacofanych regionów górskich. A jeśli w tych regionach wcześniej była tradycja precyzyjnej obróbki (a często była, bo co robić w zimie jak nie rzeźby i zegarki?), to nagle te górskie doliny stawały się bogatymi ośrodkami precyzyjnego przemysłu (jakby ktoś się pytał, jakie bogactwa naturalne ma Szwajcaria i Japonia).

W tym czasie wynalazek turbiny parowej pozwolił tanio wytwarzać elektryczność z węgla, dzięki czemu rejony górniczo- hutnicze zyskały również obfitość energii mechanicznej. Ten sam węgiel był głównym paliwem transportowym, a jednocześnie cały czas stanowił  podstawę dla wszelkich reakcji chemicznych. Dzięki temu to regiony węglowe zyskały nieproporcjonalnie wielką w stosunku do rolniczych wagę gospodarczą.

Kolejno pojawiła się ropa naftowa, po niej silniki wewnętrznego spalania i ciężarówki, które poza materiałami masowymi, zapewniły lepszy, szybszy i tańszy transport. Węgiel przestał być najważniejszym paliwem w transporcie.

Ubocznym epizodem była energia atomowa, dostarczając obietnicę taniej i powszechnej elektryczności i nigdy jej nie spełniając. Ale dzięki temu węgiel częściowo utracił swoje znaczenie. Podobny efekt miało upowszechnienie użycia gazu ziemnego, który praktycznie wyparł węgiel z syntezy chemicznej i częściowo z generacji elektryczności. W kilku krajach wyparł także w części ropę jako paliwo transportowe.

To, że energetyka atomowa nie spełni pokładanych w niej nadziei, stało się jasne pod koniec lat 70-tych, a jej los został faktycznie przypieczętowany przez katastrofę w Czernobylu.*

Właśnie w tym czasie i jak najbardziej w związku z tym, społeczeństwo zaczęło się domagać rozwiązań nawarstwiających się problemów czystości środowiska, ryzyka związanego z energią atomową i problemów wynikających z monopolizacji struktury wytwarzania i dystrybucji wszystkich postaci energii. Rozwiązania te w końcu zawsze zmierzały do mniejszej lub większej eliminacji paliw kopalnych. Początkowo technika stojąca za tymi rozwiązaniami była droga i nie zawsze działała. Z biegiem czasu dostępne rozwiązania techniczne stawały się coraz lepsze, coraz bardziej niezawodne i coraz tańsze.

W ostatnich latach ubiegłego wieku nowe technologie dostarczyły rozwiązań, które mogły dostarczać energii taniej niż dawne.

To był początek rewolucji. To, co zmieniło historię, to był wynalazek elektronicznych inwerterów a raczej moment, w którym ich technologia stała się na tyle zaawansowaną, że umożliwiła nową generację pojazdów elektrycznych, elektrownie fotowoltaiczne oraz wydajniejsze  energetycznie maszyny i urządzenia.

Najważniejszy skutek tego wszystkiego jest jednak dokładnie taki sam jak każdej poprzedniej rewolucji: tańsza energia mechaniczna w transporcie, cieplna i dla reakcji chemicznych.

Tańsza energia mechaniczna już jest. Poprzez elektryczność. Jest to znakomicie elastyczna i wygodna forma napędu maszyn, a dziś nic nie może konkurować z kosztami produkcji elektryczności z ogniw fotowoltaicznych i niewiele z energetyką wiatrową. Dzieje sie tak z  trywialnego powodu — koszty produkcji energii w już istniejących instalacjach są bliskie zeru.

Koszt eksploatacji pojazdów elektrycznych jest także wielokrotnie niższy niż spalinowych, co wiadomo nie od wczoraj, a mniej-więcej od momentu ich pojawienia się. Nie chodzi tylko o koszt energii, ale też a przy użytku komercyjnym przede wszystkim o koszty serwisu i trwałość podzespołów.

To są elementy składowe. Ich sumą jest to, że tworzą nowy system. Połączenie fotowoltaiki, nowych typów baterii i bateryjnych pojazdów elektrycznych, gdzie w każdym elemencie tego systemu mamy inwertery.

To, co nastąpi, będzie po prostu podobne do wcześniejszych wielkich zmian przemysłowych i za nimi społecznych, czyli powszechnej elektryfikacji i umasowienia motoryzacji. Te rzeczy nastąpiły w epoce turbiny parowej i silnika spalinowego. Teraz jednak mówimy o kolejnym zwiększeniu dostępności energii, tak gdzieś o rząd wielkości. Przyznam, że trudno wyobrazić mi sobie skutki jeszcze łatwiej dostępnych i jeszcze tańszych w zakupie i użytkowaniu samochodów. Najbardziej oczywistym skutkiem wydaje się jeszcze większe zakorkowanie dróg i jeszcze większa wartość wszelkiej infrastruktury zmniejszającej to zatłoczenie.

Drugim elementem jednak jest jeszcze większa dostępność elektryczności oraz jej relatywnie coraz niższy koszt w porównaniu do innych form energii. Tak jak dopiero silniki diesla i elektryczność z sieci dostarczyły energii mechanicznej wystarczająco taniej do zastąpienia wiatraków (tak, maszyna parowa wciąż była droższa), tak epoka taniej elektryczności sprawi, że to właśnie elektryczność będzie w wielu miejscach używana zamiast innych form energii. Częściowo mogą mieć na to wpływ inne aspekty rewolucji energetycznej jak postęp w technologiach wentylacji i izolacji budynków. Efektem tego na dziś jest to, że używanie do ogrzewania (współczesnego) domu czegokolwiek innego niż elektryczności zwyczajnie nie ma dziś ani grama sensu, nawet w takim klimacie jak polski. Większość ludzi tego nie zauważa, tak samo jak większość ludzi nie miała pojęcia w 1915 roku, że dni pociągów parowych oraz maszyn parowych w fabrykach są już policzone. Tak samo mało kto (może poza największymi miastami USA i Paryżem) mógł przewidywać powszechną motoryzację. A jednak to się zdarzyło, w zupełnie naturalny sposób.  Bo samochód o napędzie spalinowym był najbardziej efektywnym cenowo i energetycznie pojazdem w wystarczająco wielkim zakresie zastosowań. Dziś takim pojazdem jest samochód elektryczny. Niezależnie od tego, czy już dziś w danym typie i segmencie rynku jest wystarczająca dobra i dojrzała technicznie oferta.

Rewolucja energetyczna jest kolejną rewolucją przemysłową. Dzięki taniej elektryczności wytwarzanej z wiatru i promieniowania słonecznego, elektronice siłowej oraz coraz tańszych i dobrych akumulatorach koszty energii są wywracane do góry nogami względem starego systemu.

Jak będzie wyglądała nowa rzeczywistość? Tak naprawdę nie wiem. I pewnie nikt tego nie wie. Trudno zgadnąć do czego mogą doprowadzić śmiesznie niskie koszty poruszania się pojazdem. Może do dalszego rozlewania się miast? A może szybko doprowadzą do stanu krytycznego w którym to miejsce na drodze będzie ważniejsze niż samochód?

Na pewno doprowadzi to do sytuacji, w której wśród procesów przemysłowych relatywnie tańsze będą stawać się te zasilane elektrycznością względem innych, dziś tańszych źródeł energii. Np. zmniejszy się różnica cen pomiędzy stalą a aluminium. Większe znaczenie uzyskają elektryczne metody hutnicze, więc i metale będą po prostu lepszej jakości, stal będzie wolniej rdzewieć, etc.

Ale też wiele rzeczy zniknie. Dzięki upowszechnieniu silników wewnętrznego spalania zniknęły przewozy towarowe na krótkich i/lub słabo zbudowanych liniach kolejowych. Takie linie albo znalazły swoje zastosowanie jako np. pasażerskie koleje aglomeracyjne, albo zostały zlikwidowane. Wcześniej to samo spotkało maszyny parowe w fabrykach. A teraz zaczyna spotykać elektrownie węglowe i atomowe. Problem polega na tym, że wytwórcy kotłów, lokomotyw i maszyn parowych spokojnie zwinęli interes, bo nie mieli wyjścia ani wystarczającej siły politycznej. Ale zainteresowani utrzymaniem obecnego modelu ją mają. Nie chodzi o np. producentów samochodów. Oni w swych niskich marżach i obłędnie wysokich kosztach stałych muszą walczyć na konkurencyjnym rynku. Z tych samych powodów nie chodzi o właścicieli stacji benzynowych czy nawet rafinerii. Problemem są ci, którzy łatwo zarabiają pieniądze. Właściciele elektrowni węglowych i producenci ropy. To są łatwe pieniądze, a duże i łatwe pieniądze szybko trafiają do polityki.

Kolejnym aspektem jest to, że kompletnie nie wiemy jakie to wszystko przyniesie skutki w sensie zmiany całego świata. James Watt być może sobie wyobrażał powszechne zastosowanie maszyn parowych w przemyśle, ale zapewne sobie nie wyobrażał wielkich miast przemysłowych, jakie powstały dzięki jego ulepszeniom maszyny parowej. Tak samo Henry Ford mógł sobie wyobrażać powszechną motoryzację, ale nie sądzę, aby przewidywał faktyczne wyburzenie amerykańskich miast i przebudowanie ich na wielkie przedmieścia dostępne wyłącznie za pomocą samochodu osobowego.

Tak samo dziś nie potrafimy sobie wyobrazić jak dokładnie będzie wyglądał świat po zakończonej rewolucji energetycznej. Na pewno nie będzie wyglądał tak jak dziś tylko z poprawkami. Każda z dotychczasowych rewolucji przemysłowych przeorała bardzo dokładnie społeczeństwo i gospodarkę, ta też to zrobi.

Wśród wielu pytań pojawia się na przykład takie: co właściwie będzie nowym odpowiednikiem dziewiętnastowiecznej kolei i dwudziestowiecznych pól naftowych? Czyli co stanie się biznesem, w którym wielkie pieniądze mogą osiągać astronomiczne zyski bez większego ryzyka strat ani zbyt szybkiego postępu technologicznego. Dziś czymś takim wydają się być morskie elektrownie wiatrowe, ale to wcale nie jest jeszcze przesądzone.

Inne pytanie brzmi: co z dziś istniejącą infrastrukturą?  Kanały z przełomu osiemnastego i dziewiętnastego wieku w epoce pociągów parowych miały swoje czasy świetności i astronomicznych zysków już za sobą. Ale wciąż działały i służyły do celów do jakich zostały zaprojektowane. Znaczenie gospodarcze utraciły dopiero po kolejnej rewolucji, wyparte przez wielkie ciężarówki zdolne do szybkiego pokonywania długich tras. Za wyjątkiem tych spośród dróg wodnych, które pozwalały na przewozy największych ilości towarów, inne utraciły wszelkie znaczenie. Być może teraz, gdy zniknie zapotrzebowanie na węgiel i drastycznie zmniejszy się na paliwa płynne właśnie koleje stracą zupełnie sens ekonomiczny? A może przeciwnie, odzyskają go jako wydajniejszy energetycznie sposób transportu niż ciężarówki? Elektryczne i autonomiczne koparki i ciężarówki spowodują drastyczny spadek kosztów robót ziemnych i naprawdę będzie możliwe nie tylko fizycznie, ale i ekonomicznie przesuwanie całych gór. Dziś nie zgadniemy co będzie w ten sposób zrobione.

Sposób transportu i napędzania maszyn wpływa też np. na optymalną wielkość gospodarstw rolnych. Inaczej wyglądało rolnictwo w epoce wyłącznie zwierzęcej siły pociągowej i drewnianych narzędzi, a zupełnie inaczej dziś. Jak będzie wyglądać w epoce elektrycznych, całkowicie samodzielnych maszyn?

To jest rewolucja. Wiadomo, że zmieni bardzo wiele. Ale jak to w rewolucji, nikt nie jest w stanie przewidzieć jak dokładnie będzie świat wyglądał później.

Jak w każdej rewolucji jest też mnóstwo dziwnych, szalonych lub nieadekwatnych do swych czasów pomysłów, a także rzeczy, które z trudem, dzięki wysiłkowi kolejnych pokoleń inżynierów i użytkowników, dochodzą do doskonałej i wydajnej formy. I wizjonerów, którzy taką doskonałą formę potrafią stworzyć od razu, których wynalazki  nie wymagają większych zmian przez następne dziesięciolecia. Takich jak Nicola Tesla, który zaprojektował z niczego system przesyłu energii na duże odległości, czyli właściwie cały system dystrybucji elektryczności i używamy go do dziś praktycznie bez żadnych zmian.

Tak naprawdę mamy dwa powody aby się interesować tym wszystkim.

Pierwszy to ciekawość. Na naszych oczach zmienia się świat. Ja usiłuję pokazywać fragmenty tego procesu, te które uważam za ważne lub ciekawe. Namawiam, na ile potrafię, każdego do rozumienia tych zdarzeń. Za wszystkim stoją tak naprawdę bardzo proste zjawiska fizyczne i nie potrzeba w żadnym miejscu szczególnie zaawansowanej wiedzy. Potrzeba za to rozumienia tych zjawisk, które były często nauczane już w szkołach podstawowych.

Druga sprawa to pytanie w jakim stopniu bezmyślność i chciwość usmaży naszą jedyną planetę i co możemy z tym zrobić. Pytanie jest niezwykle ważne i w znacznym stopniu pokrywa się z kwestią rewolucji energetycznej. Znacznym, ale nie kompletnym. Samą rewolucję przemysłową można obserwować jako beznamiętny świadek i oprócz tego, że przynosi wielkie zmiany dla społeczeństw, nie ma powodu aby szczególnie to śledzić czy kibicować w którąkolwiek stronę.  Jeśli jednak zwracamy uwagę na ilość węgla w obiegu atmosferycznym i tej sprawie stawiamy priorytet, to oczywiście nadal nas interesuje energetyka wiatrowa i słoneczna. Ale nie tylko. Interesuje nas każde zmniejszenie emisji CO2 i innych gazów cieplarnianych. Jeśli mówimy o ratowaniu planety i przyszłych pokoleń (a właściwie z wyjątkiem najstarszego już obecnych) to mówimy nie tylko o zmianie w przemyśle i transporcie, ale też o każdej możliwości ograniczania emisji i eliminowania z obiegu CO2. Każdej, która ma sens, do czego osobiście nie zaliczam energetyki atomowej ani wyłapywania CO2 w elektrowniach. Ale już ma sens spalanie biomasy w elektrowniach, zakładając, że na żadnym etapie produkcji i transportu tejże biomasy nie używano by paliw kopalnych. Co oczywiście nie jest związane z żadnym szczególnym rozwojem technologii, a do miana rewolucji pretendować zupełnie nie może, tak samo jak płynne biopaliwa.

Jednak kwestia zmian klimatycznych jest rzeczą, która dotyczy nas wszystkich. Tu nie tylko określone stanowisko, ale i emocjonalne bronienie go jest uzasadnione, a nawet ważne.

Jest to na tyle ważne, że emocje mogą brać górę. Rozmawiając z przeciętnym człowiekiem można mu wyjaśnić i pozwolić zrozumieć problem. Nie przekracza to możliwości pojmowania. Niektórzy nie mają wiedzy, do innych dociera wyłącznie manipulacja mediów. Problem zaczyna się w miejscu, w którym mamy polityków nie tylko negujących proste prawa przyrody, ale również starających się aktywnie podtrzymywać i zwiększać wielkość emisji gazów cieplarnianych.  Człowiek wtedy przestaje być świadkiem, a zaczyna czuć się poniewieraną ofiarą przemocy. Bezsilną ofiarą przemocy i co gorsza, nie można pokazać żadnego wyjścia z tej sytuacji. Politycy czasem wybierają się sami, czasem są wybierani przez większość społeczeństwa, ale zawsze kierowanie krajem to nie tylko polityka klimatyczna. I czasem ich poglądy i sposób działania może być akceptowalny dla większości społeczeństwa, a kwestie klimatu bywają ignorowane, gdyż pozostałe problemy sprawiają, że przestają być znaczące. I co zrobić w takiej sytuacji?

Dlatego ja na tym blogu uznaję wyższość edukacji nad polityką i tę drugą generalnie ignoruję. Są dla takich dyskusji inne miejsca. Dlatego też bardzo rzadko poruszam tu kwestię klimatu, choć jest ona bardzo ważna. Poruszam za to dość regularnie kwestię okazji, jaką stwarza rewolucja energetyczna i tego, że ta okazja jest w Polsce marnowana. W najgłupszy możliwy sposób, bo poprzez zorganizowane hamowanie zmian technologicznych. Co można porównać do walki z maszynami parowymi w pierwszej połowie dziewiętnastego wieku. I to, jak najbardziej była też część Rewolucji Przemysłowej i tak samo zwalczanie rozbudowy energetyki słonecznej i wiatrowej to jest część historii Rewolucji Energetycznej. Historii, która dziś trwa i, tak samo jak Rewolucja Przemysłowa spowoduje rozwarstwienie w poziomie dochodów i bogactwa państw na następne pokolenia.

Podtrzymywanie biedy i zacofania jest przykre. Po prostu. Nie jest to powód do agresji. Atak na naszą jedyną planetę takim powodem może być. Ale agresja zwykle nie prowadzi do rozwiązania żadnego problemu.

Historia oporu wobec zmian też będzie częścią historii Rewolucji Energetycznej. A w przyszłości zleje się z opowieściami jak to przez kolej parową krowy miały zaprzestać dawania mleka.

Tak samo częścią każdej rewolucji przemysłowej są symbolizujący ją ludzie. Jedni z tysięcy, ale przez swoje przełomowe działania stający się jej symbolami. James Watt jest symbolem początku epoki pary, a jego nazwisko synonimem początków maszyny parowej. Ale przecież wcale nie był jej wynalazcą. Działały już kilkadziesiąt lat przed jego urodzeniem. On „tylko” wpadł na pomysł, że obskurne i nieefektywne urządzenie do pompowania wody w kopalniach węgla można, dzięki drobnym ulepszeniom przekształcić w uniwersalne źródło mocy w przemyśle zastępujące kieraty z końmi wszędzie tam gdzie nie było dostępnej energii wodnej. I to zrobił. Inni w tym czasie opracowywali maszyny tkackie, ulepszali wiertarki, żaglowce i metody wytopu żelaza — wszystkie inne rzeczy, które razem stały się rewolucją przemysłową.

Tak samo przecież Henry Ford nie był wynalazcą samochodu. On „tylko” uznał, że gdyby stworzyć nieprzeciętnie niezawodny i łatwy w obsłudze samochód zaprojektowany dla produkcji masowej, to przestałby on być miejską zabawką dla bogatych, a stałby się środkiem transportu i narzędziem pracy dla przeciętnego rolnika i rzemieślnika. I to zrobił.

W ten sam sposób człowiek-symbol dzisiejszej rewolucji, Elon Musk, nie jest żadnym wynalazcą samochodu elektrycznego. On”tylko” pomyślał, że chce aby samochód elektryczny stał się powszechnym środkiem transportu zamiast pojazdów spalinowych. W tym celu najpierw trzeba ludzi przekonać, że takich pojazdów naprawdę chcą, więc muszą być lepsze. O lepszym parametrach technicznych i wrażeniu z którym samochody spalinowe nie mogą konkurować. I to zrobił. A przynajmniej jest w dość zaawansowanym punkcie tego planu.

* Wyłączając Azję i b. ZSRR do dziś zbudowano i uruchomiono tylko 3 reaktory, których budowę rozpoczęto po katastrofie w Czernobylu, wszystkie trzy były wówczas na bardzo zaawansowanym etapie planowania.  Sizewell B w UK i Temelin (2 reaktory) w dzisiejszych Czechach, wówczas jeszcze CSRL (gdzie być może towarzysze radzieccy naciskali na budowę, aby podtrzymywać ułudę energetyki atomowej. W siebie zbudowali jeszcze 5).

Reklamy

6 Komentarzy

  1. Pawel Kondzior pisze:

    Świetny artykuł. Takie być może trochę pytanie offtopic, ale czy Twoim zdanie kiedykolwiek w rozwoju energetyki atomowej chodziło tak naprawdę o energetykę? Czy być może te niespełnione obietnice energetyki atomowej nigdy nie miały być tak naprawdę spełnione i od początku chodziło zawsze o produkcje plutonu do bomb.

  2. futrzak pisze:

    @Pawel Kondzior:

    Rewolucja zapewne odpowie na pytanie pozniej, ja natomiast od siebie powiem tyle: na samym początku decyzja o tym, czy elektrownie atomowe robic na bazie toru czy uranu, byla jak najbardziej decyzja polityczna i chodzilo wlasnie o mozliwosc wytwarzania plutonu. Co jest o tyle interesujace, ze gdyby zdecydowano sie na tor, wlasciwie az trudno powiedziec, jak dzis wygladalby swiat od strony energetycznej.
    Jedno jak mysle jest pewne: dzis juz nie bedzie powrotu do elektrowni na tor, bo jest to niezwykle droga impreza (podobnie jak reaktory na uran), a sama technologia jest w powijakach. Mimo szumnych co roku zapowiedzi, ze a to Chiny zbuduja, a to Indie, a to inne panstwo – mija juz dobrze ponad dekada i ani widu, ani slychu. Po prostu od strony ekonomicznej przestalo to miec sens, bo PV i wiatraki sa tansze. Jak sie do tego doda ogromny skok technologiczny w pojemnosci baterii, to wlasciwie cokolwiek innego staje sie outdated…

  3. […] zas Rewolucja Energetyczna dzieje się już teraz, na naszych oczach – o ile ktoś te oczy trzyma otwarte. Czego nie da […]

  4. @Pawel Kondzior
    Jako odpowiedź prawie wystarczy spostrzeżenie, że do militarnej skali produkcji plutonu wystarczy jeden reaktor i to wcale nie za duży. Czyli możemy z grubsza podzielić programy atomowe na te, które obejmowały jeden reaktor, i te w których chodziło o masową rozbudowę energetyki. Niewątpliwie pokojowe były programy masowej rozbudowy po kryzysie naftowym- francuski i, jeszcze bardziej, niemiecki i japoński. Paradoksalnie prawie to samo można powiedzieć nawet o radzieckim i amerykańskim programie atomowym, choć tam cel był podwójny- rozwój technologii i dostarczanie kadr do programu, który był w 95% cywilny, ale w wojskowej części korzystał z dużej puli doświadczonych techników i inżynierów.
    Jak mi się wydaje, brytyjski program atomowy miał w większej części cele wojskowe oraz eksportowy, krajowa produkcja energii była skutkiem ubocznym.
    Tym bardziej kiedy mówimy o pojedynczych, czy nielicznych reaktorach w krajach z tradycjami dyktatur wojskowych: Argentyna, Brazylia, Iran, Korea Północna, etc.

  5. Wojtek inzynier pisze:

    Czy można prosić autora o zebranie linków w całość o energetyce jądrowej? Kiedyś szukałem i znajdywałem małe updaty, nie znalazłem głównego tekstu.

    To nie chodzi by mnie przekonywać, bo to się stało lata temu. Chodzi o innych – dając im namiar na ten blog, wiem, że go nie przeczytają od początku do końca jak ja.

    A obecnie Polska pogrąża się w szaleństwie, właśnie przyszedł czas na elektrownię jądrową.

  6. Łukasz pisze:

    W sąsiedniej gminie po burzliwej kilkuletniej debacie, radni właśnie zgodzili się na zmianę palnów zagospodarowania przestrzenngo, bo prywatny inwestor chce otworzyć kopalnię węgla. 300 m od rzeki Wisły. Dotychczas najbliższa kopalnia była jakieś 20 km od Przeciszowa. Radni i wójt przeliczyli powierzchnię planowanego zakładu, pomnożyli przez stawkę podatku od nieruchmości i dyskusja się zakończyła. Tak się planuje w PL.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Follow rewolucja energetyczna on WordPress.com
%d blogerów lubi to: