Strona główna » energia elektryczna » Węzeł gordyjski Puerto Rico

Węzeł gordyjski Puerto Rico

Archiwum

Po tragicznych huraganach Puerto Rico usiłuje się odbudowywać. Huragany, zwłaszcza Maria były tragedią dla setek tysięcy ludzi, nadal sytuacja jest bardzo zła i taka przez długi czas pozostanie. Jednak fascynujące są nowe szanse i nadzieja dla tej wyspy, gdzie jak w soczewce skupiają się wszystkie problemy współczesnego, zachodniego świata. Zarówno jeśli mówimy o energii, ekonomii, produkcji przemysłowej, ale też kwestii nacjonalizmu i oczywiście zmian klimatycznych.

Zaczynając od tego ostatniego, czyli zmian klimatycznych. Puerto Rico leży w strefie huraganów i zdarzały się one tam zawsze. W tym roku temperatura morza była znacznie wyższa niż zwykle. A to właśnie ona jest energią napędową dla cyklonów tropikalnych. Nie mogą się  one uformować przy temperaturze wody na powierzchni niższej niż 26 C, a im jest ona wyższa tym są mocniejsze. W swej istocie cyklon tropikalny nie jest niczym innym jak silnikiem cieplnym wykorzystującym różnicę temperatur pomiędzy powierzchnią wody, a górnymi warstwami atmosfery do rozpędzenia powietrza. Im jest więcej dostępnej pary wodnej, tym możemy mówić o większej ogólnej mocy silnika. A najwięcej pary wodnej jest nad oceanami, im cieplejszymi, tym więcej. Powierzchnia oceanu na Karaibach zawsze mogła przekroczyć te magiczne 26 C, kiedy parowanie jest wystarczające dla uformowania się cyklonu. Jednak teraz te temperatury są właściwie z roku na rok coraz wyższe, prowadzą i będą prowadzić do coraz bardziej niszczycielskich cyklonów tropikalnych. Obecny sezon huraganów był morderczy, przeciętna w przyszłości będzie jeszcze potężniejsza. To jest jeden z najważniejszych czynników określających sytuację Puerto Rico

Drugim czynnikiem jest historia

Na tej wyspie, podobnie jak na sąsiedniej Kubie pod koniec 19 wieku trwało powstanie przeciwko wielowiekowym władcom kolonialnym, czyli Królestwu Hiszpanii. Pod naciskiem magnatów medialnych opisujących terror hiszpański na Kubie, tajemniczy wybuch i całkowite zniszczenie okrętu USA w kubańskim porcie spowodowało wypowiedzenie wojny. Była ona dość krótka i bardzo jednostronna, a w jej wyniku USA uzyskało zwierzchność nad Filipinami, Kubą i Puerto Rico. Co było zaskoczeniem również dla waszyngtońskich elit. W skrócie– rząd USA nie miał żadnej koncepcji ustrojowej na nowe terytoria. Nie były specjalnie potrzebne jako źródła surowców, bo na samym terenie USA surowców, ziemi i wszystkiego czego potrzeba było wystarczająco. Bez dobrej infrastruktury i sensownego modelu jej budowy przez kapitał z USA te regiony pozostały dostarczycielami niewielkich ilości produktów tropikalnych i rynkiem zbytu tandety przemysłowej- bo przecież nie porządnych wyrobów, kiedy z braku prawdziwej gospodarki podstawowym wyróżnikiem tych kolonii była bieda.

We wszystkich trzech koloniach tak samo jak pod władza hiszpańską, i po przejęciu przez USA miała się dobrze partyzantka niepodległościowa. Różnica polegała na tym, że USA miały znacznie więcej zasobów niż Hiszpania, co pozwoliło na spacyfikowanie wysp. Z czego na Kubie i Filipinach dodatkowym atutem było jednak pokazanie drogi do niepodległości i przekazanie części władzy lokalnym elitom. Puerto Rico tylko spacyfikowano. Na Kubie ta droga skończyła się w ten sposób, że lokalne proamerykańskie elity najlepiej współpracowały ze zwyczajnymi bandziorami, co trochę zmęczyło zwykłych mieszkańców i je wymienili na braci Castro. I co prawda bieda jest taka sama, ale przynajmniej istnieje dostępna dla wszystkich służba zdrowia i fantastyczna (naprawdę) obrona cywilna.

W tym samym czasie na Puerto Rico, stanowiącym część USA również trwały starcia z partyzantami, w których armia USA używała artylerii i bombowców. Dla jakiegoś perspektywicznego rozwiązania tego problemu potrzebny był rozwój gospodarczy i społeczny, pokazanie, że bycie częścią USA ma sens. Co najmniej większy niż możliwość wyjechania do Nowego Jorku i cieszenia się pełnią praw obywatelskich. Oraz dyskryminacją z racji języka i koloru skóry w zestawie, rzecz jasna.

W tym kontekście narodził się plan federalnych ulg podatkowych dla produkcji rafineryjnej i farmaceutycznej na Puerto Rico oraz rozbudowa infrastruktury według wzorców z USA. Co w największym skrócie oznaczało absolutnie kompletne uzależnienie od ropy. Transport wyłącznie spalinowy, elektrownie wyłącznie na ropę, przebudowa miast w sposób zwiększający potrzebę poruszania się samochodami i konsumpcję. I to wszystko w najbiedniejszej części USA. Ale dzięki temu stała się ona bogatsza, lepiej uprzemysłowiona i bardziej przypominająca filmy z Hollywood niż sąsiednia Kuba.

Do czasu

Należy jeszcze do tego całego zestawu dodać Jones Act, czyli dość typową regulację protekcjonizmu w zakresie żeglugi handlowej. Na mocy którego tylko statki pod banderą USA, z załogą złożoną z obywateli USA i zbudowane w amerykańskich stoczniach mogą przewozić towary pomiędzy amerykańskimi portami. Problem polega na tym, że takich statków nie dość, ze jest niewiele, to jeszcze są zasadniczo ekstremalnie stare wiekiem i konstrukcją. Zbliżonej jakością floty należałby szukać zapewne na jeziorach Afryki Centralnej.

Za to ich armatorzy mają monopol na transport towarów z kontynentalnej części USA na Hawaje i Puerto Rico. Co powoduje stosowne ceny. I kompletną nieopłacalność produkcji czegokolwiek.

Hawaje w tej sytuacji przynajmniej uzyskały prawa stanu i mogły samodzielnie kształtować kierunek polityki. Gdzie jedynym wyjściem było promowanie turystyki i opis „tropikalnego raju”. Jakoś to zadziałało. W Puerto Rico narzucono model wielkoprzemysłowy, który w miarę rozpadania się amerykańskiej floty handlowej coraz bardziej tracił sens.

Na to należy nałożyć sieć elektryczną budowaną jak najszybciej i jak najtaniej. Co jak zawsze w takich przypadkach przełożyło się na wysokie koszty utrzymania.

Pierwszy poważne przesilenie przyszło wraz z kryzysami naftowymi

W skrócie: model gospodarczy stracił sens. Rafinerie i fabryki farmaceutyczne, które były tylko zakładami kontrolowanymi z zewnątrz i umiejscowionymi w kolonii po prostu wygaszały działalność na rzecz innych lokalizacji, akurat bardziej opłacalnych dla centrali. Władze Puerto Rico zareagowały na to hojnymi przywilejami podatkowymi. Które częściowo zatrzymały firmy, ale nie wniosły niczego do zmiany modelu. Następne ulgi podatkowe już wniosły. Spowodowały mianowicie przekształcenie PR w raj podatkowy pod jurysdykcją USA.

Co doprowadziło do dokładnie tego do czego mogła doprowadzić taka polityka. Prawdziwy przemysł i tak się wyniósł, ale PKB rosło, bo coraz więcej firm deklarowało tam swoje zyski. Tyle że to się nie przekładało na żadne możliwości poprawy infrastruktury, bo te zyski nie prowadziły do wzrostu dochodów budżetowych. Prowadziły za to do wzrostu papierowego PKB, czyli też możliwości zadłużania się władz terytorium.

Taka polityka działa na krótką metę. Następnym etapem jest ukrywanie długów po lokalnych spółkach. W najlżejszej wersji poprzez drenowanie z zysków lub ograniczanie dotacji dla spółek wykonujących zadania publiczne. Te spółki muszą same się zadłużać, co nie jest aż tak wielkim problemem. Do czasu. Na przykład takiego, kiedy dług spółki staje się zbyt duży do ukrycia i następuje wielki wybuch. Co się zdarzyła na Puerto Rico wiosną tego roku. Lokalny monopolista energetyczny zbankrutował.

Potem przyszły huragany na sterydach

Ostatni z nich, Maria zdemolował wszystko co jeszcze pozostało. Sieć energetyczna właściwie przestała istnieć, mnóstwo pozrywanych mostów, brak łączności telefonicznej, itd.

To wszystko na wyspie, która nie ma żadnej prawdziwej gospodarki, a cała ekonomia już od dawna polegała tylko na zadłużaniu się w celu zakupu ropy naftowej i paliw z niej pochodzących.

W takiej sytuacji, połączenia kolonialnego wyzysku i destrukcji infrastruktury Puerto Rico, jego władze i mieszkańcy stanęły przed problemem odbudowy lub budowy od nowa infrastruktury.

Odbudowa według obecnych planów jest najprostsza, ale w rzeczywistości kompletnie pozbawiona sensu. Bo zbudowanie z powrotem sieci energetycznej w miejscu w którym można się spodziewać kolejnych huraganów, ale nie poprawy gospodarki ma dość wątpliwy sens.

Stąd propozycja Elona Muska, entuzjastycznie zaakceptowana, aby w części sieć zastąpić wyspowymi instalacjami PV+ baterie.

Jednocześnie odbudowę sieci powierzono firmie – krzak z bliżej nieznanego małego miasteczka. Akurat tego samego co jeden z ministrów w rządzie federalnym. Uzasadniano to tym, że była to jedyna firma, która zaoferowała, że odbuduje siec energetyczną z odroczoną w całości płatnością. Akurat tak się złożyło, że rząd federalny nie przyznał żadnych środków na odbudowę, więc firma idealnie do tego pasowała.

Na to się nałożył kryzys siły roboczej. Mnóstwo osób pozostało bez dachu nad głową, więc wiele z nich uznało, ze nie ma co dalej siedzieć na wyspie i od razu wynieśli się do kontynentalnej części USA. Zwłaszcza dotyczyło to robotników wykwalifikowanych, którzy mogą się łatwo przenieść. Na przykład kierowców ciężarówek. Dzięki temu transport na wyspie się w dużej części załamał w pierwszym okresie po huraganie. Nie tylko przez zniszczone drogi i brak łączności ale również przez zwyczajny brak kierowców. Którzy czasem nie mogli lub nie chcieli dotrzeć do pracy, a czasem opuścili wyspę od razu pierwszym samolotem. Co pogłębiało problemy z dostawami paliwa do poziomu kompletnego chaosu.

Ludzie rozumiejący sytuację widzą, że właściwie każdy z tych problemów jest w jakimś stopniu związany ze spalaniem paliw ropopochodnych. Więc, kiedy Elon Musk zaproponował dostawę rozwiązań energetycznych Tesla Motors, reakcja była entuzjastyczna.

Nie tylko wśród władz. A konkretnie lokalnie wybieranej ich części.  Ci przysłani z kontynentu nie bardzo chcieli rozmawiać. Przede wszystkim zwykli ludzie mają kompletnie dość systemu, który odbierają jako okupację. Przyznam, że niekoniecznie ta wyspa z zupełną samodzielności by mogła stworzyć jakąkolwiek działająca ekonomię, bo tak naprawdę na całych Karaibach do wyboru jest przemysł turystyczny lub bieda. A często i to i to.

Ale ruch naciskający na większą samodzielność gospodarczą poprzez promowanie lokalnego rolnictwa (zasadniczo nieistniejącego) i używania energii odnawialnej jest dość silny. A po katastrofie uzyskał bardzo poważne argumenty.

Mamy więc starcie dwóch modeli gospodarczych i społecznych

Pierwszy to model kolonialnego wyzysku podparty gospodarką opartą na spalaniu ropy, a drugi w opozycji do niego jest pewna mieszanką nacjonalizmu i sprzeciwu wobec używania paliw kopalnych.

Problem polega na tym, że ani jedni ani drudzy nie są właściwie w stanie nic zrobić całkowicie i porządnie. Firmę-krzak wyrzucono, naprawy sieci trwają siłami zbankrutowanego koncernu energetycznego. I potrwają jeszcze miesiącami.

Alternatywne rozwiązanie polega na fotowoltaice, z której dostępnością nie ma żadnego problemu i bateriach. Których po prostu nie ma. Nie ma ich dlatego, że popyt rośnie w obłędnym tempie w miarę upowszechniania się pojazdów elektrycznych.

Tesla Motor od początku zawarł strategiczne porozumienie z Panasonic. Ogniwa do baterii w modelach S i X są produkowane w Japonii i w fabryce w Kalifornii montowane w baterie i następnie do samochodów. Model 3 ma inny rozmiar ogniw, który jest, a właściwie ma być produkowany w Newadzie w Gigafactory. Problem i to wcale nie drobny, polega na tym, że nic tam nie działa jak należy. Opinie co do przyczyn są różne, prawdopodobnie są prawdziwe twierdzenia o zawodności zasilania (bo to znany problem) oraz braku wykształcenia technicznego średniej kadry zatrudnionej przez Panasonica w USA (MBA i już jest się fachowcem od wszystkiego, co nie?). I wynikającej z tego braku nieumiejętności rozwiązywania problemów wdrażania i nadzoru nad linią produkcyjną

Czego efektem jest m.in. to, że do wielkiego projektu baterii w Australii Tesla kupuje ogniwa od Samsunga. Któremu pewnie przy okazji też wyczyścił całość magazynów.

Podsumujmy:

Odbudowanie Puerto Rico według dotychczasowych schematów jest drogie, a sieć i tak prawdopodobnie zostanie zniszczona w następnym huraganie na sterydach, może za rok, może za piętnaście lat, ale z siła huraganów będzie tylko gorzej. Ciepło powierzchni oceanów nie zniknie, ono napędzi wiatry, które będą demolować Karaiby. Alternatywne rozwiązanie całego problemu, przez rozproszone minisieci oparte na energii odnawialnej  jest możliwe i entuzjastycznie popierane przez społeczeństwo, tylko zależne od produkcji ogniw litowych. Oraz takie rozwiązanie praktycznie na pewno nie otrzyma żadnego wsparcia od władz federalnych. A lokalne są bankrutami.

W obecnej sytuacji ogniwa są na dziś tylko dla bogatych, a i to nie wszystkich. I dopóki linie produkcyjne Panasonica w Gigafactory nie zaczną pracować z większa prędkością, to nie bardzo jest cokolwiek do wysłania na Puerto Rico. Tak samo jak do tych, którzy zapłacili zaliczki na Model 3 i do czekających na Tesla Semi. Elon Musk zapowiedział, że priorytet ma Puerto Rico i z tego powodu premiera Tesla Semi została już przełożona o prawie miesiąc, ale jeśli linie w Gigafactory będą faktycznie pracować przez kilka godzin tygodniowo, jak to prawdopodobnie ma miejsce dziś, to nie wystarczy na nic. Nie będzie ani dostaw Modelu 3 w rozsądnym czasie, anie prądu w Puerto Rico. Przynajmniej zanim stamtąd już wszyscy wyjadą.

Ta historia jest w pewnym sensie nowa, ale tak naprawdę powtarza się po raz kolejny. Z jednej strony jest tradycyjny wielki biznes i model wyzysku kolonialnego, z drugiej obywatele, którzy usiłują zmienić status quo i zamiast biedy wypychającej na emigrację mieć kraj potrafiący przynajmniej utrzymać swoich mieszkańców. Jednak ludzie, walcząc z kolonialną eksploatacją potrzebują przede wszystkim wiedzy. Rozumienia działania nie tylko ekonomii, ona jest tak naprawdę prosta. Potrzeba w miarę powszechnego rozumienia zależności fizycznych i inżynierskich. A w ostateczności tysięcy techników, którzy potrafią obsługiwać i nadzorować sprzęt potrzeby do fizycznego zbudowania nowego systemu. A zamiast tego są absolwenci MBA, którzy nie maja pojęcia jak przeliczyć rozmiar oringów z metrycznego na imperialny więc zamawiają je z Japonii zamiast kupić w sklepie żelaznym w Reno (historyjka opisana anonimowo przez rzekomego pracownika Gigafactory- niemożliwa do zweryfikowania, ale IMO prawdopodobna). Zamawiają tyle ile im akurat potrzeba, bez zapasu, bo tak uczą o efektywności gospodarki magazynowej.

Własnie dlatego na tym blogu zupełnie pomijam kwestie polityki czy nawet klimatu i skupiam się w większości na prostych kwestiach technicznych. Bo je uważam za kluczowe. Trwa rewolucja energetyczna, wszystko się zmienia, paliwa kopalne znikają z użytku. Nowy system jest lepszy, pod każdym możliwym względem. Ale nie może w ogóle powstać bez tysięcy inżynierów i techników, którzy nie tylko fizycznie coś robią, ale także dyskutują między sobą i ze społeczeństwem, tłumacząc jak coś może i jak powinno działać. Tylko tak można dotrzeć do tysięcy ludzi dobrej woli, którzy wiedzą lub czują, ze to wszystko powinno działać jakoś inaczej, ale nie mają wiedzy i narzędzi intelektualnych, aby zrozumieć nowy system. Ja robię co mogę w tym kierunku i Czytelników tez do tego namawiam.


Kto jeszcze nie korzysta– przypominam o stronie na Facebook i zapraszam do wsparcia przez Patreon


 

Reklamy

20 Komentarzy

  1. Łukasz pisze:

    Co do wzmianki o Kubie: czy autor spotkał się z taką opinią? „Są trzy rzeczy, które na Kubie działają świetnie: 1. służba zdrowia, 2. edukacja i 3. propaganda, dzięki której świat wierzy w pkt. 1. i 2. „. To opinia Domosławkiego, z dosyć starej książki „Gorączka latynoamerykańska”.

    Czytałem ją dawno temu, ale to spostrzeżenie akurat zapadło mi w pamięć, choć żadnych szczegółów nie potrafię przytoczyć. Trudno uwierzyć, że na ubogiej Kubie SZ miałaby działać „przyzwoicie”. Przecież to niezwykle kosztowna rzecz.

  2. @Łukasz
    Tak, powszechna wiedza mówi o dobrej służbie zdrowia i edukacji na Kubie. Ja nie zetknąłem się ani z jednym ani z drugim nawet pośrednio czy w wiarygodnych opowieściach, więc nie wiem co to sobą naprawdę reprezentuje. Ale: praktycznie żaden kraj Karaibów nie ma sensownej gospodarki i zamożnego społeczeństwa. Niektóre części są mniej biedne niż inne z powodu ropy czy dotacji z Europy, ale dość potężny poziom biedy jest wszędzie.
    Na tym tle o Kubie można powiedzieć, że każdy ma dostęp do edukacji na każdym poziomie i do pełnej opieki zdrowotnej. I to jest chyba jedyny kraj w tym regionie świata gdzie można to powiedzieć. Jakości nie znam, ale samo istnienie to duży sukces.
    A co do meritum, czyli obrony cywilnej. Akurat ciut więcej wiem.
    Najpierw fakty mówią za siebie- na Kubie ludzie w huraganach generalnie nie giną. Wszyscy są bezpieczni. Nigdy (od rewolucji) nie wystąpiła epidemia cholery ani podobnych chorób związanych z zanieczyszczeniem wody po huraganach. Uszkodzona infrastruktura jest identyfikowana od razu i doprowadzana do stanu działania w czasie pozwalającym na dotarcie pomocy. Bo jest to zbyt biedny kraj na dostarczanie wody i żywności helikopterami. Dla porównania- na PR nadal nie wiadomo ile osób zginęło, dróg nie ma i nie wiadomo kiedy będą, cholera już jest.
    I nie ma to nic wspólnego z pieniędzmi, a wszystko z organizacją państwa. Część budynków, zwłaszcza szkół, itp. jest zbudowana tak, aby wytrzymać najmocniejsze huragany i one służą jako schroniska, tak samo jak są wyznaczone lepiej zbudowane domy prywatne (tak, to komunizm). Właściwie każdy ma wyznaczoną rolę w OC. Od zajęcia się mniej sprawnym sąsiadami, patroli antyzłodziejskich, do opisania i raportowania uszkodzeń. Materiały na naprawy dachów, etc, są magazynowane przed sezonem huraganów i rozdawane w miarę potrzeb, naprawy ludzie robią sami lub OC (a faktycznie sąsiedzi).

  3. Rafał pisze:

    i one służą jako schroniska, tak samo jak są wyznaczone lepiej zbudowane domy prywatne (tak, to komunizm).

    Raczej nieco odgórne zarządzanie.

  4. PawelW pisze:

    Widzę zasadniczy problem. Zgadza się, że potrzeba rosnącej rzeszy inżynierów i techników umiejących uzytkować i utrzymać te nowe, przyjazne środowisku Technologie czy wogóle technologie. Problemem tym jest fragmentacja. Inżynierowie i technicy jednej dziedziny często nie mają pojęcia o innych dziedzinach inżynierki, a czesto i nie chcą mieć. Wogóle nie wspominając o zajmowaniu się takimi problemami, jak opisany powyżej… nawet państwa zachodnie zaczynają mieć potężny problem, bo młodzież zamiast studiować inżnierkę pcha się na marketing i zarządzanie. A ci co już studiują inżynierkę nie mają czesto pojęcia o rzeczach podstwowych, o których zaledwie 10 lat temu każdy studiujący przynajmniej wiedział i je często nawet rozumiał. Teraz przychodzi mi tłumaczyć praktykantom przemiany termodynamiczne…. halloo w Bawarii, jednym z bardziej uprzemysłowionych rejonów świata. A wybieramy sobie niby lepszych studentów.
    Przy czym ja sam widzę po sobie, że co prawda w mojej działce się dosyć pewnie czuje, ale wszystko nowe kostuje mnie jednak trochę czasu ażeby poznać i zrozumieć i porównać alternatywy, a tego czasu po prostu nie ma specjalnie dużo.

  5. Rafał pisze:

    @PawelW
    Z tego co widziałem to gdzieś tu na blogrollu jest link do bloga ourfiniteworld.com
    Kobita często porusza tam kwestię growing complexity.
    A to tego objawem jest zjawisko, o którym piszesz.
    Więc albo osiągniemy świadomość roju, albo nauczymy się współpracować z (fachowcy różnych dziedzin) ale to będzie wymagało logiki i weryfikacji danych, czyli kompetencji dziś totalnie zaniedbywanych w procesie (na ?) uczania

  6. @PawelW
    Widzisz poważny problem współczesnego świata. Ale bym powiedział, że to nie jest problem jakiś absolwentów, czy jakiś szkół, tylko ogólnego braku saturacji społeczeństwa wiedzą (ładne określenie, prawda?)
    Nikt nie jest w stanie sam zmieniać świata, czy umieć wszystko. Ale jeśli wszyscy dookoła rozumieją podstawowe relacje energii, materii, zasady reakcji chemicznych i ogólnie właściwości materiałów to wszystkie dyskusje są znacznie krótsze i nikt nie opowiada piramidalnych bzdur gwałcących zdrowy rozsądek osoby która przynajmniej coś z tego rozumie.
    Więc, gdybym miał powiedzieć co powinno być lepsze- oczywiście edukacja przyrodnicza w szkołach. Nie ściśle techniczna, mechaniki czy IT małpę też można nauczyć. Chodzi o naprawdę piłowanie do zrozumienia fizyki, chemii, biologii i okolic z solidną matematyką, aby nawet przypadkowi ludzie nie mówili już kompletnych bzdur.

    @Rafał
    „aby przypadkowi ludzie nie mówili kompletnych bzdur”, na przykład takich jak wywołana Gail Tverberg. Kiedyś to nawet dla mnie brzmiało ciekawie, ale po bliższym przyjrzeniu się- ona bredzi, kompletnie i całkowicie, nie mając pojęcia przede wszystkim o uzupełnianiu się i substytucji technologii. A bez tego nie można zrozumieć zmian dzisiejszego świata. Czy ilość energii jest problemem dla ekonomii i jakości życia w Kopenhadze, gdzie 13% podróży odbywa się samochodami, w porównaniu do miasta tej wielkości w USA, gdzie to będzie 95%? Ilość zużywanej energii różni się o rząd wielkości, dla jakości życia i ekonomii to jest bez różnicy.
    Sam się kiedyś skupiałem na dostępności energii jako problemie i wiem, że jest to zły sposób myślenia. Ale ja przynajmniej miałem najwyraźniej wystarczającą bazę rozumienia przyrody i technologii, aby wyjść z tego kanału, Gail nie ma, więc od lat powtarza te same bzdury.

  7. futrzak pisze:

    A wlasnie, bardzo wazny problem zostal tu poruszony – edukacja, ktora poglebia fragmentacje wiedzy, a nie na odwrot.

    Ja osobiscie nie kupuje tezy, ze na dzis nauka (science) jest na tyle skomplikowana, ze nie da sie tego ogarnac. To nie tak. Winny jest imho system edukacji, ktory od wielu, wielu juz lat nastawiony jest na produkcje alf i omeg w jednej, waskiej dziedzinie. Zauwazcie, ze w USA i w ogole swiecie zachodnim najlepiej oplacani sa wąsko wyspecjalizowani fachowcy. Jak jakas dziedzina upadnie/zejdzie z rynku – who cares, to nie problem „rynku” tylko tych ludzi, ktorzy potem po zwolnieniu z pracy w jednej firmie przez dekade czy wiecej nie potrafia i nie maja jak sie przekwalifikowac.

    A to nie tak powinno byc. Jesli szkola da solidne podstawy z science – na tyle solidne, zeby wymagac ROZUMIENIA, to potem ktos, kto jest inzynierem w jednej dzialce jest w stanie ogarnac inna. Owszem, trzeba bedzie sporo czasu i detali i informacji – ale to nie bedzie czarna magia. Dzisiaj tez sa tacy ludzie – interdyscyplinarni naukowcy – ale sa bardzo nieliczni a i caly system ustawiony jest tak, ze rzuca im klody pod nogi, a nie ulatwia.

    A szkoly? Szkoly sa (poza nielicznymi wyjatkami) ustawione na „zaliczenie” i na papier i nic więcej. Ja sama widze roznice w pokoleniu – ludzi, ktorzy ze mna studiowali, i ich poziom, versus to, czego uczy sie na studiach kierunkowych studentow dzis. Inzynier, co konczy polibude i nie zna podstaw fizyki newtonowskiej i termodynamiki i ktoremu mozna wcisnac kaczany odnosnie magicznych urządzen produkujacych energie z niczego? No serio?
    Informatyk, ktory nie ogarnia tego, jak dziala circuit board, zna tylko jave a Internet dla niego to sklada sie z serwerów www? Lekarz, ktory chemie i biochemie na studiach mial, a pierdoli o tym jaki swietny wplyw „leczący” ma homeopatia? Cos tu jest powaznie nie tak.

  8. Rafał pisze:

    @ Maczeta….
    Hmmm.. I mean no harm.. ale to Pani Tveilberg jest zapraszana przez rządy (ostatnio Chin) by przedstawiać implikacje wynikające ze powiązania NET energii i współczesnej ekonomii.
    Napisałeś, że bredzi, hm… daj proszę jakiś przykład jej rozumowania, a następnie go zdyskredytuj faktologicznie.
    Chętnie bym przeczytał.
    Szkoda, że u niej się nie wypowiadasz ;-(
    I to ona właśnie ma podejście mocno interdyscyplinarne, o którym wspomina futrzak.

    A zastępowalność technologii wymaga coraz większego skomplikowania i coraz większych nakładów surowcowych i energetycznych, i zysk nie równoważy nakładów, co więcej nie szacuję sie nawet ilości nakładów na przyszłe utrzymanie takiej „nowej technologii”.

    Wiem że masz ciągoty cornucopianskie, ale..to energia(NET) daje nam technologie, a nie na odwrót.

    (a czy rozpracowałeś już temat ilości choćby Litu niezbędnego do przestawienia świata na OZE?)
    Ciekawym też czy istnieje już choćby jedna fabryka PV zasilana energią słońca (łącznie z piecami do wytopu rud) bo póki co to „zielona techno rewolucja” w EU jest oparta na scedowaniu emisji produkcyjnych Azji.
    Wymieniliśmy kiedyś opinie na temat prac Hall’a, Prieto, wierzysz w Energiewende..odrzuciłeś przykład nieopłacalności farmy solarnej w andaluzji, nie dajesz się przekonać doświadczeniom z OZE z El Hierro prezentowanymi przem Euana Mearns’a.

    A przykład PR pokazuje dokładnie co może państwo peryferyjne, gdy nie ma źródeł energii.
    Nawet Tesla nie jest tu w stanie pomóc.
    A to tylko jedna mała wyspa.
    I jak nam rozmawiać o skali planety?
    IMHO wyspa jest przeludniona i nie może dać utrzymania takiej ilości mieszkańców, co jak widać objawia się exodusem w sytuacji gdy brak tej energii. i Technologia nie jest im w stanie pomóc.

  9. Rafał pisze:

    Czy naprawdę myślisz, że ktoś kto się zawodowo zajmuje tymi problemami to „<nie mając pojęcia przede wszystkim o uzupełnianiu się i substytucji technologii.
    Nie gniewaj się, ale to nieco wygląda na zadufanie. (starm się właśnie odnaleźć wpis w którym opisuje synergię i zastępowalność)

    Czytam źródła cytowane przez nią źródła.
    I powiem CI że dużo się nauczyłem.
    Rozumiem że teorie systemów masz w małym palcu.
    Ugh.. i jeszcze teraz widzę tekst, że „ekonoma to jest prosta..” hmm..cóż śmiem się nie zgodzić… bo wpływu niektórych instrumentów finansowych na obsługę długu, to już nawet Bernake nie jest w stanie zrozumieć (do czego się nota bene przyznał ostatnio w jakimś poczytnym żurnalu)

  10. futrzak pisze:

    @Rafal
    „bo wpływu niektórych instrumentów finansowych na obsługę długu, to już nawet Bernake nie jest w stanie zrozumieć (do czego się nota bene przyznał ostatnio w jakimś poczytnym żurnalu”

    No nie zartuj, na serio te jego gadki wziales? Wielu ekonomistów, nie majacych dostepu do informacji, ktorymi dysponowal Bernanke, przewidzialo jak to sie skonczy (chociaz nikt nie byl w stanie okreslic dokladnego timingu) – mamy więc w zasadzie dwie mozliwosci. Albo doskonale wiedzial, jak to sie skonczy (notabene nadpodaz pieniadza dluznego tak sie w USA konczyla w poprzednich dekadach) i kłamał w zywe oczy po to, zeby koledzy z GS i innych bankow zdązyli sie nachapać, albo faktycznie nie mial o niczym pojecia – a wtedy nalezy sobie zadac pytanie jak osoba tak niewykwalifikowana znalazla sie w ogole na tym stanowisku?

    Zreszta. O czym tu mowa. Nawet jak sie czyta jego biografie to widac, ze wiele osob wprost go ostrzegalo i mowilo o tym – po prostu ignorowal.

    I to po czesci pokazuje problem, o jakim tu dyskutujemy: slepe zaufanie w autorytety. Bo Bernanke powiedzial gdzies, ze nie zrozumial wplywu niektorych instrumentow finansowych na obsluge dlugu, to ty bez sprawdzania i przemyslenia wyciagasz z tego wniosek – ekonomia jest cholernie skomplikowana dziedzina i nikt nie wie, jakie skutki pociagaja za soba okreslone dzialania. Taaaaaaaaa…..

  11. futrzak pisze:

    I jeszcze jedno:

    to, ze ktos sie zawodowo jakaś dzialka zajmuje wcale nie wyklucza, ze sie myli. Zobacz – sa lekarze, ktorzy ukonczyli studia, zrobili specjalizacje, teoretycznie wiec powinni sie znac na madycynie – a wciskają pacjentom kropelki homeopatyczne… albo pieprza o tym, ze szczepionki powoduja autyzm. Owszem, prawdopodobienstwo tego, ze spotkasz dyletanta medycznego wsrod zwyklych ludzi jest wieksze, niz spotkac go wsrod lekarzy z prawem wykonywania zawodu, ale jednak to tego NIE WYKLUCZA.

  12. @Rafał
    Zawodowo to się tym problemem zajmuje przede wszystkim obłędnie wielkie stado propagandystów, jak też trolli różnej klasy. Bo kwestia paliw kopalnych, rewolucji energetycznej, substytucji i technologii jest w centrum interesów oligarchii, Rosji, islamskich fundamentalistów i właściwie wszystkich organizacji terrorystycznych współczesnego świata.
    Więc to, ze ktoś się zajmuje od lat mnie nie przekonuje. Sukcesy finansowe, tytuły i ilość publikacji też nie (choć kompletny ostracyzm naukowców już by powodował moje przyłączenie się z niewielka weryfikacja).
    To powiedziawszy, rozmawiamy tylko i wyłącznie o poglądach, wiedzy i publikacjach Gail Tverberg, a nie gdzie jeździ z kim i po co.
    Tu nie chodzi o jakiś jeden artykuł. Z tym bym dyskutował, polemizował, czy uznał za wpadkę.
    Tu chodzi o kompletnie błędne założenia.
    Pierwszym z nich jest kompletna ekwiwalentność energii. Co jest nieprawdą. Gaz jest wykorzystywany właściwie w każdym zastosowaniu efektywniej niż paliwa stałe, a elektryczność jest znacznie bardziej efektywna w napędzaniu wszystkich urządzeń mechanicznych, a i często w ogrzewaniu.
    W związku z tym, ze produktem OZE jest zazwyczaj elektryczność, to już mamy błąd prawie rzędu.
    Druga sprawa- pomijanie kwesti efektywności energetycznej.
    Trzecia sprawa- kompletne pomijanie kwestii substytucji, zwłaszcza w transporcie.
    Z tymi trzema problemami dochodzi się w prosty i logiczny sposób do wniosku, że „wiercić albo zginąć”. Który jest kompletnie nieprawdziwy.
    Pokażę alternatywę:
    1. Od dziś zaprzestajemy jakichkolwiek inwestycji w wydobycie paliw kopalnych i cokolwiek do ich przetwarzania i wykorzystania. Tj. działające kopalnie działają, ale nie buduje się nowych, nie szuka się złóż. Nic. działające fabryki samochodów działają, ale nawet nie są modernizowane linie produkcji silników spalinowych. Nie są zatrudniani nowi ludzie, nie są budowane rurociągi, etc.
    2. W tym samym czasie następuje pełna mobilizacja kapitału na kopenhagizację transportu w miastach dookoła świata (do aż do udziału samochodów w transporcie 5-10% w perspektywie 25 lat)
    3. Następuje pełna mobilizacja kapitału i zasobów naukowych dla opracowania rozsądnych substytutów dla dzisiejszego modelu transportu.
    4. produkcja turbin wiatrowych, PV i baterii jest rozbudowywana w maksymalnym możliwym tempie, a następnie pełna produkcja fabryk jest niezwłocznie montowana.
    W wersji powyżej na transformację całego świata na OZE potrzeba ok 25 lat + zuzycie już nie produkowanych urządzeń jeszcze istniejących.
    I to jest realne, bo mniej więcej wiadomo, ile czego potrzeba, kiedy ma to być dostarczone, etc.
    I tak, bez zmniejszenia ilości używanych samochodów osobowych pełna transformacja byłaby znacznie dłuższa. Nie niemożliwa- lit, kobalt i inne problematyczne rzeczy można odzyskiwać wiecznie.
    Rowery elektryczne potrzebują minimalnej wielkości baterii i to wcale nie najlepszych względni działają nawet z ołowiowymi), transport publiczny można zorganizować elektryczny z minimalnymi ilościami potrzebnych baterii.
    Więc to nie tak. Ja wiem, ze nie ma praktycznie żadnej poważnej przeszkody technicznej.
    Jest przeszkoda sadystycznej chciwości i problem psychopatów u władz politycznych i finansowych, który jest widać na Puerto Rico.
    Rząd federalny właśnie w imieniu Puerto Rico wysłał kilkanaście miliardów dolarów do banków. Co by było, gdyby za te pieniądze zbudowano na całej wyspie światowej klasy infrastrukturę rowerową oraz elektrownie wiatrowe i słoneczne? Nawet bez baterii, zasilające w zawodny sposób oderwane fragmenty sieci. Ale to by była cywilizacja. A co jest? Premie dla bankierów?
    I pani Gail, która „udowadnia”, że nic się nie da zrobić, więc lepiej wysłać pieniądze do bankierów, bo system finansowy jest najbardziej krytyczną częścią współczesnego świata? Sorry, to nie moja bajka.

  13. Rafał pisze:

    @Futrzak No nie zartuj, na serio te jego gadki wziales? Wielu ekonomistów, nie majacych dostepu do informacji, ktorymi dysponowal Bernanke, przewidzialo jak to sie skonczy

    Wiesz, biagało mi o to, że ekonomia jest jednak złożoną nauką, a nie prostą jak twierdzi „Twój Chłop”.
    Kieruję się zasadą „question everything” (nota bene polecam lekturę bloga o tym tytule).
    Ale własnie w związku z narastająca ilością informacji do opanowania w każdej dziedzinie, coraz więcej czasu trzeba poświęcić by stać się ekspertem.. i tak wierzę, że facet który przewidział i ostrzegał o krachu w 2008 jest w stanie niewiedzieć jak działają niektóre instrumenty.

    A dlaczego zakładasz żę na podstawie jednego wywiadu wyrabiam sobie opinie?
    Tak jak mówie nie nie wyciagam wniosków na podstwi jednostkowych wypowiedzi. Poświeciłęm sporo czasu na ogarnianie różnych szkół „ekonomii” (W szkole średniej to nawet tą socjalistyczną miałem).
    I jedyną z reguł, która wydaje sie byc niezmienna to prawo popytu i podaży (ale tu w zwiazku z nadmiarem energii mamy możliwość akumulacji nadwyżek podaży, więc i to prawo możemy wykresowo wypłaszczyć)

    A to jak ktoś w USA moze zupełnie przypadkiem tak wysoko wyladować to juz chyba nikogo, kto ogarnia kastowość tego społęćzeństwa, dziś nie dziwi, prawda?

    Kurcze, poświeciłem sporo czasu na zrozumieniu tych instrumentów, wypytałem wiele osób kształconych w tym kierunku i… wiesz nikt nie potrafił udizelić jasnego wykładu.. nadal muszę sam syntezować sobei big picture.
    Z autopsji wiem jak działa hierarchiczna struktura w dużych organiazcjach, Obraz który otrzymuje „góra” może nie mieć nic wspólnego z rzeczywistością.
    Przy czym góra święcie wierzy w nieomylnoość machiny, i każdy fake przez nią stworzony jest dla „góry” realem. (a może już nawet nie jest, ale nikt nie podskakuje skoro od tego zależy kawartalna premia w wysokości niewyobrażalnej dla ubozejacego bluecollara )
    Ale to rozumiem, odebrałem porcję wiedzy nie taką edumacation w zakresie inzynieri i technologii chemicznej ze specjaliazcją w paliwach.
    Niby jestem chemikiem, Ale by porozumieć się z kolegą z kształconym w syntezie organicznej to musimy wiele godzin poświecić by móc się porozumieć, a to jak nie patrzeć pokrewne działki.. więc ta wąska i coraz bardziej zawężajaca sie specjalizacja to objaw rosnacego stopnia złożoności zagadnień.
    I teraz mamy temat tak interdyscyplinarny jak zwiazek GDP I NET energii…
    tu naprawdę trzeba kosmicznych zdolności by opanować podstawy.

    Musimy też pamiętać,, że z niewiadomych przyczyn rządy merytokracji nie dają dobrych rezultatów.

  14. futrzak pisze:

    @Rafal:
    „Wiesz, biagało mi o to, że ekonomia jest jednak złożoną nauką, a nie prostą jak twierdzi „Twój Chłop”.

    To zacznijmy moze od tego, ze ekonomia NIE JEST nauką, tj. nie jest science. Z czego zreszta wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy. Owszem, narzędzia uzywane w ekonomii – np. statystyka – to jest matematyka. Albo rachunkowosć (ktorej a jakze przeciez nauczaja na studiach ekonomicznych w Polsce). Ale teorie ekonomiczne nie maja statusu teorii naukowych i nigdy nie mialy. Sa niefalsyfikowalne (w sensie w jakim falsyfikowalnosc rozumial Kuhn i Popper).

    „wierzę, że facet który przewidział i ostrzegał o krachu w 2008 jest w stanie niewiedzieć jak działają niektóre instrumenty.”

    Nie. Wiedziec jak to dziala to nalezy do jego obowiazkow. On zreszta wczesniej uczyl o tym jako profesor na Princeton. Notabene to jest calkiem inteligentny facet i niespecjalnie cokolwiek – poza tym wywiadem – przemawia na poparcie twojej tezy.

    „A dlaczego zakładasz żę na podstawie jednego wywiadu wyrabiam sobie opinie?”

    Bo tak napisales, i nie wspomniales o niczym innym?

    „A to jak ktoś w USA moze zupełnie przypadkiem tak wysoko wyladować to juz chyba nikogo, kto ogarnia kastowość tego społęćzeństwa, dziś nie dziwi, prawda?”

    Zakladam, ze nawiazujesz tutaj do Trumpa. Tylko ze szefowie najwiekszych bankow tego swiata po pierwsze nie lądują tam przez przypadek, a po drugie to nie jest stanowisko ktore jest electable w powszechnych wyborach. Nie mylmy moze tych dwoch rzeczy. Kongresmanem w USA a nawet przezydentem moze byc kompletny duren. Szefem banku centralnego, a przedtem profesorem zwyczajnym (z tenure) na Princeton kompletny duren zostac nie moze. Jesli tak twierdzisz, to nie bardzo wiesz jak owe instytucje funkcjonuja.

    „Kurcze, poświeciłem sporo czasu na zrozumieniu tych instrumentów, wypytałem wiele osób kształconych w tym kierunku i… wiesz nikt nie potrafił udizelić jasnego wykładu.. nadal muszę sam syntezować sobei big picture.”

    Ktorych? Mortgage backed securities?

    „Musimy też pamiętać,, że z niewiadomych przyczyn rządy merytokracji nie dają dobrych rezultatów.”

    A konkretnie ktore rządy, w ktorym kraju i kiedy masz na mysli?

  15. Rafał pisze:

    @ FutrzakTo zacznijmy moze od tego, ze ekonomia NIE JEST nauką, tj. nie jest science.

    Tak, tak! 100% zgody. tzn nie jest nauką ścisłą, bo jakąś tam gałęzią nauki jest.
    Stąd też posłużyłem się zwrotem szkoły ekonomii.
    Jakimś cudem (edu, medio pranie mózgów?)obecnie za ekonomię uważa się jedynie ten neoliberalny prąd.
    Jak w 90 latach mówiłem znajomym studiującym na ekonomi, że to co ich uczą to popperowsko niefalsyfikowale to byłem nazywany „komuchem”.
    Teraz więc mam nieco satyfakcji gdy widzę ich miny podczas wysłuchiwania słów przewodniczącej IMF o redystrybucji 🙂
    Nie. Wiedziec jak to dziala to nalezy do jego obowiazkow.
    Tak w świecie idealnym, tak..ale przy pewnym stopniu złożoności to już kłopot zaczyna być. tu wracam do idei „głuchego telefonu” i wypaczonego obrazu, który otrzymuje góra.
    W idealnym świacie korwinowskim każda jednostka w kazdej chwili podejmuje racjonalne decyzje…
    A wiemy przecież że to nie prawda..Więc tak facet jest rozsądny, mądre rzeczy mówi.. ale ich nierobi.. dlaczego?

    Nie mieszkałem W USA więc aż tak sie nie wciągałęm w systemy tam panujące.

    Nie. mialem na Myśli Trumpa, Myślałęm raczej o tym, że w tej pseudo merytokracji, to Ci inni którzy wiedzieli czym grozi stosowanie MBS CDO byli po prostu po gorszych uniwersytetach (to ta kastowość, o której wspomniałem) i ich opinia nie była ważąca, a on mógł w ich zdanie nie wierzyć (choć mówi, że brał pod uwagę).

    Bo tak napisales, i nie wspomniales o niczym innym
    Ugh… gdybym miał linkować wszystko co czytam, to by mi brakło miejsca :-)Ale ty jako inteligentny interlokutor możesz założyć, że skoro wypowiada sie ktoś kto czyta wypowiedzi Bernanke’a to nie jest to jedyne co czytuje,prawda?
    (btw. czy masz już jakieś linki do blogów w tematyce geo/polit/econo urugwajczyków przeciętnych? )

    Merytkoracyjna bezwładność aparatu chin spowodowałą że przegapiły zagrożenia zewnętrzne i to ona sprawiła zawrócono flote admirałę Zeng He. Niektórzy twierdzą, że powolne staczanie się USA to wynik próby wytworzenia merytokracji.
    Ba! Są i tacy, którzy mówią, że taka merytokracja jakie warunki w których powstawałą i istnieje.
    Więc i klasa folwarcznych zarządców, kształconych w PL w latach 90 w załozeniu też miała być merytokracją.
    Coraz wiecej wskazuje na to że marzenia o społęczenistwie otwartym (popperowskie) to, krótka abberacja, od hierarchicznej struktury władzy

  16. Rafał pisze:

    Odnalazłem art, który dawno temu przeczytany zasiał we mnie , niepewność co do merytokracji.
    https://www.evernote.com/shard/s486/sh/651e41c6-caee-4286-ae7e-60aa9442508b/16a6d064c5ae859004ace47f2b966239

  17. futrzak pisze:

    @Rafal:

    „A wiemy przecież że to nie prawda..Więc tak facet jest rozsądny, mądre rzeczy mówi.. ale ich nierobi.. dlaczego?”

    Dlatego ze mortgage backed securities od poczatku byly zaprojektowane tak, zeby banki mogly sie na nich obłowić, a koszty sflaczenia banii nieruchomościowej mieli ponieść podatnicy. Do tego trzeba bylo odpowiedniej ustawy zmuszajacej do ubezpieczenia bankow przez instytucje panstwowe, takie jak Fannie Mae (i ta ustawa zostala uchwalona), oraz odpowiedniego ratingu bezprawnie sprzedawanych CDOs – ktory to rating AAA agencje ratingowe wystawily (wiedzac od poczatku, ze CDOsy sa bezprawne, bo instytucje nimi obracajace nie posiadaja aktow wlasnosci do nieruchomosci bedacych zabezpieczeniem tych akcji, co notabene zostalo czarno na bialym potem udowodnione w śledztwie).

    BTW: jesli nie rozumiesz mechanizmu ich dzialania to ja z checia podejmuje sie wyjasnic.

    Co do podlinkowanego artykulu: to jest cudza opinia, tam nie ma zadnych konkretnych argumentow – nie ma nawet wskazania ktore konkretnie rządy mialy merytorycznych (i jakich???) ludzi w swoim skladzie w USA na przestrzeni wymienionych lat.

  18. @Rafał
    Jest oczywiście jeszcze jedna sprawa, poruszana tu przez wszystkich. Czyli energia. Potrzebna do życia, potrzebna do funkcjonowania społeczeństwa i potrzebna do inwestycji.
    Tyle, ze na dziś, mamy wszystkiego wystarczająco, albo i dużo za dużo.
    Drogi są zbudowane wszędzie i zajęte przez samochody. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby te same drogi inaczej podzielić, udostępniając szybką trasę dla komunikacji publicznej i druga, bezpieczną dla rowerzystów.
    To nie wymaga prawie żadnych nakładów kapitału, za to sporo pracy intelektualnej nad projektowaniem.
    Oczywiście przebudowa sieci energetycznej już wymaga kapitału. Ale, zwłaszcza w przypadku PV można go mobilizować we wszystkich klasach społecznych. I dzięki Chinom obecny potencjał produkcyjny zaczyna być wystarczający.
    Po prostu skala marnotrawstwa, wskutek istnienia infrastruktury wymuszającej marnotrawstwo jest tak ekstremalna, że problem braku kapitału lub energii na rozwój nie istnieje właściwie nigdzie.
    Raczej żyjemy w świecie podobnym do 17-wiecznej Rzeczypospolitej, gdzie 95% mieszkańców nie miało żadnych praw i mogło być pozbawionym wszystkiego według widzimisię silniejszych, a ci silniejsi nie tylko nie mieli pojęcia o rozsądnej organizacji państwa, gospodarki i społeczeństwa, ale też odznaczali się nieprawdopodobną pogardą dla jakichkolwiek inwestycji. Nawet myślenia o sprzężaju dla swoich latyfundiów i żyzności własnej ziemi.
    Postulat, jaki dominuje wśród oligarchii, aby przez obniżki podatków i zwiększanie dotacji dostarczyć więcej pieniędzy oligarchii jest.. cóż dokładnie taki sam jak to, aby w imię poprawy I RP zwalniać z podatków szlachtę i oligarchów. Idealnie durny. I każdy, kto wprost lub domyślnie go prezentuje lub serwuje wizję świata do tego prowadząca jest albo sabotażystą i kelnerem oligarchów i już mnie specjalnie nie interesuje czy z powodu cynizmu czy głupoty.
    I to ostanie jak najbardziej w mojej opinii dotyczy Pani Tveilberg.

  19. Rafał pisze:

    @ futrzak! @ Rewolucja
    Przepraszam.. muszę zniknąć na tydzień w miejsce bez GSM ..
    Odpowiem gdy wrócę..
    Na szybko to tylko, że ta opinia podlinkowana to opinia AUTORA kingi the rise of meritocracy…
    Dzięki bardzo za ofertę poświęcenia czasu na wytłumaczenie instrumentów.. chętnie skorzystam..
    Nie znacie może sposobu by zwiekszać ilość czasu wolneo?.. eh… i tak mnie tu latnynosem nazywają…

    !Que les vaya bien!

  20. PawelW pisze:

    @Maczeta/Rewolucja: Saturacja społeczeństwa wiedzą. ==> „(…)piłowanie do zrozumienia fizyki, chemii, biologii i okolic z solidną matematyką, aby nawet przypadkowi ludzie nie mówili już kompletnych bzdur(…)” dodałbym do tego logikę, ale ja tu widzę kolejny zasadniczy problem. A jest nim rozkład normalny inteligencji w populacji. Po prostu obserwacje jakie poczyniłem podczas własnej edukacji i kontaktów z osobami, które np. nie łapały najprostszej matematyki/fizyki i najprostszych operacji matematycznych/zasad fizycznych, mimo że w rozmowach z nimi nie miało się odczycia, że się ma do czynienia z osobami w jakikolwiek sposób mniej inteligentnymi, pchnęły mnie do konkluzji swego czasu, że to jest syzyfowe zadanie. Swego czasu pisałem z Tobą i zwracałem uwagę, że w szkole, jak np. nauczyciel matmy wychodził z klasy to nam zostawiał kilka zadań do rozwiązania i że ja je rozwiązywałem (i może jeszcze ze dwie dziewczyny). Ale cała reszta po prostu bezczelnie od nas spisywała, a chodziło o beznadziejnie proste zdania z mnożeniem w nawiasach, jakieś proste równania itp. Owszem to jest z jednej strony problem etyki i posowieckiej bylejakości (jak sam wtedy słusznie zauważyłeś), ale z drugiej strony to tej większości nauczyciele poświęcali na tłumaczenia o wiele więcej czasu aniżeli mnie czy tym dwóm zdolniejszym dziewczynom, za przeproszeniem, jak chłop krowie na miedzy. I nic. W ogólniaku było trochę lepiej, a to już była młodzież przebrana. A na studiach też był spory rozrzut… A często jest tak, że potrzeba właśnie wiedzy dostarczanej dopiero na studiach, aby zrozumieć, jakie kaczany są propagowane jako nauka i prawda objawiona. Ekstrapolując…Gauss pokazał, że mamy pod tym względem problem. Kiedyś na ten problem zastosowano religię i wiarę… do czego to prowadzi, widać. Jak zatem wygrać z Gaussem?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Follow rewolucja energetyczna on WordPress.com
%d blogerów lubi to: